Cześć moi Drodzy!
Mój ostatni zagraniczny wyjazd w 2025 roku, był nie tylko zwykłym wypadem, ale powrotem do kraju, który naładował mnie mocą przygód, świetnymi smakami i energią płynącą z gór Kaukazu.
To były co prawda tylko trzy dni, niemniej tak PIĘKNE, INTENSYWNE i BARWNE, że czuje się spełniony. Po 6,5 roku wróciłem do Gruzji!
Gruzja to piękny i szalony kraj, żyjący własnym tempem, więc szybko się okazało, że założony przed wyjazdem plan działania, owszem zrealizujemy, ale z małymi perturbacjami. Właśnie za to kocham to miejsce.
Z racji stosunkowo krótkiego pobytu, ograniczyliśmy się do miast, odkrywając uroki Kutaisi, Gori i Tbilisi. Kutaisi i Tbilisi odwiedziłem już w 2019 roku, starałem się więc niejako ujrzeć je na nowo. Natomiast Gori widziałem po raz pierwszy i bardzo się z tego faktu cieszę.
W cyklu artykułów przeprowadzę Was przez każde z owych miast, pokażę jak wyglądają, co ciekawego kryją, zdradzę naszą trasę zwiedzania i miejscówki, w których dobrze zjecie. Pozostałe macie poniżej:
- Zwiedzanie KUTAISI – co zobaczyć, gdzie zjeść i spać?
- GORI – iście Gruzińska atmosfera, piękne pejzaże i Twierdza
Zapraszam serdecznie do lektury!
Trzeci i zarazem ostatni dzień w Gruzji, spędziliśmy w jednym z moich ulubionych miast (nie tylko w Gruzji) – Tbilisi. Do stolicy tego przepięknego kraju przyjechaliśmy późnym wieczorem dnia poprzedniego.
Tbilisi to wyjątkowe, piękne, miejscami zaniedbane, imponujące, górzyste, naturalne, dzikie, śliczne – po prostu FASCYNUJĄCE miasto. Dzień w Tbilisi można spędzić na wiele sposobów, ja wybrałem klasykę w połączeniu z pobocznymi i często pomijanymi zaułkami. To był jeden z moich piękniejszych dni w 2025 roku.
Tbilisi – krótka charakterystyka miasta
Moi Drodzy, Tbilisi to stolica i największe miasto w Gruzji. Zamieszkałe przez ok. 1,2 mln osób jest domem dla 30 % mieszkańców całego kraju. Położone nad rzeką Kurą, na wysokości od 380 do 770 metrów n.p.m. Ukształtowanie terenu jest jednym z czynników, świadczących o wyjątkowym, miejscami dzikim pięknie tego miasta. Ogromną wartość stanowi również historyczna architektura, rozciągająca się na znacznym obszarze, zarówno po obu stronach rzeki, jak i u podnóża gór. Różnorodność zabudowy miasto zawdzięcza wpływom różnych kultur na przestrzeni wieków. Wzniesienia usłane świątyniami, gwarne uliczki, słynne łaźnie, szereg współczesnych atrakcji, liczne tereny zielone, interesujące punkty widokowe, stara zabudowa na klifach, górkach, nad rzeką. Tbilisi to magiczne miasto, wymykające się jakimkolwiek opisom, miasto, które trzeba poczuć.
Postaram się jak najlepiej potrafię przedstawić Wam stolicę Gruzji. Jestem przekonany, że czytając niniejszą relację, sami poczujecie urok i wspaniałość Tbilisi. Zapraszam do lektury!
Skromna stroma uliczka z widokiem
Dzień rozpoczęliśmy od śniadanka, ogarnięcia bagażu i pożegnania z adresem Vasil Barnov 32. Niesamowita okolica! Ta część ulicy położona jest kilkadziesiąt metrów powyżej pobliskich alei – Mikheil Zandukeli i Shota Rustaveli, mocno zadrzewiona, wypełniona starymi kamienicami. Wchodząc tutaj wieczorem dnia poprzedniego, mieliśmy poczucie wkraczania do innego świata. Z głośnej alei Shoty Rustavelego do cichej i skrytej za ścianą zieleni, szalenie stromej uliczki Vasil Barnov, przy której nietrudno o wartościową zabudowę. Podobne odczucia mieliśmy z rana, gdy opuściliśmy Guesthouse Kartli.
Przy mniej i bardziej zdobnych, zasłoniętych gęstwiną liści kamienicach, wędrowaliśmy w dół, do Al. Szota Rustaveli. Nim jednak zeszliśmy, nie mogłem się napatrzeć na widok, jaki można dojrzeć w perspektywie uliczki Vasil Barnov. Nowoczesny Hotel Radisson, a obok niego wzgórze gdzieś po drugiej stronie miasta. Czuć różnice wysokości i rozległość obszaru, jaki zajmuje Tbisili.




Aleja Shoty Rustavelego – najzacniejsza wielkomiejska ulica w Tbilisi
Trafiliśmy pod pomnik wielkiego gruzińskiego poety żyjącego na przełomie XII i XIII wieku, który patronuje głównej alei w ścisłym centrum Tbilisi – Shoty Rustavelego. Dumnie spogląda on z postumentu na najzacniejszą ulicę w mieście, nazwaną jego imieniem.

Aleja im. Shoty Rustavelego zaiste jest ZACNA. Długa na 1,5 km, łączy Plac Rewolucji Róż z Placem Wolności, skupiając najważniejsze instytucje kultury, sztuki oraz państwowe urzędy. Mieszczą się one w OKAZAŁYCH gmachach, które wraz z kamienicami tworzą wielkomiejską oprawę alei.
Nim na dobre zaczęliśmy wędrować Aleją Shoty Rustavelego, zajrzeliśmy za gmach Gruzińskiej Narodowej Akademii Nauk, gdzie znajduje się dolna platforma kolejki linowej na górę Mtatsminda. Nie pamiętam, aby przy okazji mojej poprzedniej wizyty w Tbilisi owa atrakcja działała. I tak było w istocie, ponieważ owa kolejka linowa została otwarta w 1958 roku, ale musiała mieć przerwę, gdyż jej ponowne otwarcie nastąpiło w 2024 roku. Wjazd na górę kosztuje 12 lari.

Wróciliśmy na główną ulicę miasta, od razu racząc się zestawieniem modernistycznego gmachu dawnej poczty z 1964 roku z wyrastającym ponad nim szklanym wieżowcem (hotel). Wędrówka wzdłuż Alei Shoty Rustavelego jest niebywałą przyjemnością dla miejskiego świra. Na pierwszy plan wychodzą szpalery wysokich platanów (i innych), nadających ulicy elegancji, jak również zapobiegających nagrzewaniu się podłoża. Estetyczne chodniki wiodą wzdłuż zadbanych i zdobnych fasad kamienic oraz szeregu IMPONUJĄCYCH historycznych gmachów.



W jednym ze skromniejszych mieści się Muzeum Sztuki Nowoczesnej Zuraba Tsereteli, obok stoi XIX-wieczny neomauretański budynek Państwowego Teatru Opery i Baletu, zaś jeszcze dalej Teatr Narodowy im. Rustaveli, mieszczący się w subtelnie zdobionym i nazwiązującym do baroku oraz rokoka gmachu. Można więc chodzić szerokim trotuarem, zaglądać do przepastnych, bogatych wnętrz, podziwiać detale architektury i zastanawiać nad kulturą miasta.



Między Al. Shoty Rustavelego a górą Mtatsminda
Położenie alei między rzeką Kurą a górą Mtatsminda ma swoje walory. Każda z przecznic oferuje zamknięcie osi widokowej wysoką górą, zaś kierując się w drugą stronę, niedaleko jest nad wodę.
W pierwszej kolejności skręciliśmy w kierunku góry Mtatsminda. Fascynujące jest przyglądanie się architekturze miasta, które w dole jest przebogate i dostojne, a nieco wyżej skromne i pozbawione blichtru. Nie znaczy to jednak, że czym wyżej, tym gorzej. Na pewno inaczej, a dla mnie osobiście, ciekawiej.
Niska, w dużej mierze zaniedbana, ale bardzo ładna zabudowa pnie się wraz z ulicą w górę. Tu wywieszone pranie, tam lokalny sklepik, splecione kable wiszące nad głową, stare okna i obdrapane ściany. Tłem dla takich widoczków jest wyniosła góra Mtatsminda oraz widoczne w dole zabudowania centrum miasta.
Zauroczyły mnie uliczki Besik i Dimitri Kipiani, biegnące stromo w górę, z nieco zapuszczoną, ale ładną zabudową i zieloną ścianą góry Mtatsminda wieńczącą oś widokową.
Uważam, że jeśli chce się poczuć prawdziwe Tbisili, takie bez filtrów, surowe i naturalne, należy wchodzić w takie zakątki.
Znaleźliśmy się przy dolnej stacji Funikularu, a więc kolejki szynowej, którą miałem okazje wjechać na górę w 2019 roku (przeczytacie o tym TUTAJ). Przeszliśmy kolejnymi uliczkami, wychodząc na Alei Shoty Rustavelego, tuż obok Parlamentu.







Gmach Parlamentu, czyli jedno z ważniejszych miejsc w Gruzji
Gmach Parlamentu, jednego z ważniejszych miejsc w Gruzji, został zbudowany w latach 1933-1938 oraz 1946-1953. Najpierw wzniesiono “górny” budynek zaprojektowany przez Wiktora Kokorina i Giorgiego Leżawę, następnie “dolny”, czyli ten widoczny od strony ulicy. Front budynku zdominowany jest przez monumentalną arkadę z łukami. Przed fasadą tryska fontanna w formie wodospadów.



Bujna zieleń tuż obok wielkomiejskiej metropolii
Stolica Gruzji z łatwością zmienia się z wielkomiejskiej metropolii w spokojną oazę pełną zieleni. Mijając Kościół Św. Jerzego (Kashveti) zbudowany w latach 1904-1910 wg. proj. arch. Leopolda Bilfeldta, weszliśmy do Parku 9 Kwietnia, za którym znajduje się kolejny – Park Giorgi Leonidze. Wspaniałe miejsce pełne bujnej zieleni, fontann i pomników. Zadbane alejki, równa trawka, ozdobne krzewy, dorodne drzewa i nawiązująca do dawnych czasów mała architektura, świadczą o elegancji tego miejsca. Przysiedliśmy na jednej z ławek, racząc się promieniami słońca i zbierając energię na dalszy spacer.




Suchy Most, dywany, parki i słynny bazar z antykami
Wchodząc do parku przywitał nas pomnik malarza Lado Gudiaszwili, z kolei wychodząc monument Gieorgija Leonidze. Ten drugi z zielenią urządzoną wokół i kamienicami w tle, stworzył ładną pocztóweczkę. Skierowaliśmy się w stronę Suchego Mostu, przecinającego kilkupasmową ulicę. Wzdłuż owej ulicy ciągnie się imponujący szpaler drzew (jakże mało ich w Polskich miastach!), zaś przy jednym z budynków zobaczyliśmy ładną wystawę dywanów.
Za kurtyną utworzoną z koron drzew, rozciągają się założenia parkowe. Zadbane, duże, pełne trawników, wysokich drzew, przystrzyżonych krzewów, pomników i fontann. Jednakże okolica Suchego Mostu słynie z plenerowego bazaru z antykami, obrazami i innymi mającymi wartość historyczną przedmiotami.






Oaza zieleni w miejskiej scenerii
Wracając do wielkomiejskiej części Tbilisi, zajrzeliśmy na Plac Orbeliani – kolejne miejsce łączące zieleń urządzoną z ciekawą zabudową wokół. Doprawdy gęsta zieleń pozwala na odpoczynek przy zadbanych alejkach, a jednocześnie tuż obok czuć gwar dużego miasta.



Serce Tbilisi – Plac Wolności
Wówczas wyszliśmy na ulicę Aleksandra Pushkina, która zaprowadziła nas na Plac Wolności. Jeśli miałbym wskazać w stolicy Gruzji punkt odpowiadający za serce miasta, jednocześnie miejsce wielkomiejskie w wyrazie i dostojne, byłby to właśnie Plac Wolności wraz z sąsiadującym Parkiem Puszkina. Widok Placu Wolności przez Park Puszkina nie ustępuje niczym największym stolicom w Europie.
Park Puszkina to ładnie urządzona przestrzeń w formie wyłożonego płytami placu z zielenią w postaci okazałych drzew i niewielkich wymuskanych zieleńców. Świetnie prezentuje się fontanna skłądająca się z trzech kielichów na tle okazałej zabudowy przy Placu Wolności.
Plac ów jest bowiem miejscem, które łączy starą część Tbilisi z tą nieco młodszą. Na samym jego środku znajduje się Pomnik Wolności – kolumna ze Statuą Św. Jerzego o łącznej wysokości 35 metrów. Podchodząc do Placu Wolności od strony Parku Puszkina można poczuć miejską energię, a jednocześnie zauważyć, że w tle znajduje się wysokie wzniesienie, czyli energia natury.








Sololaki – dzielnica skarbów
W okolicy Placu Wolności, a konkretniej na południowy-zachód od niego, zlokalizowana jest dzielnica Sololaki. Przeciekawie położona, bowiem wciśnięta między zachodnie zbocza pasma Sololaki a południowe zbocza pasma Mtatsminda. Zabudowana w połowie XIX wieku secesyjnymi kamienicami, nie jest na turystycznym szlaku, więc kiedy się tutaj pojawiliśmy, poczuliśmy się jak poszukiwacze skarbów. A skarbów w postaci wartościowych kamienic jest tak bez liku!
Przeszliśmy ulicami Leonidze, Kikodze, Asatiani, Machabeli i Lermontovi, oglądając w dużej mierze mocno nadgryzione zębem czasu, ale prezentujące wysoką wartość rzeźbiarską i architektoniczną kamienice. Przykurzone detale wylewają się z fasad, bujne drzewa muskają je liśćmi, a na wszystko patrzy góra Sololaki. Niemal żaden turysta tutaj nie dociera, a to tylko dwa kroki od wspomnianego Placu Wolności.
Warto się tutaj przejść również dla tzw. włoskich podwórek, o których przeczytałem już po powrocie na blogu polakogruzin. Swoją drogą artykuł o Tbilisi na tymże blogu to kompendium wiedzy, masa świetnych zdjęć i tekst, który sam się czyta. Zachęcam do lektury – o TUTAJ.








Oto jak pozytywnie zmienia się Tbilisi!
Ulicą Lermontovi opuściliśmy secesyjne ulice i dzielnice Sololaki, docierając na Plac Gudiashvili, na obszar Starego Tbilisi. Plac Gudiashvili to jeden z przykładów, jak pozytywnie zmienia się Tbilisi. Przestrzeń wypełniona zielenią jest zadbana i wyremontowana, podobnie jak kamienice stojące wokół. Barwne i zdobne fasady przeważają, ale pojawiają się również tak charakterystyczne dla miasta wstawki i dekoracje drewniane. Swego rodzaju wykusze/balkony z przepięknie powycinanymi otworami, kolumnami i daszkami, to istne dzieła sztuki snycerskiej.





Odremontowane vs czekające na swój czas
Z perspektywy placu, za pierzeją kamieniczek i ścianą zieleni, widać stojący na górze pomnik Matki Gruzji. Zauroczyło mnie to miejsce, jak i jego okolica! Zajrzałem w uliczkę Giorgi Jibladze, jakże ciekawą ze względu na fakt, iż pierzeja północna jest świeżo po remoncie i aż lśni, natomiast pierzeja południowa, co cóż… fasady muszą być przytrzymywane przez specjalne stelaże.

Szalenie spodobała mi się ta ulica
Szalenie spodobała mi się ulica Beglar Akhospireli – w części deptak, w części przejezdna ulica, zabudowana ślicznie odnowionymi, ale również czekającymi na lepsze czasy kamieniczkami. Niemniej jej największym atutem jest perspektywa! Beglar Akhospireli płynnie przechodzi w uliczkę Betlemi Rise, wspinającą się po zboczu góry Sololaki, z ułożoną piętrowo zabytkową zabudową mieszkalną, Górnym Kościołem Betlemi i wieńczącym całość pomnikiem Matki Gruzji. Ależ widok!
Chciałbym wspomnieć również o ormiańskim Kościele Św. Jerzego z Mughni z XIII wieku. Świątyń jest w Tbilisi bez liku, aczkolwiek tutaj mamy doczynienia z ruiną. Ściana frontowa stoi, ale wnętrze wygląda katastrofalnie. W 2009 roku zawaliła się kopuła kościoła i do tej pory nic z tym nie zrobiono. Z jednej strony takie ruiny wyglądają ciekawie, można rzec romantycznie, z drugiej stanowią zagrożenie i lepiej byłoby oglądać zabytek w dobrej formie.




Miasto odżywa
Ruszyliśmy w kierunku ulicy Kote Apkhazi, przechodząc obok bardzo ładnych, coraz lepiej wyglądających domów. Muszę oddać, że kiedy zwiedzałem Tbilisi w 2019 roku, zapamiętałem tę okolicę jako miejsce w totalnej niemal ruinie. Aktualnie jest dużo lepiej! Drewniane wykusze, balkony, stalowe balustrady, ceglane ściany – to wszystko odżywa, choć wciąż jest wiele do zrobienia.



Ulica Kote Apkhazi – główny szlak turystyczny
Ulica Kote Apkhazi stanowi część głównego szlaku turystycznego, łączącego Plac Wolności z najchętniej odwiedzaną dzielnicą Abanotubani. Pod starymi drzewami kryje się niezliczona ilość sklepików z pamiątkami, nad którymi ciężko dyszą ładnie zdobione, choć zmęczone życiem fasady kamienic.


Boczne, mniej uczęszczane uliczki
Jak zdążyliście zauważyć, bogactwo Tbilisi kryje się w wielu mniej uczęszczanych uliczkach. Z tego względu odbiliśmy w uliczkę Vertskhli. Niska, w dużej mierze zaniedbana, ale mająca dużą wartość zabudowa, buduje pejzaż starego miasta. Wystarczy spojrzeć na detale kamienic, balustrady balkonów, loggie – same cuda. Rozczulają mnie małe lokale gastronomiczne z kilkoma stolikami, które powoli ożywiają również te mniej znane zakątki miasta.



Tym szlakiem zdecydowanie warto się przejść
Doszliśmy do ulicy Ioane Shavteli, która wraz z ulicami Erekle II i Sioni, tworzy turystyczny szlak (deptak), przy którym znajduje się kilka ważnych zabytków. Ujrzeliśmy grupę ludzi z telefonami skierowanymi w górę, zastanawiając się o co może chodzić. Po chwili wszystko było jasne, dochodziła pełna godzina, a więc na krzywej wieży zegarowej anioł uderza w dzwon. Wieża została zbudowana w 2011 roku i jest nieco… baśniowa, fantazyjna, bajkowa.

Wspomniałem o zabytkach i proszę bardzo, po sąsiedzku z krzywą wieżą, stoi NAJSTARSZA świątynia w Tbilisi – Bazylika Najświętszej Marii Panny Anchiskhati. Kościół został zbudowany w VI wieku i osadzony jest poniżej poziomu chodnika. Schodząc do wejścia i przekraczając próg ma się wrażenie podróży w czasie. Niesamowite!



Uroczy deptak ulicy Ioane Shavteli prowadzi obok restauracji, pięknych obrazów na sprzedaż, aż do ulicy Erekle II. Początkowy jej fragment to liczne ogródki gastronomiczne, ładne kamienice i np. sklep z dywanami.



Wówczas wchodzi się na ulicę Sioni, która swą nazwę wzięła od Katedry Sioni. Historia jednej z ważniejszych świątyń w stolicy Gruzji sięga VI-VII wieku, natomiast obecna konstrukcja oparta jest na XIII-wiecznej wersji. Typowa dla średniowiecznej gruzińskiej architektury sakralnej konstrucja świetnie współtworzy krajobraz ulicy.

Plac Vakhtang Gorgasali – sceneria, którą zapamiętasz
Spacer ciągiem ulic od krzywej wieży zegarowej do Placu Vakhtang Gorgasali rekomenduje każdemu, szczególnie tym, którzy odwiedzają Tbilisi po raz pierwszy.
Plac Vakhtang Gorgasali to jedno z tych miejsc, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy, kiedy pomyślę o Tbilisi. Typowa dla Gruzji zabudowa, liczne restauracje, widok na rzekę i stojący na klifie Kościół Metechi i do tego patrząca z góry Twierdza Narikala. Miejsce tętni życiem, zaś po zmroku zamienia się w feerię barw, kuszących pysznym jedzonkiem knajpek.


Wchodząc w górę ulicą Betlemi i szukając widoków
Udaliśmy się w kierunku ulicy Betlemi, chcąc obejrzeć położoną na zboczu góry Sololaki okolicę. Nie trzeba było długo iść, by złapać w kadrze zadbane budynki z pięknymi balkonami, widoczną w oddali bryłę Kościoła Metechi i wagonik kolejki gondolowej.
Stromizna uliczek w tej części miasta daje w kość, a jednocześnie pozwala oglądać interesujące miejskie pejzaże, jak np. ten z pochyłą brukowaną ulicą, wieżą Kościoła Ormiańskiego, klifem nad rzeką Kurą i masą różnorodnej zabudowy w tle. Warto szukać perspektyw i pięknych domów z cegły z drewnianymi wykuszami, ponad którymi stoi pomnik Matki Gruzji.
Kościół Ormiański zbudowano w XIII wieku. Ze względu na jego lokalizacje, całkiem często robi za tło do zdjęć. Świątynia położona jest obok stromych ulic, w bardzo widokowej okolicy, usłanej zadbaną, typową dla Tbilisi zabudową. Zdecydowanie WARTO się tutaj pokręcić, jest przepięknie.












Twierdza Narikala i kolejna porcja widoków
Zabytków w Tbilisi jest co nie miara, a jednym z tych, które przypatrują się miastu jest Twierdza Narikala. Twierdza Narikala jest fascynująco położona wzdłuż grzbietu góry Sololaki. Mury fortecy ciągną się ponad historyczną miejską tkanką, będąc stałym elementem krajobrazu. Narikala jest świadectwem długiej historii Tbilisi, przechodzenia miasta z rąk do rąk, na które cały czas miała oko.
Pod mury twierdzy dostaliśmy się ulicą Orbiri. Brukowana i jakże stroma droga jest świetnym punktem widokowym. Bardzo ładnie widać z tego miejsca rzekę Kurę i ciągnący się wzdłuż niej klif z Kościołem Metechi, jak również dzielnicę Abanotubani.
W czasie naszej wizyty Twierdza Narikala była w części pod rusztowaniami, z tego względu zrezygnowaliśmy z jej dokładniejszego zwiedzania. Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć twierdzy, zapraszam TUTAJ, do artykułu opisującego moją wizytę w Tbilisi w 2019 roku.


Dzielnica Abanotubani – najbardziej emblematyczna część Tbilisi
Botanikuri – uliczka jak z pocztówki
Bez konieczności zawracania, udaliśmy się alejką i schodami, wychodząc wprost na uliczkę Botanikuri. Cudowne miejsce! Patrząc z perspektywy wejścia do Ogrodu Botanicznego, ulica Botanikuri bierze zakręt obok meczetu piątkowego i biegnie w dół ze wspaniałą perspektywą na Katedrę Trójcy Świętej. Muzułmańska świątynia jest współdzielona przez Szyitów i Sunnitów, zaś architektonicznie stanowi subtelną dominantę. W dużej mierze niska, ceglana zabudowa, ozdobiona jest przepięknymi drewnianymi wykuszami i balkonami.
Spojrzenie na szereg odremontowanych, typowych dla Tbilisi budynków z widoczną w oddali Katedrą Trójcy Świętej na tle wzniesień, to pocztóweczka wprost ze stolicy Gruzji.
Co ciekawe, owa świątynia została zbudowana w 2004 roku! Zauważyłem, że na wschodzie potrafi się budować współczesne kościoły/cerkwie, nieodbiegające wyglądem od tych mających po kilkaset lat. W Polsce jest zgoła odmiennie.




Charakterystyczne kopuły i cudna łaźnia
Wchodzimy do zdaje się najbardziej charakterystycznej i emblematycznej części mającej 1500 lat dzielnicy Abanotubani. Kamienne kopuły wraz z XIX-wieczną Łaźnią Orbeliani, budują orientalną atmosferę.
Fasada najpiękniejszej Tbiliskiej łaźni zdobiona jest biało-błękitną mozaiką w stylu perskim, co wraz z pobliskimi budynkami i górami w tle, robi niebywałe wrażenie. Dzielnica Abanotubani jest zbudowana w dużej mierze na skale, co najlepiej widać z Wąwozu Figowego (Legwtakhewi). Domy z elementami drewnianymi stoją na skale, a kolorowe wykusze i balkony wiszą nad wąwozem.





Wąwóz Figowy, czyli jak natura łączy się z zabudową
Spacer wąwozem nad rzeczką aż do wodospadu pozwala zapomnieć, że jesteśmy w mieście zamieszkanym przez 1,2 mln osób. Otoczeni przez kamienne ściany i ulokowaną wyżej zabytkową tkankę, słuchaliśmy szumiącej wody i podglądaliśmy pełen siły wodospad.





Klif, pomnik, kościół
Kręconymi schodami weszliśmy na poziom wąskich uliczek, następnie przeszliśmy obok cudownej fasady Łaźni Orbeliani, po czym dotarliśmy nad rzekę Kurę. Na pewnym odcinku wzdłuż rzeki ciągnie się wysoki na kilkanaście metrów klif z zabytkowymi domami, które zdają się wyrastać wprost ze skał. Niesamowicie prezentuje się stojący na klifie Pomnik Króla Wachtanga I Gorgasaliego i Kościół Metechi. Spoglądając na tylko ten wycinek może się wydawać, że jesteśmy gdzieś daleko poza miastem i przypatrujemy się klasztorowi nad rzeką. Tymczasem to samo serce Tbilisi, stolicy Gruzji.





Panorama miasta z Mostu Metechi
Podoba mi się panorama miasta z Mostu Metechi, gdzie domy wspinają się wysoko na zbocze góry, ponad nimi fruwają wagoniki kolejki gondolowej, stoją świątynie, a wszystkiemu przypatruje się postać Matki Gruzji. Polecam dojść nad samą rzekę i stanąć niejako pod Pomnikiem Króla Wachtanga I Gorgasaliego. Za plecami skały i kapliczki, obok woda i stateczki, po drugiej stronie historyczna malownicza tkanka miasta i wzgórza. Miasto żyje, a ja mogę je obserwować, stojąc trochę z boku.


Kolejka gondolowa – tania i świetna atrakcja!
Chcąc spojrzeć na Tbilisi z lotu ptaka i nie wydać miliona monet, warto udać się do Parku Rike, skąd ruszają wagoniki kolejki gondolowej. Koszt? 2,5 lari, czyli koło 4 zł!
Ruszamy z parku, przelatujemy nad rzeką, oglądając niesamowity klif, następnie kolorową zabudowę dzielnicy Abanotubani, zaś z drugiej strony ogrom zabudowy, która urywa się gdzieś hen daleko. Z góry jest ŚWIETNA panorama miasta, można również podejrzeć w jakim miejscu zbudowano Twierdze Narikala oraz przekonać się, że za górą Sololaki, w wąwozie, kryje się Ogród Botaniczny, za którym jest kolejna góra!




Pomnik Matki Gruzji
Stąd tylko kilka króków do pomnika Kartlis Deda – Matki Gruzji. Wzniesiony na szczycie wzgórza Sololaki w 1958 roku, a zaprojektowany przez rzeźbiarza Elgudża Amaszukeli, do dzisiaj spogląda na całe miasto. Pomnik ma symbolizować Matkę Gruzji, która w jednej dłoni trzyma czarkę wina dla przyjaciół, w drugiej z kolei miecz dla wrogów.

Restauracja poza turystycznym szlakiem – najlepszy jagnięcy kebab, jaki jadłem
Ponownie wylądowaliśmy w Parku Rike, gdzie usiedliśmy i kolega wyszukał miejsce na obiad. Po przejściu 2 km, trafiliśmy na ulicę Zurab Kvlividze, do “Shavi Lomi”. Okolica już typowo nieturystyczna, z całkiem ładną i starą, ale dość ubogą i mało estetyczną zabudową. Wiszące pranie, spętlone kable, krzywe chodniki, styrane czasem ściany domów. Niemniej czuliśmy się bezpiecznie. Restauracje polecam z czystym sumieniem! Napisałem na miejscu kilka słów, którymi chciałbym się z Wami podzielić.
Trafiliśmy do ciekawej restauracji. Do wnętrza wchodzi się przez metalową bramkę, nawet ciężko poznać, że to jest miejsce z gastronomią. Tym bardziej, że znajduje się 2 km od centrum, w dość zapuszczonej okolicy, przy jednej z wielu uliczek z historyczną, skromną i nadgryzioną zębem czasu zabudową. Nie widać tutaj turystów, raczej lokalsów. Spokojna gruzińska muzyka przygrywa niczym w starym filmie, na stołach kolorowe obrusy, ściany ozdobione kaflami i wzorzystymi makatkami, na stropie cudne malowidła. Nawet w toalecie jest zdobiona umywalka, pewnie stara. Jedzenie? Bajka. Kebab z jagnięciny rozpływa się w ustach.









Tbilisi po zmroku – żywe, pulsujące i barwne
Po obiado-kolacji wędrowaliśmy przy światłach miasta. Tbilisi po zmroku jest niesamowite, żywe i pulsujące, gdzie wszędzie coś się dzieje. Zawitaliśmy do kilku miejsc ponownie, celem kupna ciekawych pamiątek, byliśmy w sklepie, raczyliśmy się ostatnimi chwilami w przepięknej stolicy Gruzji.





Powrót do Polski
Powrót do domu rozpoczęliśmy do przejazdu metrem ze stacji “Rustaveli” do stacji “Station Square”. Z tego miejsca odjeżdża Georgian Bus, na który bilety nabyłem przez TĘ STRONĘ. Na lotnisko w Kutaisi odjechaliśmy po 23:00 i już po 2:00 byliśmy na miejscu. Koło 6:30 samolot wystartował i już po 8:00 rano zameldowaliśmy się w Warszawie.
Przykro nam było chodzić w deszczu, więc poszliśmy na śniadanie, następnie wjechaliśmy na Varso Tower, choć przy tej pogodzie niemal nic nie widzieliśmy. O 12:30 ruszyliśmy pociągiem do Bydgoszczy, kończąc ten w miarę krótki, ale intensywny i przepiękny trip.
Najlepsze możliwe zwieńczenie 2025 roku
Wyjazd do Gruzji był zwieńczeniem sezonu podróżniczego w 2025 roku, a jednocześnie powrotem po 6,5 roku do kraju, który tak bardzo polubiłem, który zdecydowanie mnie zmienił i pozwolił przełamać pewne bariery. Trzy dni to mało, ale było WARTO! Cieszę się, że dotrwaliście do tego momentu i przeczytaliście wszystkie artykuły. Kutaisi, Gori i Tbilisi z pewnością Wam polecam, a jeśli macie ochotę na więcej, zajrzyjcie do wpisów z 2019 roku.
- Zwiedzanie KUTAISI – co zobaczyć, gdzie zjeść i spać?
- GORI – iście Gruzińska atmosfera, piękne pejzaże i Twierdza
- Podróż do Gruzji, ciekawe miejsca w Kutaisi (klik)
- WIDOWISKOWA droga z Kutaisi do Mestii (klik)
- Zwiedzanie Mestii oraz wymagający i piękny szlak do Lodowca Chalaati (klik)
- Różnorodność ulic w Batumi oraz widok na miasto z Kolei Gondolowej (klik)
- Atrakcje Batumi #1 – Promenada, Wieża Alfabetu Gruzińskiego, Morze Czarne (klik)
- Atrakcje Batumi #2 – Ogród Botaniczny i Delfinarium (klik)
- Stare Tbilisi – przepiękna dzielnica Abanotubani i zaniedbana część dzielnicy Kala (klik)
- Tbilisi – spacer nad rzeką Kurą oraz wielkomiejską aleją Szoty Rustawelego (klik)
- Tbilisi – spacer po Ogrodzie Botanicznym oraz spektakularne widoki z murów Twierdzy Narikala! (klik)
- Tbilisi – powalające widoki z płaskowyżu Mtatsminda oraz jedna z piękniejszych uliczek w mieście (klik)
- Przepiękne widoki w drodze z Kazbegi do klasztoru Cminda Sameba (klik)
- O tym jak lawina przedłużyła mój pobyt w Gruzji (klik)
Kilka (istotnych) słów na koniec
Dziękuję za lekturę artykułu i wizytę na blogu. Zdaje sobie sprawę, że niewielu z Was przebrnęło przez cały tekst i obejrzało wszystkie zdjęcia, ale jeśli choćby jedna fotka lub zdanie Was zaciekawiło i zainspirowało, to mocno się cieszę.
A tutaj możecie dobrowolnie wesprzeć mą działalność i pomóc rozwijać treści na blogu, stawiając mi kawkę ☕ Dziękuję!
Zachęcam również do zaglądania i śledzenia mnie na FB – Miejski Wojażer i IG – miejskiwojazer. Dziele się tam na bieżąco miejscami, które odwiedzam. Załączam zdjęcia, piszę na żywo z danego miejsca i dodaje relację.
Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!