Cześć moi Drodzy!
Pod koniec sierpnia 2025 roku zabrałem swoją Mamę i polecieliśmy na granicę Francji i Szwajcarii. W ciągu dwóch dni, odwiedziliśmy dwa kraje i dwa miasta, które obdarowały nas OGROMEM PIĘKNA!
Zapraszam Was na relację z tego krótkiego, aczkolwiek intensywnego i udanego wypadu. Zobaczycie Colmar – szachulcową perełkę położoną na wschodzie Francji, jak również Bazyleę – trzecie co do wielkości miasto Szwajcarii.
Na niemal 600 zdjęciach starałem się uchwycić UROK obu miast, po powrocie opisałem naszą trasę zwiedzania, a efekt w postaci artykułów, oddaje Waszej ocenie.
Uważam, że zarówno Colmar i Bazylea są IDEALNE na jednodniowe zwiedzanie. Mała Wenecja i śliczne uliczki w Colmar, widok nad Renem oraz ład i elegancja ulic w Bazylei, to i więcej świadczy o wartości obu miejsc. Dzięki bliskości obu miast, łatwo połączyć zwiedzanie jednego z drugim.
Jak zwiedzić w ciągu dwóch dni Colmar i Bazyleę? Jak nie przepłacić za nocleg? Które ukryte miejsca koniecznie zobaczyć? Odpowiedzi na te i inne pytania, znajdziecie w dwóch artykułach.
Podróż z Polski na granicę Francji i Szwajcarii
W pierwszej kolejności moja Mama przyjechała pociągiem z Gdańska do Bydgoszczy, dalej już razem, ponownie pociągiem, pojechaliśmy do Warszawy. Linią autobusową 175 spod Dworca Centralnego, w około 25 minut, dojechaliśmy na lotnisko. Lot odbył się zgodnie z planem i około 20:00, wylądowaliśmy na lotnisku Bazylea-Miluza-Fryburg.

Lotnisko Bazylea-Miluza-Fryburg lub inaczej EuroAirport, zlokalizowane jest na granicy Francji i Szwajcarii, całkiem blisko granicy z Niemcami. Co ciekawe, granica przebiega przez środek terminala, dzieląc go na część Szwajcarską i Francuską.
Znaleźliśmy się w części Szwajcarskiej, natomiast FlixBus (na którego czekaliśmy) odjeżdża sprzed terminala po stronie Francji. Aby przejść przez granice, należy wjechać na trzecie piętro w terminalu lotniska, a tam bez problemu można przechodzić z kraju do kraju. CO WAŻNE, nie można tego zrobić przed terminalem lotniska (na zewnątrz).

Jak zaoszczędzić na noclegu?
Dlaczego czekaliśmy na FlixBusa? Otóż ceny noclegów Bazylei są bardzo wysokie. Na koniec sierpnia najtańszy nocleg ze śniadaniem dla dwóch osób kosztował blisko 600 zł. Jednocześnie za tę samą cenę w Colmar (Francja) można było zostać dwie noce. Okazało się, że FlixBus kursuje z lotniska do Colmar, przejazd zajmuje 45 minut, a kosztował nas 70 zł. Chcieliśmy zwiedzić Colmar, więc dla nas taka opcja okazała się idealna.
Inną propozycją jest dostać się do położonego tuż obok lotniska miasteczka Saint Louis, gdzie również widziałem noclegi w okolicy 350-400 zł za noc za dwie osoby. To nadal dużo mniej, aniżeli w Bazylei, a jedynie 5 km pieszo do centrum tego miasta, więc do przejścia w godzinkę.

Colmar – komunikacja miejska
Po Colmar kursują autobusy, a rozkłady można sprawdzić na mapach google. Bilet kupiony w autobusie kosztuje 2 euro i jest ważny 60 minut.
Jako że my dojechaliśmy do Colmar grubo po północy, mogliśmy wybrać taksówkę lub przejść się na nogach. Kilometr z kawałkiem przedreptaliśmy “z buta”.
Po małych perturbacjach dotyczących zakwaterowania w hotelu, w końcu, około 1:30, zameldowaliśmy się w pokoju. Niemal cały dzień spędzony w trasie był dość wyczerpujący, ale finalnie dostaliśmy się na miejsce. Pozostało się wyspać i kolejnego dnia RUSZYĆ z kopyta!

Colmar – krótka charakterystyka miasta
Colmar to Alzackie miasto we wschodniej Francji, w departamencie Górny Ren. Na powierzchni 66,6 km2 mieszka ponad 67 tysięcy osób. Miasto znane jest ze swej bajkowej, szachulcowej architektury i kanałów, wielu zabytków i świetnie zachowanego średniowiecznego klimatu. Colmar ze względu na położenie i przynależność na przestrzeni dziejów, łączy wpływy Niemieckie z Francuskimi. Budownictwo w typie szkieletowym popularne jest w Niemczech, natomiast kuchnia, język bądź pomniki, jasno mówią o wpływach Francuskich. Historia Colmar sięga IX wieku, w średniowieczu uzyskało tytuł wolnego miasta w ramach Cesarstwa Rzymskiego, zaś Pod koniec XVII wieku, znalazło się we władaniu Francji. W latach 1871-1918 wróciło w granice Niemiec, ponownie we Francji Colmar znalazło się po I wojnie światowej.






Cały dzień na uliczkach i nad kanałami w Colmar
Pierwszy dzień naszego pobytu spędziliśmy w całości w Colmar. Jak mogliście wcześniej przeczytać, do Francji dotarliśmy w nocy, zaś z rana byliśmy gotowi ruszyć w miasto. Byłem mocno podekscytowany, bowiem tak jak moja Mama, pragnąłem zwiedzić Colmar – miasto słynące z wielobarwnych, szachulcowych domów nad kanałami. Mieliśmy ładną, słoneczną pogodę i około 20 stopni. Można rzec – warunki idealne.
Podglądając życie miasta
Zaraz po wyjściu z hotelu udałem się do najbliższego sklepu, a był nim Intermarche. Zakupy to jedna z moich ulubionych czynności w trakcie zwiedzania. Mamy co prawda w Polsce sklepy różnych zagranicznych sieci, ale za granicą ZAWSZE znajdzie się coś innego, ciekawego i przyciągającego uwagę. Z zakupami wróciłem do Mamy i razem na ławeczce zjedliśmy śniadanie. Wcinając bagietkę z serkiem twarożkowym i popijając sok, podglądaliśmy spacerujących i rozmawiających francuzów. Posileni, ruszyliśmy przed siebie.
Początek spaceru i zaciekawienie zabudową
Już na samym początku spaceru zwróciłem uwagę na zachowaną estetykę ulic, trawników i chodników. Ład i porządek sprawiają, że odkrywanie kolejnych miejsc to czysta przyjemność. Za przykład podaję ulicę Rue de Ribeauvillé, która dodatkowo zaciekawiła mnie zabudową. Między raczej zwykłym budownictwem, zobaczyłem takie perełki jak dom z muru pruskiego oraz inny stary budynek z wieżyczką.



Pl. des Unterlinden
Zagłębiając się dalej w ulicę Rue de Ribeauvillé, po lewej stronie otworzył się nam widok na Pl. des Unterlinden. Jego środkiem płynie kanał, urozmaicający przestrzeń placu i będący miejscem skupiającym spragnionych chwili odpoczynku. Po obu jego stronach stoją zacne budowle – np. XIII-wieczny klasztor sióstr Dominikanek, mieszczący Muzeum Unterlinden.

Pl. du 18 Novembre
Kilkadziesiąt metrów na południe znaleźliśmy równie ciekawą przestrzeń – Pl. du 18 Novembre. Z tej perspektywy, prócz klasztoru Dominikanek, widać wyraźnie mury dawnego kościoła, obok zaś stoi gmach Teatru Miejskiego. Zbudowany i otworzony w połowie XIX wieku, został zaprojektowany przez Louisa-Michela Boltza. Fasada z czerwonego piaskowca z kolumnami i wieńczącą ją balustradą, wygląda dostojnie i elegancko,





Perspektywa ul. Rue Kléber
Interesująco prezentuje się perspektywa ulicy Rue Kléber z wertykalną bryłą Kościoła Św. Katarzyny. Wysokość budowli podkreślają proporcje, ostrołukowe okna i ażurowa gotycka dzwonnica. Z jednej strony oglądamy więc monumentalne zabytki, lecz wystarczy “krok w bok”, by znaleźć się w zupełnie innym architektonicznie świecie.


Ależ tutaj jest FANTASTYCZNIE
Już z Pl. du 18 Novembre widać malowniczą, bajkową zabudowę, zaś w bocznych uliczkach, pojawia się jej jeszcze więcej. Choć plan zakładał twardo – idziemy naprzód – nie mogliśmy sobie odmówić choćby kilku chwil na uliczce Rue des Têtes i Rue des Boulangers. Ależ tutaj jest FANTASTYCZNIE!
Tego typu zabudowa może sprawiać wrażenie “sztucznej”, wręcz wzniesionej dla podziwiania przez turystów. Nic bardziej mylnego! Przyglądając się domom w Colmar, np. przy wyżej wymienionych uliczkach, łatwo zauważyć na ich fasadach szmat czasu, który przeszły.
Rzecz jasna nie odbiera to im uroku! Śliczne, różnorodne, choć tworzące spójną całość fasady, można oglądać bez końca. Niektóre gładkie, o różnych barwach, najczęściej z okiennicami i pulpitowym dachem. Inne szachulcowe, o różnych kształtach belek, z lukarnami. Jeszcze inne posiadające malunki, zdobne szyldy i bogate witryny sklepowe.
Spośród różnorakich budynków wyróżnia się Dom Głów – renesansowa kamienica z 1609 roku z bogato zdobionym portalem wejściowym, wykuszem i szczytem.





Plac. gen. Rappa – pomnik, fontanna
Wracając na naszą trasę, znaleźliśmy się na Av. de la République, wzdłuż której ciągnie się pierzeja kamienic o francuskim charakterze. Po chwili odbiliśmy w lewo, a przed nami rozpostarła się przestrzeń Placu generała Rappa.

Stojący dumnie na postumencie Jean Rapp urodził się w Colmar, był francuskim generałem epoki Napoleońskiej i co ciekawe, piastował stanowisko gubernatora pierwszego Wolnego Miasta Gdańska w latach 1807-1813. Rapp spogląda na plac z nowoczesną fontanną i park du Champ de Mars. To nieco inna odsłona Colmar w porównaniu do jego najpopularniejszego wizerunku. Przestronny miejski plac otoczony zielenią, pozwala na pewien dystans od miejskiej zabudowy.
Świetnym tłem dla zdjęć jest fontanna w postaci kilkudziesięciu dysz tryskających wodą na kilka metrów w górę, pomnik Rappa, maszty z flagami różnych krajów i napis Colmar.






Parc du Champ de Mars
Place Rapp płynnie przechodzi w Parc du Champ de Mars. Przez park biegnie szeroka aleja z wiekowymi drzewami i licznymi ławkami. To doskonała oś widokowa, bowiem z jednej strony perspektywę zamyka pomnik gen. Rappa, z drugiej fontanna Admirała Bruata. Już z oddali fontanna Bruata prezentuje się dostojnie, a czym bliżej, tym okazalsza się staje. Siedzące w różnych pozycjach rzeźby, a na środku, na postumencie, stoi pomnik admirała Josepha Bruata. Pomnik z fontanną pochodzą z 1864 roku, mamy więc ciekawą równowagę między historią a teraźniejszością (patrz fontanna na Placu Rappa).
Park już w połowie XVIII wieku pełnił funkcje rekreacyjne, następnie przekształcony został w poligon wojskowy i w końcu na Pole Marsowe. Obecną formę przybrał w XIX wieku, z kolei z 1900 roku pochodzi bajkowa karuzela.




Kuzyn Gdańskiego Dworca Kolejowego
Po sąsiedzku z parkiem stoi gmach Prefektury Haur-Rhin z 1866 roku, zaprojektowany w stylu Ludwika XIII, jednak nie on był moim celem. Nieopodal stoi bowiem budynek Dworca Kolejowego i to do niego zmierzamy. Dla gdańszczanina to szczególnie ważne, bowiem dworzec w Colmar to “kuzyn” gdańskiego dworca. Podobieństwo jest nader widoczne i każdy kto był w Gdańsku, może to potwierdzić. Dworzec w Gdańsku budowano w latach 1894-1900, a w projektowaniu brał udział między innymi Alexander Rüdell – etatowy projektant dworców kolejowych w Niemczech.
Można więc powiedzieć, że Dworzec Kolejowy w Colmar (zbudowany w latach 1905-1906) jest młodszym kuzynem Dworca Kolejowego w Gdańsku.


Estetyczne i schludne przestrzenie – Rue Bruat i Général Leclerc
Wróciłem do Parku Champ de Mars i już razem z Mamą, przeszliśmy urokliwymi uliczkami – Rue Bruat oraz Général Leclerc. Historyczne, wolno stojące wille, pięknie urządzona zieleń, schludne ulice i chodniki, w takich miejscach chce się być. Apropo zieleni, trafiliśmy na niewielki skwer, któremu patronuje Adolphe Hirn. Fizyk i astronom ma również tutaj swój pomnik, który świetnie wygląda na tle Kościoła Św. Piotra.






Mała Wenecja, czyli Colmar jak z pocztówki
Ulica Saint-Pierre okazała się miejscem z niespodzianką, nie można wszak inaczej określić widoku, który “nagle” wyłania się zza zabudowy i drzew. Uliczka krzyżuje się bowiem z Kanałem La Lauch, który przepływa przez zabytkową część Colmar, zwaną tutaj Małą Wenecją (La Petite Venise).
Kwintesencja Alzackiego miasta, jego najpiękniejsze miejsca i niezwykle fotogeniczne, jakże urokliwe miejscówki – to właśnie tutaj.

Stanąwszy nad kanałem, przyglądałem się temu, co składa się na pocztówkowy pejzaż. Mam poczucie niezwykłej malowniczości całego zespołu zabudowy wraz z naturą. Stosunkowo wąski, leniwie płynący kanał, po którym pływają łabędzie i kaczki, kłaniające się nad wodą drzewa, a nade wszystko zabytkowe budownictwo.
Każdy dom można opisać z osobna, choć tworzą spójną całość. Szachulcowe domy z okiennicami, spadzistymi dachami, mniejszymi i większymi lukarnami, stoją jeden za drugim nad kanałem, a za nimi, w tle, wyrasta wieża Kościoła Św. Marcina.



Podziwiając autentyczność zabudowy
Zeszliśmy schodami nad samą wodą, wchodząc niejako w głąb bajkowej aury. Domy choć bajkowe, są jak najbardziej realne. Z bliska widać ich solidną konstrukcję, splot drewna, cegieł i innych materiałów, jak również wszelki “makijaż”, czyli farbę, szyldy, kwiaty.

Wąskim bulwarem przedostaliśmy się do równie wąskich, jak również pełnych piękna uliczek – Rue de la Herse, Rue des Bateliers oraz Rue de l’Ancienne Mairie. Urodziwe budynki w konstrukcji szkieletowej, wiele białych lub generalnie jasnych fasad będących tłem dla ciemnych drewnianych belek, kwiaty w oknach, okiennice, dużo ozdobnej zieleni, miejsce wymarzone pod sesje zdjęciową.



Cenię sobie jedno ze zdjęć, na którym uchwyciłem fragment jednego z budynków z datą “1568”. Doskonale widać zrąb czasu, mech na dachówkach, roślinność porastającą ściany, stare deski. Miejsca odwiedzane przez tabuny turystów mają swoją historię.

Mostek nad Kanałem La Lauch
Wyszliśmy na ulicę Rue Turenne, której szerokość może świadczyć o tym, że niegdyś płynął tutaj kanał, choć to tylko moje przypuszczenia. Bardzo ładne pierzeje kamieniczek z okiennicami, poprowadziły nas na kolejny mostek nad kanałem La Lauch.
Sugerując się ilością chętnych do cyknięcia zdjęcia wnoszę, że to jedno z popularniejszych miejsc w Colmar. Trudno się dziwić, pejzaż oddaje magię miasta, ukazując to co ma najładniejsze – śliczne szachulcowe domy.




Malowniczy plac z fontanną ⛲
Stojąc na moście, zauważyłem położony po sąsiedzku Plac des 6 Montagnes Noires, a połączenie widokowe sprawiło, że na moment i tam zajrzałem. Okazało się, że Plac des 6 Montagnes Noires jest PRZEPIĘKNIE zabudowany, bardzo gwarny, zaś na samym środku stoi fontanna wzniesiona w XIX wieku na cześć Jeana Roesselmanna – lokalnego bohatera, który odegrał ważną rolę w obronie Colmar podczas wojny francusko-pruskiej. Kunsztownie wykonana fontanna (basen, rzeźby, pomnik) doskonale pasuje do malowniczej zabudowy wokół.



Rue de la Poissonnerie – szachulcowe domy, kanał
Rue de la Poissonnerie to kolejna ŚLICZNA uliczka, którą przeszliśmy. Biegnie równolegle do kanału La Lauch, który płynie za budynkami. Wąska, brukowana uliczka, zabudowana jest wieloma wartościowymi pod kątem estetycznym budynkami. Stoją one w pierzejach i choć zbudowano je w podobnym stylu, to każdy ma swój indywidualny charakter. Domy wzniesiono bowiem w konstrukcji szachulcowej, a więc drewniany szkielet wypełniono gliną wymieszaną z sieczką lub trocinami, natomiast kształt domu, belek, kolor ścian, okiennic, dachu i wszelkich innych ozdobników, to już inna para kaloszy.




Spacerując Rue de la Poissonnerie, mieliśmy tuż obok siebie szereg BARDZO ładnych domów, tworzących przemiłe miejsce. Na tyle się nam tutaj spodobało, iż postanowiliśmy usiąść w kawiarni. Dostaliśmy stolik na zewnątrz, na zapleczu domu, tuż obok kanału. Po wodzie pływały łódki z turystami, a my, przy herbatce, mogliśmy przyglądać się pracy przewodników i ruchowi turystycznemu na wodzie.

Targ Rybny
Wracając na szlak, dotarliśmy do nabrzeża Targu Rybnego. Uliczka Rue de la Poissonnerie otwiera się na płynący obok kanał, wzdłuż którego stoi zespół wyjątkowej urody szachulcowych fasad.


Mostki przy Hali Targowej
Spoglądając na okolicę z mostku przy Hali Targowej i widząc stojące obok siebie budynki, nadwodne uliczki i kanał, ma się kontakt z miejscem doprawdy emblematycznym. Spójrzcie sami, jak CUDNIE prezentują się wielobarwne fasady poprzecinane ciemnymi belkami, jakiego uroku dodają drewniane okiennice, jak całość urozmaicają dachy. Kanałem pływają turyści, obok kanału chodzą turyści, a każdy pragnie mieć jak najlepsze zdjęcie. Trzeba przyznać, że tło do fotek jest tutaj dogodne i niecodzienne.
Po drugiej stronie zbudowanej w latach 1863-1865 Hali Targowej (w której kwitnie handel) znajduje się kolejny mostek, równie świetne miejsce do obserwowania najsłynniejszej odsłony miasta.
Można porównać Colmar do Wenecji, do Amsterdamu, choć w moim przekonaniu nie ma to sensu. Wenecja jest jedyna w swoim rodzaju, Amsterdam jest wyjątkowy, Colmar jest unikalne. Ot co!





Ulica Garbarska
Odchodząc od kanału La Lauch, zagłębiliśmy się w Rue des Tanneurs, a więc ulicę Garbarską. Widoczne na zdjęciu zabytkowe czarno-białe domy z XVII i XVIII wieku należały do garbarzy. Stoją tutaj również typowe dla Colmar naładowane detalem fasady, sklepiki z pamiątkami i kolejne przestrzenie.


Wchodząc w głąb miasta
Do wyboru dalszej drogi zachęcił mnie kanał płynący przez Place de l’Ancienne Douane. Wśród ślicznej zabudowy i nad kanałem, od końca XIX wieku stoi pomnik Lazare’a de Schwendi projektu Auguste’a Bartholdiego. Wódz wojenny z XVI stulecia jest częścią fontanny, która świetnie zgrywa się z szachulcowymi budynkami, oknami pełnymi kwiatów i mansardowymi dachami.
Wciąż piszę o tym jak Colmar jest piękne, niemniej ciężko o inną recenzję, gdyż tej doprawdy UROKLIWEJ zabudowy jest tutaj multum. Spójrzcie tylko na poniższe zdjęcie. Zaraz obok stoi Koïfhus, a więc XV-wieczny dawny budynek celny. Właściwie dopiero w tym momencie weszliśmy na jedną z ważniejszych ulic w centrum dawnego Colmar.




Elita szachulcowej zabudowy
Grand Rue skupia samą elitę szachulcowej zabudowy! Nie mniej istotne są wszelkie ozdoby wiszące na fasadach, sklepiki wystawiające swój towar na chodnikach oraz kawiarniane ogródki. Pokręciwszy się po okolicy, byłem ZACHWYCONY detalami. Misternie wykonane szyldy, malunki na fasadach, mnóstwo kwiatów, liczne okiennice i zdobienia. Colmar może też robić za przykład miasta, w którym różne kolory budynków nie muszą oznaczać widoku rodem z sklepu dla dzieci. Różne barwy, owszem, ale stonowane, pasujące do siebie, a główną rolę i tak gra architektura, a więc konstrukcja owych domów. Przy Grand Rue zauważyłem również kilka murowanych kamienic z wykuszami lub wieżyczkami.




Gdzie usiąść i odpocząć?
Fajną opcją na odpoczynek od natłoku zabudowy, jest zerknięcie na Skwer de la Montagne Verte. Przestronny, zielony, nowocześnie urządzony, pozwala “uciec” od tłumów.

Kościół kolegiacki Św. Marcina – największy zabytek w mieście
Kierując się w stronę Kolegiaty Św. Marcina, skręciliśmy w Rue de l’Église. Świątynia zamyka perspektywę owej uliczki, prowadzącej wprost na Plac Katedralny. Kościół kolegiacki Św. Marcina to zaiste WIELKI zabytek. Dominuje nad okoliczną zabudową, choć muszę przyznać, że uliczki Colmar są tak poprowadzone, że kościół w niewielu miejscach wyrasta ponad szachulcowe domy. Gotycka świątynia zbudowana została z piaskowca w XIII i XIV wieku, osiągając imponujące rozmiary. Długość ponad 80 metrów, wysokość do sklepienia 20 metrów, wysokość wieży 71 metrów. Ogromny budynek, a jednocześnie pełen detali, smaczków i uroku.






Świątynie, uliczki i sklepiki
Poszwendaliśmy się kilkoma uliczkami, m.in. Rue des Marchands. Za każdym rogiem robiliśmy wielkie oczy. Okna sklepów wypełnione różnorakim asortymentem, małe kawiarenki, zestawienia ciemnych belek i jasnych ścian, niższej szachulcowej zabudowy z wysoką wieżą kościoła – to wszystko możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej. Colmar to detale, ale też pokaźne zabytki. Prócz Kościoła Św. Marcina, mamy Kościół Dominikanów z XIV wieku i Kościół Św. Mateusza. Ostatnim miejscem, które chciałbym Wam pokazać, jest skwer przy Rue Kléber. Kanał, skwerek, dawny klasztor, wszystko łączy się w udaną całość.







Podsumowanie dnia w Colmar – czy warto tam pojechać?
Wówczas wróciliśmy do hotelu, a ja udałem się jeszcze do sklepu po coś do zjedzenia i kilka drobiazgów. Dzień okazał się BARDZO udany pod względem pogody, realizacji planu i całej reszty. Jestem wdzięczny, że mogłem wraz z Mamą zobaczyć tak PRZEPIĘKNE miasto, jakim jest Colmar. Zachwycająca jest mnogość ślicznej szachulcowej zabudowy, widoczny na niej zrąb czasu, malownicze połączenie kolorów, OGROM detali, łódki pływające po kanałach, BARDZO gęste od bogatych fasad uliczki, akcenty związane z Gdańskiem, jak chociażby dworzec, przeurocze zakątki nad Kanałem La Lauch, potężne świątynie, jak również wiele zabytkowych, kunsztownie wykonanych fontann z pomnikami i ładnie urządzone miejsca rekreacji (parki). Polecam Wam odwiedzić Colmar, bo choć miasto jest bardzo popularne i pełne turystów, Wy możecie znaleźć swoje powody, za które polubicie to miejsce. Wartości, historii i świetnej atmosfery jest tutaj bez liku. Pamiętajcie, że skoro jakieś miejsce stało się popularne i ściąga tabuny turystów, nie oznacza to, że jego wartość spada. W przypadku Colmar mamy do czynienia z niezwykle wartościowym, historycznym i pięknym miejscem. Sprawdźcie sami.
Kilka (istotnych) słów na koniec
Dziękuję serdecznie za wizytę na blogu i lekturę artykułu o Colmar. Mam nadzieję, że kontent, który Was dostarczam jest wartościowy i ciekawy. Dajcie znać co sądzicie i co mógłbym zmienić.
Jeśli chcielibyście poczytać o innym mieście we Francji – Lyonie – zapraszam do poniższych linków.
- Zwiedzamy Lyon – wspaniały bulwar nad Rodanem
- Imponujące wnętrza urbanistyczne w Lyonie
- Lyon – reprezentacyjna Rue de la Republique
- Świetne, mało znane punkty widokowe w Lyonie
- Vieux Loyn z listy UNESCO
- Lyon z wysokości – Ogród Różany i Bazylika Notre-Dame
- Jaki jest Lyon? Jak zapamiętałem miasto?
A tutaj możecie dobrowolnie wesprzeć mą działalność, stawiając mi kawkę ☕ Dziękuję!
Zachęcam również do zaglądania i śledzenia mnie na FB – Miejski Wojażer i IG – miejskiwojazer. Dziele się tam na bieżąco miejscami, które odwiedzam. Załączam zdjęcia, piszę na żywo z danego miejsca i dodaje relację.
Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!