Mediolan – czytanie przestrzeni miasta

M

Cześć moi drodzy!


Czasami dzieją się w życiu rzeczy niespodziewane, i taką był mój ostatni wyjazd. Otóż w czerwcu miałem się udać do Londynu, a wylądowałem… we Włoszech! A dokładniej w Mediolanie i Bergamo. Zupełnie tego nie planowałem, ale że kocham takie scenariusze, zacząłem przygotowania do tego, aby jak najbardziej efektywnie spędzić te dwa dni. Jeśli czytacie bloga dłuższy czas, doskonale wiecie, że lubię podejmować wyzwania, i w czasie jednego/dwóch dni zwiedzać duże miasta, oglądając całkiem spore obszary. Mediolan okazał się sporym wyzwaniem, ale czy podołałem i co zobaczyłem, przekonacie się w tym i kolejnych wpisach. 

Zaczynamy relację z wyprawy do Włoch!

Co ważne! Czytasz DRUGI z pięciu wpisów z relacji z Mediolanu. Niżej masz odnośniki do pozostałych części całego spaceru.

-> Mediolan – pierwsze wrażenia, nowoczesna odsłona miasta (klik)

-> Jeden z najbardziej rozpoznawalnych Włoskich widoków! (klik)

-> Mediolan – ZACNY fragment miasta (klik)

-> Jaki jest Mediolan? Jak zapamiętałem miasto? (klik)

Corso Galibardi – rozpoznanie
 
Wróciwszy przez Corso Como na Piazza XXV Aprile, zostawiłem współczesną dzielnicę biznesową za plecami, zagłębiając w gęstwinie ulic ścisłego, historycznego centrum. Aktem “przejścia” była Porta Galibardi, zbudowana w latach 20-tych XIX wieku, którą wszedłem na Corso Galibardi. 
Poprzez zawężenie do jednego pasa ruchu, ulica jest przyjazna pieszym, dzięki czemu jest więcej miejsca, a jest ono potrzebne, bo jest się czemu przyglądać. 
 
Na początku ulica rozszerza się tworząc plac, przy którym stoi Chiesa di Santa Maria Incoronata z XV wieku. Niewysoka, ceglana, symetryczna fasada, wpisuje się w okolicę i piękne kamieniczki obok. Nieco dalej zabudowa ulega zmianie, wciąż mamy układ pierzejowy, jednak budynki mają wyraz bardziej współczesny, modernistyczny. 
 
 
 
 
Przyglądając się fasadom
 
Kierując się na południe, nie brakuje uroczych kamienic, jak np ta u dołu z subtelnym detalem i kwiatkami na parapetach, oraz całej pierzei kamienic kojarzących się z Włoską zabudową, z pastelowym malowaniem które daje mnóstwa ciepła na ulicy, odbijając padające nań promienie słońca, okiennicami i zielenią. 
 
Między tego typu kamieniczkami stoją również inne budynki, z trzeba przyznać ciekawymi fasadami. W ogóle Mediolan pokazał mi się z tej strony zabudowy zupełnie inny, aniżeli np Wiedeń czy Budapeszt, właśnie poprzez tego typu, powojenne kamienice plomby. 
 
 
 
 
 
 
Piękne miejskie wnętrze!
 
Jednym z ładniejszych miejsc przy Corso Galibardi jest Piazza San Simpliciano, piękne urbanistyczne wnętrze! W głębi stoi Basilica of San Simpliciano, której początki sięgają III wieku n.e.! Później oczywiście modernizowana, obecnie widać wpływy romańskie. Z drugiej strony kamieniczki, przyjazna przestrzeń publiczna, po prostu wygodne, ładne miejsce. 
 
 
Pana u dołu zauważyłem dopiero na zdjęciu 😉
Wchodząc w inny, miejski klimat
 
Kawałek dalej, ulica niepostrzeżenie zmienia nazwę na Via Mercato, i jeśli ktoś tego nie zauważy, na pewno odczuje inny klimat. Otóż kamienice są tutaj wyższe, pojawiają się tramwaje, zaś sama jezdnia wyłożona jest dużą czerwoną kostką (jak wiele kolejnych tego typu ulic). Spacer stawał się coraz przyjemniejszy, bowiem pierzeje wypełniają bogato zdobione kamienice, gdzie prócz boniowania, pilastrów, balkonów, nie brakuje kwiatów i zieleni. 
 
 
Spojrzenie w boczną uliczkę
 
 
Z tego miejskiego klimatu, na moment przeniosłem się do uroczego małego miasteczka, wszystko za sprawą Piazza del Carmine, przy którym wznosi się Kościół Santa Maria del Carmine, zbudowany w XV wieku, aczkolwiek ceglana fasada oglądana od strony placu, została zbudowana w drugiej połowie XIX wieku. 
 
 
Dalej szedłem Via Broletto, cały czas mijając dorodne kamienice, a także Kościół San Tomaso in Terramara z dobrze wpisującymi się w krajobraz ulicy kolumnami podtrzymującymi portyk. Powoli zbliżałem się do Placu Cordusio, zatem zabudowa nabierała coraz większego patosu, gdyż ów plac jest częścią bardzo ważnej osi, łączącej Katedre Duomo z Zamkiem. Do tego miejsca jeszcze wrócimy, tymczasem udałem się na Via Meravigli. 
 
 
 
 
 
Ulica zmieniająca charakter
 
Ulica z jednej strony zabudowana solidnymi kamienicami, które szczególnie na samym jej początku powalają boniowaniem i kolumnami, zaś z drugiej strony zupełnie współczesnym gmachem, choć trzeba przyznać wyważonym jeśli chodzi o ingerencję w przestrzeń. Elewacja jest fajnie podzielona i obłożona szaro-zielonymi płytami, warto też zwrócić uwagę na szczegóły, jak widoczne na jednym ze zdjęć poniżej wyrzeźbione na elewacji historyczne scenki. Takie nowe budownictwo między starą zabudową mi odpowiada! 
 
 
 
Nieco dalej ulica zmienia charakter, z pełnej patosu, na luźniejszą i bardziej malowniczą, co jest efektem malowania kamienic. Patrząc na ogólny krajobraz ulicy, fasady pięknie się łączą, mają różne kolory, lecz są one na tyle zbliżone, że super współgrają. Jeśli do tego dodamy tramwaje, ludzi, okiennice, zieleń, całe życie ulicy, mamy świetną całość. 
 
 
 
Wyjątkowo zielona ulica
 
Przy Corso Magenda stoi barokowy Palazzo Litta z XVIII wieku, z kolei następnym celem był Kościół Św. Ambrożego, lecz nim do niego doszedłem, zobaczyłem między kamienicami plac a za nim… wyjątkową ulicę! Przy Via Vincenzo Monti, rośną gęste szpalery drzew! Serio rzadko, zbyt rzadko ogląda się takie widoki. 
 
 
Bazylika Św. Ambrożego
 
Ruszyłem w stronę Uniwersytetu Katolickiego, przy którym rozciąga się spory plac z ławkami i cieniem, dobry do odpoczynku. Historia Bazyliki Św. Ambrożego sięga aż do IV wieku n.e., jednak obecny wygląd pochodzi z przebudowy w stylu romańskim w XII wieku. Warto wejść na dziedziniec przed wejściem do środka świątyni, aby poczuć ten dawny, unoszący się w tym miejscu klimat. 
 
 
Co jest tak fascynującego w odkrywaniu miejskich przestrzeni?
 
Fascynujące w przemierzaniu miast są zmiany klimatu i takie poczucie, kiedy czujesz, że otoczenie ma wpływ na odczuwane emocje. Miasto fajne to w moim odczuciu takie miasto, które ciągnie człowieka przed siebie, zachęca, zaciekawia, skłania do refleksji i budzi podziw. ŚP. Roman Wilhelmi na swoich scenariuszach miał pisać naprzemiennie “O” i “P”, co znaczyło – “odpuścić” -> “przy…lić” i tak w kółko. 
 
Via Lanzone
Dorodna miejska ulica!
 
Na Via Lanzone poczułem to “O”, gdyż stoją tam niższe, skromniejsze kamieniczki, ludzi niewielu, no taka zwyczajna uliczka jakich wiele, zaś już za rogiem otworzyła się przede mną Via Torino, gdzie stanowczo poczułem to “P”. 
 
Jedna z ciekawszych i bardziej dorodnych miejskich ulic jakimi spacerowałem w Mediolanie. 
 
Jezdnia wyłożona jest jak i wcześniej dużą czerwoną kostką, śmigają tramwaje, spaceruje wiele osób, zaglądając do sklepowych witryn, zaś tło całego “spektaklu” tworzy zróżnicowana zabudowa. Tak jak pisałem wcześniej, znajdziemy tutaj typowy Włoski styl (przynajmniej tak go kojarzę) kamienic z okiennicami i większą ilością zieleni, jak i również kamienice zdawałoby się zupełnie oderwane stylem od otoczenia, jednak w moim odczuciu dające fajny efekt zróżnicowania. 
 
 
 
Czym dalej, tym ciekawiej, za piękną kamienicą widać dużo młodszy budynek z poziomymi pasami co daje fajny efekt “łączenia” się z całą pierzeją, dalej kolejne kamienice i śliczna barokowa fasada Kościoła San Giorgio al Palazzo z XVIII wieku z wieżami w tle. Za każdym razem kocham oglądać tego typu bogato zabudowane ulice na łuku, kiedy zabudowa na siebie “nachodzi”, nie do końca wiadomo co będzie dalej, a miasto powoli odsłania kolejne smaczki. 
 
 
 
 
Do tego w tym przypadku mamy do czynienia z iście wielkomiejską przestrzenią, ale nie zdominowaną przez auta. Szeregi kamienic chwalą się coraz pokaźniejszymi fasadami i witrynami sklepów, piesi mimo ich ogromnej ilości, mają spory komfort w poruszaniu się, tuż obok jeżdżą tramwaje, jest gwarno i miło. Nawiązując do “O” i “P” w scenariuszach ŚP. Pana Wilhelmiego, myślicie, że Via Torino zrobiłaby TAKIE wrażenie, gdybym trafił tutaj idąc np od strony Placu Duomo? No nie. Wszystko przez “uśpienie” w zupełnie spokojnej przestrzeni i nagłe “obudzenie” emocji w przestrzeni większej, żywszej i ciekawszej. 
 
 
 
Tutaj warto przyjść!
 
Odbiłem w prawo, kierując się poprzez Via dei Platti na Piazza Sant’Alessandro. Przy tym stosunkowo niewielkim placu, wznosi się imponująca bryła Kościoła Sant’Alessandro in Zebedia, który został wzniesiony w XVII wieku. Zawsze zestawienie niewielkiej przestrzeni z czymś sporym daje wrażenie. No wyobraźcie sobie samochód w Waszym dużym pokoju, zdawałby się wiele większy niż na dworze. Tak jest też tutaj, gdyby ów kościół stał przy placu 100 na 100 metrów, nie robiłby aż takiego wrażenia jak w miejscu, w którym możemy go podziwiać. To również jest urok miast, a raczej ludzi odpowiedzialnych za ich planowanie. Warto tutaj zajść zobaczyć szeroką, dwu wieżową fasadę z pilastrami i kolumnami przy wejściu, oraz górującą nad wszystkim kopułę. 
 
 
 
 
Zabudowa i ulica mówi coś ważnego
 
Wróciwszy na Via Torino, ponownie usłyszałem odgłosy kojarzące się z miastem, oraz widowiskową oprawę owej przestrzeni. A składa się na nią wyjątkowy gmach kościoła San Sebastiano, zbudowany w 1576 roku w kształcie ośmiokątnej kopuły. W wieku XVII i XIX nastąpiły nieznaczne przebudowy. Za kościołem San Sebastiano robi się coraz ciekawiej, zabudowa zdaje się mówić coś ważnego, jakby zwiastowała i przygotowywała ludzi na to, że za rogiem zobaczą coś ważnego. I tak też się dzieje, ponieważ w tym miejscu wszedłem na Piazza del Duomo! 
 
 
 
 
 
Ale cały plac jak i słynną katedrę, obejrzycie w kolejnym wpisie już za tydzień 🙂
Kilka (ważnych) słów na koniec
Dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas. Jestem dumny z tego wpisu, ponieważ starałem się przemierzając miasto nieźle je rozgryźć i zrobiłem to najlepiej jak potrafiłem. 
 
Zapraszam na bloga już za tydzień.
 
Odkrywajcie świat, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć! 

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Dodaj komentarz

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Ostatnie wpisy

Archiwa