Budapeszt – wielkomiejsko, ale przyjemnie

B

Cześć moi drodzy!

Dzisiaj jesteśmy po drugiej stronie Dunaju, w Peszcie. Powoli zagłębiamy się między wielkomiejskimi kamienicami chłonąc klimat miasta i obserwując zagospodarowanie ulic i placów. Chodźcie ze mną, jeśli jesteście “miejskimi świrami”, nie pożałujecie. 

Ważna informacja! Niżej masz odnośniki do pozostałych trzech wpisów z tej wizyty w Budapeszcie.


Zapraszam na spacer!

Wielkomiejskość równoważona zielenią

Tak jak pierwszy dzień spędziliśmy w dużej mierze po stronie Budy tak w czasie drugiego spacerowaliśmy ulicami i placami Pesztu przyglądając się budzącej podziw zabudowie. Buda poszła na “pierwszy ogień” głównie ze względu na jej zróżnicowanie terenu. Początek wyprawy oznacza więcej sił, które wykorzystaliśmy na, co tu dużo mówić, wyczerpujące podejścia i zejścia. Drugi dzień zwiedzania zaczęliśmy w miejscu, w którym skończyliśmy pierwszy – na placu Kalvin Ter. 

W tym miejscu był start spaceru rok temu, kiedy pierwszy raz odwiedziłem Budapeszt. Od tamtego czasu cały plac jest dla mnie niezwykle istotny przy zwiedzaniu stolicy Węgier. Poza wspomnieniami to świetna miejska przestrzeń, o czym jeszcze wspomnę. Z Kalvin Ter zagłębiliśmy się w Raday Utca. Ulica o świetnym klimacie, takim jaki uwielbiam! Kamienice w większości spore, nadające wysoki, miejski ton. Jednocześnie “podłoga” to dużo zieleni, mnóstwo ogródków restauracyjnych, donic z drzewkami, rzadko uczęszczana przez samochody. Takie miejsca działają na mnie kojąco, kiedy potęga kamienic równoważona jest zielenią i urządzeniem przestrzeni ulicy. Aż miło się w takich miejscach spaceruje. 

Kalvin Ter.
Raday Utca.
Spójrzcie na zieleń.

Targowiska pozwalają lepiej poznać miasto i państwo

Ulicami Torok Plac utca oraz Lonyay Utca trafiliśmy na Vamhaz Korut. Ulica prowadzące wprost na Most Wolności daje namiastkę wielkomiejskiego Budapesztu. Tak, tylko namiastkę, bowiem dalej jest już prawdziwy konkret, ale do tego dojdziemy 😉 Jednym z ważniejszych punktów na ten dzień była Hala Targowa. Targowiska poprzez produkty spożywcze pozwalają lepiej zapoznać się z miastem i państwem, które odwiedzamy. Dolna część ogromnej hali zajęta jest przez warzywa i owoce, mięsa i inne produkty żywnościowe. Na pierwszym piętrze roi się od wszelakich pamiątek, nie brakuje również miejsc, gdzie można się posilić. 

Vamhaz Korut.
Wnętrze Hali Targowej.

Fovam Ter – plac o ciekawym położeniu


Między Halą a ulicą Vaci Utca ma miejsce plac Fovam Ter. Lokalizacja trzeba przyznać zacna, podobnie okoliczna zabudowa jak Hala, wysokie kamienice, Most Wolności, Wzgórze Gellerta i urządzenie placu robią wrażenie. Tryska tutaj również fontanna i właśnie apropo tego, wpadła mi wówczas do głowy taka oto myśl – Fontanny na miejskich wręcz wielkomiejskich głośnych placach działają uzdrawiająco na pracę mózgu. Ciągły, jednostajny szum wody wpada do uszu odciągając od gwaru miasta. Ów miejski zgiełk jest słyszalny, lecz wraz z fontanną tworzy zupełnie inną w odbiorze miejską muzykę. 

Vaci Utca – patrzcie na te pierzeje!


Zaraz przy Fovam Ter zaczyna się jedna z ciekawszych ulic w Budapeszcie a jeśli chodzi o te przeznaczone dla pieszych – najciekawsza – Vaci utca. Spacer kanionem pięknych kamienic to nie lada gratka dla miejskiego wojażera. Fasady jedna za drugą, tworzą niezapomniany widok. Tego dnia zwracałem uwagę, co widać po fotografiach, przede wszystkim na ciągi pierzei kamienic, oraz widoki ogólne tej wspaniałej ulicy. Lecz okolica to nie tylko Vaci utca, bowiem tuż obok kryją się smakowite kąski tak jeśli chodzi o zabudowę jak i wygląd ulic. 

Vaci Utca.

Ogarnięte przestrzenie 🙂



W celu oglądania takich “smaczków” skręciliśmy w ul. Nyary Pal utca. Świetny klimat tworzony przez różnej wysokości kamienice, nawierzchnie ulicy jak i małe drzewka w donicach. Na uwagę zasługuję “ogarnięcie” ulic, jak np Veres Palne utca. Na zdjęciu poniżej widzicie porządek, którego często nie ma w Polskich miastach. Równolegle parkujące auta, zieleń, słupki wygrodzeniowe i do tego wysokie fasady kamienic. Mnie najbardziej spodobało się skrzyżowanie ulic Nyary Pal utca, Papnovelde utca oraz Veren Palne utca. Zielone słupki komponują się z takim samym kolorem przyziemia kamienicy i zieloną ścianą wyglądającą z ulicy Nyary Pal utca. Papnovelde utca przeszliśmy na plac Egyetem ter. 

Nyary Pal Utca.
Ogarnięta Veres Palne Utca.

Skrzyżowanie ulic Nyary Pal utca, Papnovelde utca oraz Veren Palne utca.

Mój ukochany plac w Budapeszcie



Jeden z moich ulubionych w Budapeszcie. Z resztą, cała okolica jeśli chodzi o zagospodarowanie przestrzeni robi niesamowite wrażenie. Przebywanie w takich miejscach to przyjemność i uważam, że o to właśnie chodzi w kontakcie z miastem. O połączenie pięknej architektury z elegancką, dopasowaną do otoczenia, estetyczną i użytkową przestrzenią publiczną. Zwróćcie uwagę chociażby na poprowadzenie jezdni przez ów plac. Wytyczona została słupkami i innym kolorem płyt. Bądź sześciany służące za siedziska, z których korzysta wiele osób. Pomysłowe fontanny, ciekawa nawierzchnia, wspaniała architektura wokół. Warto tutaj przyjść. 

Wielkomiejskość przez duże W


Podobną nawierzchnie posiada ulica prowadząca do Ferenciek ter – Karolyi Mihaly utca. Świetne kamienice, nawierzchnia ulic i chodników, wszystko uporządkowane, dużo zieleni, ławki, stojaki na rowery… Serce się raduje. Ferenciek ter i jego przedłużenie (patrząc w stronę Mostu Elżbiety) Szabadsajto utca to wielkomiejski klimat w najlepszym wydaniu.

Karolyi Mihaly utca.
Przestrzeń dla pieszych.
 Kościół Franciszkanów.

Wiem, nie odwiedziłem jeszcze wielu miast, które poprzeczkę miejskiego “mięcha” mogą wnieść na jeszcze wyższy poziom, jednak już teraz mogę napisać, iż ta przestrzeń w Budapeszcie należy do najbardziej powalających jeśli chodzi o odczucie wielkomiejskości. Na to odczucie składa się zabudowa jak chociażby postawiony w latach 1909-1913 Parizsi udvar, dwa neobarokowe Pałace Klotyldy z początku XX wieku i inne cudowne kamienice. Symetryczne budowle (Pałace Klotyldy) plus żółte taksówki dały mi poczucie widoku wyjętego z Nowego Jorku. W NYC (jeszcze) nie byłem, jednak patrząc po zdjęciach i filmach, słynna Amerykańska metropolia posiada tego typu zabudowę. W tym miejscu czuliśmy się genialnie, odkrywając kolejne Budapeszteńskie przestrzenie…

W stronę Mostu Elżbiety.

 

Wielkomiejsko, ale przyjemnie 🙂
Obrazek wyjęty z Nowego Jorku, przynajmniej tak czuje 😉

Kilka (istotnych) słów na koniec


Wielkomiejskie przestrzenie Budapesztu budzą podziw. Przynajmniej u mnie. Za tydzień przejdziemy przez kolejne place, obok wielgachnych gmachów (wszystkie wpisy z tej wyprawy są na początku) 🙂

Zapraszam do dołączenia do społeczności bloga na stronie Miejski Wojażer (klik).

Odkrywajcie, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Dodaj komentarz

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Najnowsze wpisy

Archiwa