Bukareszt – zaśnieżony Park Herăstrău, słynny skansen, Łuk Triumfalny i zetknięcie z CIEKAWĄ architekturą miasta

B

Cześć moi Drodzy!

Zabieram Was w podróż do zimowej Rumunii, a konkretniej do Bukaresztu i Braszowa. Na Rumunię, kraj którego wcześniej nie miałem okazji zobaczyć, zdecydowałem się ze względu na nowe połączenie linii lotniczej Wizzair.

W trakcie naszego pobytu, trafiliśmy na atak zimy, mocno minusowe temperatury i duże ilości śniegu, ale za to słoneczną aurę (co ciekawe, już dwa tygodnie później było kilkanaście stopni na plusie). Brak zieleni, lód na ulicach i ostry mróz, nie ułatwiały zwiedzania, pokazując Bukareszt i Braszów bez różowych okularów.

Polecieliśmy do Bukaresztu, by sprawdzić i zrozumieć, jakie rzeczywiście jest to miasto. Rozgryźć jego niełatwą strukturę i spróbować opisać. Przy okazji, zajrzeliśmy do Braszowa, jednego z piękniejszych miast w Rumunii, a tam przeżyliśmy coś niezwykłego.

Co WAŻNE, to PIERWSZY wpis z serii z Rumunii. Pozostałe znajdziecie poniżej:

Zapraszam Was w podróż na ulice Bukaresztu i Braszowa!


Podróż: Bydgoszcz – Bukareszt

Wyprawa zawsze zaczyna się od pierwszego kroku, a ten postawiliśmy z kolegą jeszcze w Bydgoszczy. W czwartek 20 lutego pojechaliśmy pociągiem do Poznania, skąd udaliśmy się, również koleją, do Krakowa. Zależało mi na tym, abyśmy wyjechali wieczorem i dotarli na miejsce z samego rana.

W Krakowie zameldowaliśmy się około 5:20 i poszliśmy na miasto. To było ciekawe doświadczenie, zwiedzać Kraków o tej porze, niemal pusty, spokojny, tajemniczy. Spacerowaliśmy po Starym Mieście przez ok. 1,5 h, po czym wróciliśmy na Dworzec PKP.

Na lotnisko w Balicach pojechaliśmy pociągiem, który jeździ co 30 minut. Podróż zajmuje około 20 minut i kosztuje 20 zł. Lot z Krakowa do Bukaresztu (niecałe 800 km w linii prostej) zajmuje 1,5 h, należy jednak dodać godzinę, gdyż w Rumunii mamy inną strefę czasową. Wylecieliśmy więc 10:50, a na miejscu, w Bukareszcie, byliśmy o 13:20.

Pierwsze wrażenia – ciekawe lotnisko i… ŚNIEG!

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to DUŻO śniegu. Obserwowałem pogodę i byłem gotowy na mróz, ale nie na śnieg. Druga kwestia to terminal lotniska! Otóż budynek wzniesiony w latach 1947-1952 ma kształt trójłopatowego skrzydła. Środkowa część gmachu jest okrągła, tam też znajduje się główny hol. Co ciekawe, aktualnie (luty 2025) lotnisko obsługuje tylko jedną trasę – właśnie tę z Krakowa. Wyszliśmy na zewnątrz, rozpoczynając wędrowanie po mieście.

Bukareszt – krótka charakterystyka i historia miasta

Bukareszt to stolica i największe miasto Rumunii. Położony w południowo-wschodniej części kraju na powierzchni 240 km2, zamieszkany jest przez niemal 2 mln osób, będąc szóstym najludniejszym miastem Unii Europejskiej i dziesiątym całej Europy. Bukareszt leży nad rzeką Dymbownicą, a jego wysokość nieznacznie się waha (55-91 metrów n.p.m.). Na terenie miasta znajduje się również kilka jezior i wzniesień.

Bukareszt po raz pierwszy w źródłach historycznych pojawia się w 1459 roku, kiedy to był rezydencją wołoskiego księcia Włada Palownika (popularny Drakula). Wiele wydarzyło się w XIX stuleciu, gdy w 1861 roku połączono Wołoszczyzne i Mołdawie, tworząc państwo Rumuńskie. Bukareszt stał się jego stolicą i zaczął być nazywany, ze względu na architekturę i kulturę, Paryżem Wschodu. W czasie II Wojny Światowej miasto mocno ucierpiało, swoje zrobiło też trzęsienie ziemi w 1977 roku i rządy Nicolae Ceaușescu, który nakazał wyburzyć lwią część zabytkowej tkanki miasta, w zamian za to stawiając Pałac Ludowy, bloki mieszkalne i wytyczając reprezentacyjne aleje oraz place.

Obecnie Bukareszt jest miastem, które dla niewprawionych turystów/wyjazdowiczów, może zrobić nieciekawe wrażenie. Pomieszanie z poplątaniem jeśli chodzi o architekturę, cała masa mało przyjemnych przestrzeni publicznych. Dominuje szarość, samochody nad pieszymi, wszystko zdaje się dość siermiężne.

Warto jednak dać stolicy Rumunii szansę, bo posiada ona wiele pięknych terenów zielonych, zacnych zabytkowych budowli (mogących stać spokojnie w Budapeszcie lub Wiedniu), ciekawych zakątków, liczne wille i kamienice, jak również miejsca, które ROBIĄ WRAŻENIE. O tym jaki jest Bukareszt zimą, przekonacie się w kolejnych artykułach. Zaczynamy!


Wędrując nad jeziorem w Parku Herăstrău

Ze względu na fakt, iż Port Lotniczy Bukareszt Baneasa – Aurel Vlaicu, zlokalizowany jest około 7 km na północ od centrum miasta, zaplanowałem, że tę drogę przejdziemy pieszo. Tym bardziej było to zasadne, iż na trasie było kilka wartych zobaczenia miejsc.

Pierwsze z nich, Park Herăstrău, zlokalizowane jest niecały kilometr od lotniska. Park Herăstrău (lub inaczej Michała I, ostatniego króla Rumunii) został założony wokół jeziora Herăstrău w 1936 roku na powierzchni około 110 ha. Miejsce niewątpliwie wspaniałe na długie spacery nad wodą, jazdę rowerem i inne aktywności, choć my musieliśmy sobie to tylko wyobrazić.

Ze względu na pogodę, niemal wszędzie leżał śnieg, alejki były oblodzone, a drzewa pozbawione liści. Mimo tego czuć i widać, że to miejsce w cieplejszych miesiącach musi robić furorę wśród mieszkańców Bukaresztu.

Nim jednak weszliśmy na dobre do parku, szliśmy ulicą Soseaua Bucuresti-Ploiesti, nad którą wznosi się ładna willa z początku XX wieku. Okazuje się, że zaprojektował ów dom arch. Cristofer Cerchez dla dr. Nicolae Minovici, obecnie zaś funkcjonuje w jej wnętrzach Muzeum Nicolae Minovici.

Mimo zasp śniegu, podeszliśmy nad jezioro, aby cyknąć kilka fotek. Wyobraźcie sobie, że brzegi są zielone, śpiewają ptaki, po wodzie pływają łódki, a w alejkach kryją się spragnieni spokoju mieszkańcy miasta. Ogólny krajobraz mogłem podziwiać nawet w zimie i jestem pewien, że latem jest jeszcze ładniej.

Narodowe Muzeum Wsi – skansen pełen pięknych (zamkniętych) chat, cerkwi i innych cudów

W obrębie parku działa jedno wyjątkowe, warte poznania miejsce – Narodowe Muzeum Wsi. Skansen założony w 1936 roku posiada 272 (dwieście siedemdziesiąt dwa) obiekty, przeniesione z całego kraju (oryginały, jak również kopie). Takie miejsca pozwalają w stosunkowo krótkim czasie poznać dany kraj, a nade wszystko jego sielską, wiejską, poza miejską charakterystykę. 30 lei (ok. 25 zł) za bilet wydało mi się sporą ceną, ale skoro znajduje się tutaj tak wiele domów, chałup, cerkwi itp., to zdecydowanie WARTO, pomyślałem.

Zaczęliśmy spacer między starymi, przepięknymi domami, wiatrakami, drewnianymi świątyniami i innymi budowlami. Oglądaliśmy kryte strzechą dachy, ściany z gliny, drewniane okna, śliczne płoty i drzwi domostw. Uwagę przyciągały cerkwie, np. Dragomiresti z 1722 roku, przy której stoi nagrobek z tzw. wesołego cmentarza (drewniany, malowany na niebiesko, z wizerunkiem zmarłego i humorystycznym wierszykiem o przyczynie śmierci). Na parapecie jednego z domów pozował kotek, który tylko czekał na głaskanie. Drewno w połączeniu z bielą, błękit z niebieskim, biały z brązowym, dają piękne obrazki, niemal jak na Rumuńskiej wiosce.

W tej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu – praktycznie wszystkie (prócz dwóch domów) obiekty były zamknięte! Wielka szkoda, gdyż właśnie o to chodzi przy zwiedzaniu tego typu miejsc, aby zajrzeć do wnętrz. Być może mieliśmy pecha, pozostaje kiedyś tutaj wrócić.

Bulwar króla Michała I Rumuńskiego i Łuk Triumfalny

Po wyjściu z terenu muzeum, trafiliśmy na Bulevardul Regele Mihai I al României (Bulwar króla Michała I Rumuńskiego). Szeroka arteria z rzędami drzew, biegnie wprost na Łuk Triumfalny. Mamy więc nawiązanie do Paryża, gdyż podobnie jak w stolicy Francji, od placu z Łukiem Triumfalnym, odchodzi promieniście kilka ulic.

Portal wejściowy do miasta

Mający 27 metrów wysokości i zaprojektowany przez Petre Antonescu Łuk Triumfalny, zbudowano w latach 1921-1922 i odnowiono w latach 1935-1936. Monumentalny pomnik upamiętnia udział Rumunii w pierwszej wojnie światowej. Dominuje on w perspektywie każdej z ulic, które odchodzą od Piata Arcul de Triumf (Plac Łuku Triumfalnego). Łuk Triumfalny ROBI WRAŻENIE rozmiarem, będąc swego rodzaju portalem wejściowym do miasta.

Zielona, szeroka aleja i zabytkowe wille

Kontynuując spacer, wędrowaliśmy na południe ulicą Şoseaua Pavel D. Kiseleff. Wspaniała, zielona, szeroka aleja, z obu stron zabudowana jest zdobnymi willami i pałacykami, mieszczącymi np. ambasady. Szpalery wysokich drzew, szeroki chodnik i świetna architektura z przełomu XIX i XX wieku wprowadza romantyczny nastrój. Wyobrażam sobie, że latem, kiedy zieleń łączy się z miłą dla oka zabudową, musi tu być uroczo. Kapkę dalej, po obu stronach ulicy, rozciąga się Park Kiseleff, zaś za nim, ale jeszcze przed Piața Victoriei, stoi kilka dostojnych budynków.

Pierwszym jest szkoła imienia Ion Heliade-Rădulescu, mieszcząca się w wczesno neoromańskim gmachu, zaprojektowanym przez włoskiego architekta Giulio Magniego. Obiekt z 1896 roku łączy elementy drewniane (gzymsy, balustrady, okna) z typowymi dla architektury romańskiej biforiami.

Drugim jest gmach z cegły, zaprojektowany przez Nicolae Ghicę-Budeștiego, a budowany w latach 1912-1941, mieszczący Muzeum Chłopa Rumuńskiego, założone już w 1906 roku. Vis-a-vis niego, mamy Narodowe Muzeum Geologiczne.

Plac Zwycięstwa – pierwsze zetknięcie z surową architekturą i przestrzenią Bukaresztu

Wtem weszliśmy na Piața Victoriei, czyli Plac Zwycięstwa. Rozległy, zajęty w dużej mierze przez jezdnie i auta plac, obudowany jest dość “zimną” w wyrazie architekturą. Główną rolę gra tutaj zaprojektowany przez arch. Duiliu Marcu Pałac Zwycięstwa. Budowany w latach 1937-1944, pełen powagi i dostojności gmach, wyróżnia się długą kolumnadą i marmurem karraryjskim, pokrywającym elewacje. W budynku mieści się obecnie gabinet premiera Rumunii. Byliśmy świadkami wiecu lub protestu, zebranych pod pałacem ludzi, co możecie zobaczyć na zdjęciu. Pozostałą zabudowę stanowią w dużej mierze dość topornego wyglądu bloki o wysokości kilkunastu pięter.

Stolica Rumunii to również wiele przeuroczych willi/kamienic

Od Placu Zwycięstwa odchodzi kilka ulic, w tym reprezentacyjna Celea Victoriei, my jednakże wybraliśmy Bulevardul Lascăr Catargiu, gdyż naszym kolejnym celem był Plac Rzymski. Pod względem ładnej zabudowy, to jedna z ciekawszych ulic, jakie przemierzaliśmy w Bukareszcie. Bajkowe wille/kamienice stoją po obu stronach owej drogi, budując pełen piękna miejski krajobraz. Wieżyczek, hełmów, wykuszy, wszelakich zdobień dodających wartości – znajdziemy tego tutaj bez liku. Zwróćcie uwagę na jeden z budynków, zaprojektowany przez francuskiego architekta i wzniesiony pod koniec XIX wieku w stylu neobarokowym. Arcydzieło! Takich willi jest tutaj więcej, co wraz z zielenią przyuliczną, buduje przemiłą atmosferę.

Różnorodna architektura i gwar dużego miasta

Plac Rzymski pod względem architektury nie jest już tak jednorodny, choć przeważa architektura historyczna. Wyróżnia się zdecydowanie Uniwersytet Ekonomiczny, ulokowany w kilku różnych budynkach. Jeden z nich, z usytuowanym w narożniku ryzalitem z kopułą, dodaje placu zabytkowego charakteru. Obok stoi mniejsza, kunsztownie zdobiona willa, obudowana szklaną fasadą. Z drugiej strony Placu Rzymskiego mamy stare, nieco pozostawione samym sobie, ale ładne wille, zaś od południa przestrzeń zamykają powojenne bloki, okraszone wielkimi reklamami znanych marek. Plac Rzymski przeznaczony jest przede wszystkim pod ruch kołowy, jednocześnie jest miejscem przyjemniejszym w odbiorze, aniżeli Plac Zwycięstwa.

Lokum w potężnej kamienicy, kolacja i wieczorny spacer uliczkami miasta

Wówczas, wgłębiliśmy się w boczne uliczki, szukając sklepu i bankomatu. Minęliśmy kilka znanych miejsc, aczkolwiek poświęcę im więcej uwagi w jednym z następnych artykułów. Celem było jeszcze przed 18:00 dostać się do mieszkanka, które wynajęliśmy na te kilka nocy. Zatrzymaliśmy pokaźnej w kamienicy mającej ponad 100 lat, a zlokalizowanej na samym początku Calea Victoriei i tuż obok rzeki Dymbownicy. Po przepakowaniu się i zostawieniu zbędnego balastu, już po zmroku, ruszyliśmy na obiadokolacje.

Jeszcze przez wyjazdem zarezerwowałem stolik w polecanej restauracji Vatra. Zamówiłem zupę z klopsikami (36 lei) i sarmale (66 lei), czyli Rumuńskie gołąbki, a do tego lokalne piwko (19 lei). Jedzonko pyszne, choć ceny dość wysokie i automatycznie doliczono nam napiwek, mogliśmy wybrać między 10, 12 a 15 % od ceny całkowitej. Najedzeni, odwiedziliśmy jeszcze sklep, przeszliśmy kilkoma uliczkami, by poczuć wieczorny klimat, a po tym, wylądowaliśmy w naszym lokum.


Kilka (istotnych) słów na koniec

Pierwszy dzień w Rumunii, w Bukareszcie, był dniem zapoznawczym. Szok wywołany tak dużą ilością śniegu zaczął powoli topnieć, gdy odkrywaliśmy kolejne, jakże ciekawe karty miasta. Północna część Bukaresztu, bliżej lotniska Baneasa, jak również centrum miasta, to DUŻO zieleni, ładnych, eklektycznych i nawiązujących do dawnych stylów willi, jak również niemała dawka powojennych wstawek, będących pieczątką dyktatora Nicolae Ceaușescu. To jednak dopiero początek, gdyż esencję, clue, najciekawsze gmachy i miejsca stolicy Rumunii, pokaże Wam w kolejnych artykułach.

Dziękuję za wizytę na blogu i lekturę pierwszego artykułu traktującego o Bukareszcie. Mam nadzieję, że wpis okazał się ciekawy, a pamiętajcie, że to dopiero początek relacji z wizyty w Rumunii.

A tutaj możecie dobrowolnie wesprzeć mą działalność, stawiając mi kawkę ☕ Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zachęcam również do zaglądania i śledzenia mnie na FB – Miejski Wojażer i IG – miejskiwojazer. Dziele się tam na bieżąco miejscami, które odwiedzam. Załączam zdjęcia, piszę na żywo z danego miejsca i dodaje relację.

Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Dodaj komentarz

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Ostatnie wpisy

Archiwa