Cześć moi Drodzy!
Zabieram Was w podróż do zimowej Rumunii, a konkretniej do Bukaresztu i Braszowa. Na Rumunię, kraj którego wcześniej nie miałem okazji zobaczyć, zdecydowałem się ze względu na nowe połączenie linii lotniczej Wizzair.
W trakcie naszego pobytu, trafiliśmy na atak zimy, mocno minusowe temperatury i duże ilości śniegu, ale za to słoneczną aurę (co ciekawe, już dwa tygodnie później było kilkanaście stopni na plusie). Brak zieleni, lód na ulicach i ostry mróz, nie ułatwiały zwiedzania, pokazując Bukareszt i Braszów bez różowych okularów.
Polecieliśmy do Bukaresztu, by sprawdzić i zrozumieć, jakie rzeczywiście jest to miasto. Rozgryźć jego niełatwą strukturę i spróbować opisać. Przy okazji, zajrzeliśmy do Braszowa, jednego z piękniejszych miast w Rumunii, a tam przeżyliśmy coś niezwykłego.
Co WAŻNE, to TRZECI wpis z serii z Rumunii. Pozostałe znajdziecie poniżej:
- Bukareszt – zaśnieżony Park Herăstrău, słynny skansen, Łuk Triumfalny i zetknięcie z CIEKAWĄ architekturą miasta
- Braszów – fenomenalny mariaż fortyfikacji, malowniczej zabytkowej zabudowy i dzikiej góry Tampa
- Zrozumieć Bukareszt #2 Reprezentacyjne miejsca i zabytki oraz zapomniane fragmenty stolicy Rumunii
- Ostatnie chwile w Bukareszcie i krótki spacer po Krakowie
Zapraszam Was w podróż na ulice Bukaresztu i Braszowa!
Cały dzień w Bukareszcie – część pierwsza
Trzeci dzień w Rumunii oznaczał jedno – konkretne, mocne i poważne zwiedzanie jej stolicy – Bukaresztu. Uwielbiam miasta, które długo się trawi, które nie smakują od pierwszego kęsa, które trzeba POZNAĆ, ZROZUMIEĆ i dopiero poddawać ocenie.
Bukareszt, przez wzgląd na swą historię i najróżniejsze uwarunkowania, należy do kategorii miast, które mogą się nie podobać. Szczególnie przy pierwszym kontakcie. Wiele osób mówi o nim prosto, że jest brzydki, szary, komunistyczny, nieciekawy.
Jednakowoż, wracając do pierwszego akapitu, uwielbiam miasta, które długo się trawi. Taki jest właśnie Bukareszt. Stolicy Rumunii daleko do porównania do drogiej restauracji z nienaganną obsługą, to raczej samoobsługowy bar z różnorodną, pożółkłą i pogiętą kartą dań. Kluczem jest spróbować “dań” z różnych pozycji w menu, a zapewniam, że ich smak, pozostanie z Wami na bardzo długo.
Co istotne, podzieliłem cały dzień w Bukareszcie tutaj na blogu na dwie części. W pierwszej części pokaże Wam słynny Parlament i okolicę, ukryte zabytki i zdaje się najładniejsze/najbardziej zadbane miejsce w stolicy Rumunii.
Spojrzenie z okna naszego lokum
Niedziele rozpoczęliśmy od widoku z piątego piętra solidnej kamienicy przy Calea Victoriei. Wyjrzałem przez okno i ujrzałem tak typowe dla Bukaresztu szare bloki, liczne samochody, a nawet fragment Parlamentu. Widok z góry swoje, ulica swoje, zatem zjechaliśmy windą w dół i… ruszyliśmy.

Z jednej strony “Paryż”, z drugiej… komuna
Do zwiedzania przystąpiliśmy na Piata Natiunilor Unite czyli styku Calea Victoriei, Dymbownicy i terenów na południe od rzeki. Patrząc na wschód, wzdłuż biegnącej równolegle do rzeki Splaiul Independeniei, porównania Bukaresztu do Paryża, wcale nie są takie bezzasadne. Dwie monumentalne (8 pięter!), nieco zaniedbane, ale piękne kamienice wraz z Pałacem Sprawiedliwości z końca XIX wieku, tworzą krajobraz miasta pełnego szyku i elegancji. Wystarczy odwrócić się w prawo i, porównanie do stolicy Francji, pryska na bańka mydlana. Powojenne, kilkunastopiętrowe bloki, ciągną się wzdłuż ulicy i nad rzeką, dominując w krajobrazie.



Architektoniczny misz-masz i dlaczego w Bukareszcie nie spędza się czasu nad rzeką
Z drugiej jednak strony, północna strona Dymbownicy, posiada bardziej różnorodny charakter. Kilka BARDZO ładnych, subtelnych kamieniczek, sąsiaduje z dwa razy wyższym blokiem mieszkalnym i nie specjalnie uroczymi “plecami” innych kamienic, które wyrastają ponad tymi bliżej rzeki. Z kolei sama rzeka, no cóż, jest słabo wykorzystana. Płynie bo płynie, aczkolwiek mało kto myśli o spacerze nad wodą, jak to bywa w wielu innych miastach. Swoje robi podział przestrzeni – ulica ma kilka pasów jezdni, piesi wąski chodnik tuż obok tych jezdni. Przyznacie, że mało komfortowe warunki?



Jedna z najstarszych w mieście świątyń ukryta za…
Odbiliśmy z nad rzeki w uliczkę Strada Sapienței, wchodząc za ścianę bloków z czasów komuny. Naszym oczom ukazała się solidnie zaniedbana starsza zabudowa, ale również PIĘKNA świątynia – Cerkiew Michała Wojewody – jedna z najstarszych w mieście (koniec XVI wieku). W czasie komunistycznego reżimu, dokładniej w 1985 roku, świątynie przesunięto 285 metrów na wschód i zasłonięto nową zabudową.


Monumentalny, komunistyczny i surowy Bukareszt – owoc działań Nicolae Ceaușescu
Bukareszt, na rzecz nowego porządku, który wprowadził dyktator – Nicolae Ceaușescu – stracił kilkanaście różnych świątyń oraz kilka kwartałów zabytkowej zabudowy. Doskonale widać to na południe od Dymbownicy, gdzie przedwojenne kamienice bądź zabytkowe cerkwie, schowane są za fasadą wzniesionych za czasów Ceaușescu monumentalnych gmachów.
Rumuński działacz komunistyczny miał odbyć podróż do Korei Północnej i tam zainspirować się do zmian w stolicy swojego kraju. Nie zważając na nic, dążył do wybudowania Pałacu Ludowego i zmiany całego otoczenia. Powstały szerokie aleje, ogromne place, zwaliste fasady, wszystko zgodnie z totalitarną wizją kultu jednostki.
Wędrując po tej części Bukaresztu, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony ROZMACH całego urbanistycznego założenia budzi ciekawość, z drugiej, wszystko zostało zbudowane w miejscu zabytkowej tkanki miasta, której zwyczajnie żal. Pośród tego typu budynków człowiek czuje się po prostu mały, nic nie znaczący, jak trybik w wielkiej maszynie.
Jeśli jednak miałbym spojrzeć obiektywnie na tego typu architekturę, bez całego kontekstu, to jest całkiem interesująca, bo nawiązująca do dawnych stylów, tylko w formie 2-3 razy większej. Rzędy pilastrów, potężne gzymsy, boniowanie, arkady ciągnące się wzdłuż chodnika, zaokrąglone narożniki – to wszystko sprawia, że całość jakoś się spina.
Między budynkami ciągną się wielopasmowe jezdnie, szerokie chodniki, nie brakuje też wielkich przestrzeni. Największa z nich – Plac Konstytucji – usytuowana jest vis-a-vis najsłynniejszego gmachu w Bukareszcie.





Pałac Parlamentu – słynny budynek, wywołujący mieszane uczucia
W momencie gdy po raz pierwszy w całości ujrzałem Pałac Parlamentu, zaniemówiłem. Co by nie mówić, ROBI WRAŻENIE! Jest gargantuiczny, ale nie powiedziałbym, że brzydki. Gmach zaprojektowany przez arch. Ance Petrescu, nawiązuje do neoklasycyzmu i mimo swych rozmiarów, jest całkiem zgrabny. Obecnie, nie ma co ukrywać, to on przyciąga turystów do stolicy Rumunii.
Jednakże warto zdawać sobie sprawę, że zbudowany w latach 1983-1997 gmach, był przyczyną przesiedlenia 40 tysięcy osób, wyburzenia kilkunastu świątyń i kilku kwartałów kamienic.
Imponujące są liczby dotyczące Parlamentu: przy budowie pracowało 700 architektów i 20 000 robotników, posiada 12 kondygnacji naziemnych i 8 podziemnych, 86 metrów wysokości, 240 metrów długości i 270 metrów szerokości, 1100 pomieszczeń i niemal 3000 kryształowych żyrandoli. Pałac Ludu wzniesiono z materiałów pochodzących tylko i wyłącznie z Rumunii, jest najcięższym budynkiem na świecie i drugim największym biurowym budynkiem na świecie. Cała inwestycja kosztowała 4 mld EURO!






Niemal 3 km monumentalna aleja – Bulevardul Unirii
Naprzeciw Parlamentu, rozpoczyna bieg Bulevardul Unirii – szeroka na niemal 100 metrów i długa na 2,8 km aleja, zbudowana w tym samym okresie. Stanowi ona bardzo WAŻNY element całej urbanistycznej układanki. Potężne socrealistyczne bloki, kilka szpalerów drzew, kilkupasmowe jezdnie i zamykający oś widokową Pałac Ludu.
Ze względu na porę roku, bulwar stracił na uroku. W takich miejscach bardzo ważną rolę gra zieleń i mogę sobie tylko wyobrazić, jak prezentowałyby się poniższe fotografie, ale cyknięte latem. Również w sezonie, wizytę na Bulevardul Unirii, upiększają fontanny. Wyobraźcie sobie, że na długości ok. 1,4 km, zlokalizowane są 44 baseny z fontannami, w tym największe i najładniejsze – na Piata Unirii. W lutym fontanny nie działały, mam więc motywacje, aby wrócić do Bukaresztu po raz drugi.




Podobnie jak Cerkiew Michała Wojewody, pośród wielgachnych bloków, kryją się inne zabytki, np. Monaster Antyma (Mănăstirea Antim). Zbudowany w pierwszej połowie XVIII wieku, skryty jest za kilkudziesięcio metrowymi budynkami, jak również murem, który otacza zabytek. Spokojnym krokiem doszliśmy do Piata Unirii.

Piata Unirii – miejsce mało przyjazne pieszym, choć ciekawe
Ten ogromny plac opanowany jest przez samochody i obudowany monumentalnymi komunistycznymi gmachami. Pod jego powierzchnią jeździ metro, na górze zaś inne środki komunikacji miejskiej, między innymi tramwaje. Połączenie starszych pojazdów z pamiętającą czasy słusznie minione zabudową, mają swój klimat. Niestety w tej okolicy piesi nie mają łatwego życia. Sami, szukając możliwości przejścia na drugą stronę jezdni, nie widząc w okolicy “zebry”, zrobiliśmy to jak miejscowi. Później z kolei nadrabialiśmy prawie kilometr, przechodząc tunelem przy stacji metra, aby w końcu dotrzeć do interesującego nas miejsca.



Wzgórze Metropolitalne – WARTOŚCIOWE zabytki godne uwagi
Bukareszt jest miastem kontrastów, więc tuż obok tak siermiężnej zabudowy i hektarów asfaltu, znajduje się Wzgórze Metropolitalne, zdaje się najbardziej zadbane, poukładane i odpowiednie na spacer miejsce stolicy Rumunii.
Na wzgórze prowadzi wysadzona szpalerami platanów Aleea Dealul Mitropoliei, przy której znajdują się kilka ładnych, zgrabnych, zabytkowych kamienic. W perspektywie alei stoi Dzwonnica w formie bramy, przez którą dostajemy się do najcenniejszych zabytków na wzgórzu.


Na samym środku placu stoi Rumuńska Prawosławna Katedra Patriarchalna. Najważniejsza świątynia w Bukareszcie została zbudowana w latach 1655-1659 w stylu brâncovenesca (renesans wołoski lub rumuński). Front katedry z arkadami, kolorowymi mozaikami i kopułami, prezentuje się dostojnie, bogato i elegancko.




Równie ceremonialnie wygląda fasada Pałacu Patriarchy i Kaplica Pałacu Patriarchalnego z XVII wieku. Zabytki są należycie zadbane, posadzka (jak nigdzie) odśnieżona i widać, że to BARDZO istotne dla miasta i generalnie kraju miejsce. A skoro to wzgórze, widać stąd między innymi fragment Parlamentu i wieżyczki Monasteru Antyma.




Cała mozaika architektury nad Dymbownicą
Wróciliśmy na Piata Unirii i, nadrabiając około 1 km drogi, przechodząc tunelem obok stacji metra, wyszliśmy nad Dymbownicą. Zestawienia budynków nad rzeką są charakterystyczne dla Bukaresztu. Widok ten oddaje różnorakość architektury, jej mozaikę, piękno i brzydotę, kontrasty, zgrzyty, ale też interesującą całość. W wodzie odbijają się więc fasady bardzo ładnych, zdobnych, stosunkowo niskich kamienic, nieestetycznych, dżdżystych bloków mieszkalnych, monumentalnych kamienic godnych ulic Wiednia lub Budapesztu, komunistycznych, kilkunastopiętrowych bloków oraz wystawnego, XIX-wiecznego gmachu Pałacu Sprawiedliwości.





Kilka (istotnych) słów na koniec
Dziękuję za wizytę na blogu i lekturę artykułu pokazującego fragment Bukaresztu. Mam nadzieję, że wpis okazał się ciekawy, a pamiętajcie, że przed Wami jeszcze DRUGA część z całego dnia w Bukareszcie, gdzie pokażę kolejne przeciekawe miejsca w stolicy Rumunii.
A tutaj możecie dobrowolnie wesprzeć mą działalność, stawiając mi kawkę ☕ Dziękuję!
Zachęcam również do zaglądania i śledzenia mnie na FB – Miejski Wojażer i IG – miejskiwojazer. Dziele się tam na bieżąco miejscami, które odwiedzam. Załączam zdjęcia, piszę na żywo z danego miejsca i dodaje relację.
Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!