Chodź, pokaże Ci Budapeszt :) Część siódma.

C

Cześć przyjaciele, wycieczka do Budapesztu miała miejsce w maju. Miasto wciąż rezonuje w mojej głowie ! Dzisiaj zapraszam na siódmą i ostatnią część spaceru po stolicy Węgier. Warto to przeczytać i zobaczyć 😉 Chodźcie !




Plac Wolności – imponujący.

    Dotarliśmy na Plac Wolności, drugi największy plac w tej części miasta. To pierwsze miejsce, gdzie w zwartym szyku prezentują się na prawdę potężne gmachy !!! Pierwszy po prawej stronie to siedziba Narodowego Banku Węgier. U dołu boniowanie, które przypomina kamienie, Wyżej kolumny, płaskorzeźby oraz na górze szczyty i wieżyczki. Z lewej strony kolejna fontanna, ułożone w kwadrat kilkaset dysz tryskających na ponad metr wysokości. Gdy człowiek podszedł bliżej, kilka dysz opadało… Można było wejść do środka i woda z powrotem trysnęła w górę 😉 Ciekawa fontanna, takiej jeszcze nie spotkałem. Cały plac jest sporym parkiem, rosną tutaj dorodne drzewa, są alejki z ławeczkami, trawniki. Po lewej stronie zobaczyliśmy były Budynek Węgierskiej Telewizji Narodowej, największy przy placu. Północną część Placu Wolności świetnie zamyka kilka imponujących kamienic oraz Pomnik Bohaterom Armii Radzieckiej. Jedno z bardziej dostojnych (za sprawą zabudowy) miejsc w Budapeszcie i w jakich miałem okazję być ! Lecz to jeszcze nie koniec zaskoczeń… 

Siedziba Narodowego Banku Węgier <3
Wspomniana fontanna 🙂
Zagłębiamy się w przestrzeni placu.
Była siedziba Węgierskiej Telewizji Narodowej.
Pomnik Bohaterom Armii Radzieckiej a za nim solidna zabudowa.
Kamienice przy Placu Wolności.






Plac Lajosa Kossutha – najlepszy !


    Punkt kulminacyjny, tzw wisienka na torcie już za paręset metrów 🙂 By tam dotrzeć minęliśmy pomnik Ronalda Reagana i ulicę Vecsey utca docierając do Vertanuk tere. Na placyku jest miejsce z wodą i przerzuconym nad nią mostkiem, na którym stoi Imre Nagy (pomnik), Węgierski polityk żyjący w latach 1896-1958. Tak też dotarliśmy na plac Lajosa Kossutha, najbardziej przestronny, elegancki i najciekawiej zabudowany plac w Budapeszcie i nie tylko. Przede wszystkim pojawia się dużo ozdobnej zieleni w postaci różnego koloru krzewów, drzewek i trawki tak równej i pięknej jak na boisku piłkarskim. Zdecydowana większa część placu wyłożona jest sporej wielkości, szarymi płytami, mniej więcej w centralnej jego części mamy schody i zagłębienie oraz basen z wodą, w której odbija się główny “aktor” przedstawienia, które daje zwiedzającym plac Lajosa Kossutha. Na placu nie brakuje ławek, ba, są ustawione jedna przy drugiej, do tego można usiąść na wyłożonym drewnem murku. Po prawej stronie mamy jezdnie, gdzie śmiga linia tramwajowa, z której skorzystaliśmy poprzedniego dnia. Dość stare wagony wprowadzają niesamowity klimat dla stojących obok gmachów. Ministerstwo Rolnictwa z podcieniem i kolumnami oraz zaprojektowaną przez Alajosza Hausmanna i zbudowaną w 1896 roku siedzibę Muzeum Etnograficznego. Muzeum Etnograficzne ma niezwykłą siedzibę, boniowanie na cokole, wyżej na całej długości kolumny dodają powagi, środkowa część podwyższona, na kolumnach spoczywa portyk, po obu stronach wieże a na górze rzeźby koni i inne. Imponujący gmach, tak się tylko składa, iż stoi w sąsiedztwie budynku, który wszystkie inne “zjada” na śniadanie – Parlamentu. 

Ronald Reagan.
Vertanuk tere. 
Ministerstwo Rolnictwa.
Zaś z drugiej strony Parlament 😉
Zbliżenie w stronę Budy.
Konny Pomnik Franciszka II Rakoczego.
Tramwaj <3
Odbicie w wodzie.
Muzeum Etnografii.
Pomnik Patrona placu.
Bliżej rzeki.
Zmiana warty.







Parlament – tylko dla niego mógłbym tutaj jechać.


    Najlepiej prezentuje się od strony Dunaju, choć nie da się go objąć wzrokiem całego, zawsze jakiś fragment ucieka, tym bardziej spacerując tuż obok. Aby zobrazować jak wielkim gmachem jest Węgierski Parlament warto wspomnieć, iż budowany był przez niemal 20 lat, ma 268 metrów długości, do 123 metrów szerokości, do czubka kopuły jest 96 metrów a w środku niemal 700 pomieszczeń ! Z zewnątrz prezentuje styl neogotycki, naszpikowany jest okienkami, wieżyczkami i innymi zdobieniami. Jest tak wielki, iż sam spędziłem na jego oglądaniu dobre pół godziny. Robi wrażenie !!! Plac wypełniają również pomniki, konny Franciszka II Rakoczego, z jasnego kamienia patrona placu, czyli Lajosa Kossutha, Istvana Tiszy stojący przy postumencie z jasnego kamienia lub konny Hrabiego Gyuli Andrassyego. Każdy z nich dodaje temu miejsca dostojeństwa i powagi. Zadbanie placu robi ogromne wrażenie, wszystko tutaj współgra, jest piękna posadzka, mała architektura, odpowiednia zieleń, dostojne pomniki i taka architektura, jakiej nie powstydziłoby się żadne inne miasto na świecie i wcale nie przesadzam. Zaczęło padać, obejrzałem zmianę warty i razem z kolegami poczekaliśmy chwilę w podcieniu gmachu Ministerstwa Rolnictwa, jednak nie zapowiadało się, iż deszcz ustąpi. 

Robi wrażenie 🙂
Monumentalnie.
Ładnie 🙂







Andrassy Utca – Opera.


    Postanowiliśmy dalszą drogę przemierzyć metrem wysiadając w miejscach, które koniecznie chcieliśmy zobaczyć. Tak też udaliśmy się do drugiej linii metra i na stacji Deak Ferenc tere zmieniliśmy linię na pierwszą i dojechaliśmy do Opery przy Andrassy Utca. Wychodzimy na górę a tutaj piękny gmach Opery… Oczywiście po zobaczeniu Parlamentu nic nie chciało tak mocno chwycić za serce, lecz ten gmach mi się spodobał. Przeszliśmy się dookoła Opery, gdzie stoją solidne kamienice, ulica zadbana. Deszcz się niestety wzmagał i… podjechaliśmy kolejną stacje na Plac Oktogon. Być może deszcz jakoś wpłynął na odbiór Andrassy utca, która w przewodniku zajmuje wysokie miejsce, lecz mnie się nie specjalnie spodobała. W końcu przy Parlamencie również padało a miejsce obroniło się doskonale. Sądzę, że cała aleja ma ogromny potencjał, trzeba by jednak sporo zainwestować w remont nawierzchni. Nie chcę pisać, że jest to zaniedbane miejsce, co to to nie, jednak w porównaniu z innymi “zrobionymi” ulicami i placami ta aleja trochę odstaję. Dalej poruszałem się już sam, gdyż koledzy mieli inne plany 😉 

Opera.
Pogoda nadal się psuła…







Plac Bohaterów.


    Pieszo doszedłem na rondo Kodaly, skąd dalej na Plac Bohaterów dojechałem metrem. Pierwszy z wymienionych placów posiada dość jednorodną, solidną kamieniczną zabudowę, całkiem ładną, do tego kilka pomników. Plac Bohaterów to spora przestrzeń, po prawej stronie stoi gmach Muzeum Sztuki zaś po lewej Muzeum Sztuk Pięknych. Stojące naprzeciw siebie gmachy zostały zbudowane kolejno w 1895 i 1906 roku. Przede wszystkim w oczy rzucają się kolumny, które trzymają portyki. Na placu dominuje kolumna z Archaniołem Gabrielem i pomnik księcia Arpada oraz stojący przed nią grób nieznanego żołnierza. Za kolumną półkolista kolumnada, na której mamy rydwany i konie oraz inne postaci. Wszystko wygląda majestatycznie, poważnie i cudownie. 

Przy rondzie Kodaly.
Aleja 🙂
Pałac Sztuki.
Kolumna z Archaniołem Gabrielem.







Park Miejski i Zamek.


    Wszedłem do Parku Miejskiego i zaraz dostałem się na most nad stawem. Z prawej strony widać Zamek, do którego jeszcze dojdę, po lewej stronie na wodzie tryskają fontanny, kilka dysz puszczających od środka na zewnątrz. Przeszedłem kawałek parkiem i zobaczyłem imponujący gmach Łaźni Szechenyiego czyli kompleksu basenów i term. Budowany w latach 1881 – 1913. Nieco dalej obejrzałem fontannę, gdzie do okrągłego basenu tryska wiele cienkich strumieni. Nad stawem mamy pomosty oraz leżaki, wszystko wygląda świetnie, lecz deszcz się wzmagał i robiły się coraz cięższe warunki. Zamek ma ciekawą historię – otóż w 1896 roku na wystawę milenijną zostały zbudowane różne nietrwałe budowle prezentujący kilka stylów w architekturze Węgier. Jak się okazało, założenie spodobało się ludziom i postanowiono w latach 1904-1908 pod projektem Ignacego Alpara zbudować trwały gmach. Wszedłem na most i zobaczyłem wielką bramę, z lewej stronie wieżę zaś z prawej wyższą część Zamku i drugą wieżę. Przechodząc przez bramę powiem szczerze cieszyłem się, że pada. Deszcz dodał jeszcze większej tajemniczości i magii całemu założeniu. Rdzawa (ciężko mi określić jaki to kolor) nawierzchnia, obok chociażby tzw Kaplica z Jak, wieże, baszty i gęsta roślinność. Kawałek dalej zobaczyłem część Zamku o zupełnie innej architekturze, zapewne barokowej. Przepiękna zabudowa ! Deszcz przybierał na sile, dlatego też postanowiłem udać się do metra. 

Fontanny na stawie w parku.
Łaźnia Szechenyiego.
Fontanna.
W słoneczku musi być tutaj świetnie 🙂
Na terenie Zamku.




Najlepsze chwile w Budapeszcie 🙂


    Linią nr 1 dojechałem do Deak Ferenc Ter i przesiadłem się na linie nr 2, by za moment wysiąść przy Parlamencie. Powiem szczerze, to były najlepsze chwile w Budapeszcie. Ten ogromny, przepiękny gmach dodatkowo iluminowany wydobył ze mnie najgłębsze pokłady szczęścia. Budapeszt ma mnóstwo niesamowitych gmachów, kamienic, a jednak to Parlament mnie oczarował. W sumie jak nigdy, gdyż zazwyczaj podobają mi się budynki trochę na uboczu, o których się tyle nie piszę i nie mówi. Zacząłem spacerować wzdłuż Dunaju i cieszyć się tą chwilą, dlatego teraz niczego nie żałuje, niczego nie muszę nadrabiać, doskonale pamiętam co czułem i co widziałem… Przeszedłem przy całej fasadzie Parlamentu po czym zawróciłem obejrzeć pomnik “Butów”. Mnóstwo par odlanych butów stoi zaraz nad Dunajem. Upamiętniono w ten sposób osoby, które zostały w tym miejscu zabite wpadając następnie do wody… Chwila refleksji i idę dalej mijając Most Łańcuchowy, a następnie kierując się w stronę placu Vorosmarty ter. Właśnie tam zrobiłem ostatnie zdjęcia w Budapeszcie, można rzec, na pożegnanie. Zszedłem do metra, podjechałem jedną stację po czym przesiadłem się na linie trzecią i wysiadłem na Kalvin ter, gdzie spotkałem się z kumplami. Było coraz mniej czasu, zrobiliśmy zakupy po czym zjechaliśmy do podziemi, do linii metra nr 4. O 23:30 wyruszyliśmy Polskim Busem w stronę Warszawy. 

Paręnaście minut pod ziemią i jestem z powrotem przy Parlamencie.
Cudowny… <3
Ciężko mi było ogarnąć cały gmach. 
Jeszcze tutaj wrócę 😉
Ostatnie zdjęcie przed zejściem do metra.





Budapeszt to dla mnie…


     Budapeszt to dla mnie… Jestem przeszczęśliwy po dwóch dniach spędzonych w niesamowitym Budapeszcie !!! Gdy siedziałem w autokarze i wracałem z Węgier, napisałem kilka zdań na temat miasta. Właśnie wracam z Budapesztu i dopiero po dziewięciu godzinach jestem w stanie coś napisać. Wszystko przez fakt, iż miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie swoim rozmachem i musiałem trochę ochłonąć i wszystko sobie poukładać. Jaki jest Budapeszt tak na szybko ? Ogromne różnice wysokości na niewielkim terenie – Wzgórze Gellerta i Wzgórze Zamkowe są świetnymi punktami widokowymi i jeśli ktoś myśli, że wejście na Górę Gradową lub Kamienną Górę to wyczyn to niech zmierzy się z Wzgórzem Gellerta. Oczywiście każdy da radę wejść, jednak ta wysokość robi wrażenie. Krajobrazy chodząc po stronie Budy zwalają z nóg… Gdy oglądałem je na zdjęciach już poniekąd zacząłem szufladkować, porównywać, a na miejscu ? Nie ma szans, gdyż zacząłem doświadczać, uczucie najlepsze w możliwych. Budapeszt to Dunaj i mosty, każdy inny i warty uwagi a do tego wapienna skała, która towarzyszy spacerującym między mostami Wolności i Elżbiety. Wzgórze Zamkowe to liczne wycieczki i turyści w okolicy Zamku, lecz również nieco spokojniejsze uliczki oraz cudowny plac przy Kościele Św. Macieja i Baszcie Rybackiej. Budapeszt to wiele przykładów dobrej, eleganckiej i pomysłowej przestrzeni publicznej – niespotykane pasy rowerowe (mam na myśli użyte płytki i ich kolor), długie na kilkadziesiąt (może i więcej?) metrów ławki, fontanny w różnych niespodziewanych miejscach, nietypowe, ale wygodne miejsca do siedzenia i leżenia, piękna roślinność i wiele innych ! Budapeszt to morze kamienic, nie takich pod linijkę jak we Wiedniu, najróżniejszych, i mniej imponujących i takich, że takiemu człowiekowi jak ja spadały buty z wrażenia, to wąskie ulice zabudowane takimi wysokimi wielkomiejskimi kamienicami, jak i również szerokie zielone aleje z równie godną zabudową, to wielgachne gmachy z Parlamentem na czele, który wraz z placem obok zrobił na mnie (szczególnie nocą) największe wrażenie !!! Mógłbym jechać te 17 h tylko po to, by posiedzieć 20 min przy Parlamencie, serio. Budapeszt to Wyspa Małgorzaty czyli wyspa sportu, boisko i meczyk, Panie ćwiczące z instruktorką, specjalna miękka ścieżka dla biegaczy w takiej ilości, jak gdyby odbywał się jakiś konkurs, do tego polany, multimedialna fontanna, która dała pokaz. Budapeszt to również metro, w którym spędziliśmy sporo czasu, klimatyczne wagony, mnóstwo ludzi (niecały milion dziennie), strome i długie schody, które wożą ludzi dużo szybciej niż chociażby w Warszawie, przesiadki i ciężki do zrozumienia Węgierski język. Najbardziej zapamiętałem otwartą w 1896 roku linie metra M1, krótkie wagony i wyłożone płytkami stacje. Budapeszt to wielka Hala Targowa, która powala przestrzenią, piękne dziewczyny (brak mocno wytapetowanych co mnie się podoba), stare tramwaje i wieczorny przejazd linią 2 przy Parlamencie oraz nad Dunajem, dziewczyna sprzedająca w tunelu do metra ciasto, które sama upiekła (mniam!) czy place pełne zróżnicowanej architektury. Tak zapamiętam Budapeszt, którego nie oceniam, nie porównuje, pisze tylko o swoich odczuciach i przeżyciach. Dwa dni wystarczyły na tyle obserwacji. Już wiem, że tam wrócę. Po więcej.

Całą przygodę w stolicy Węgier zaczęliśmy w metrze, tak też kończymy 🙂






Dziękuję Wam za wspólne spędzenie czasu w cudownym Budapeszcie ! Ostatnie słowa opisu nie są rzucone na wiatr… Mam bilety na ponowne spotkanie z tym cudownym miastem ! 🙂 


Za tydzień pokażę miejsce w Polsce, dużo bliżej, nawet bardzo blisko (Gdańska) 😉 Lecz zapewne wielu z Was tam nie było. Koniecznie, jeśli nie mieliście okazji, zajrzyjcie do poprzednich części wyprawy na Węgry, które macie poniżej.


Część pierwsza – http://resztapolskiiswiata.blogspot.com/2016/06/chodz-pokaze-ci-budapeszt-czesc-pierwsza.html


Część druga – http://resztapolskiiswiata.blogspot.com/2016/06/chodz-pokaze-ci-budapeszt-czesc-druga.html


Część trzecia – http://resztapolskiiswiata.blogspot.com/2016/07/chodz-pokaze-ci-budapeszt-czesc-trzecia.html


Część czwarta – http://resztapolskiiswiata.blogspot.com/2016/07/chodz-pokaze-ci-budapeszt-czesc-czwarta.html


Część piąta – http://resztapolskiiswiata.blogspot.com/2016/07/chodz-pokaze-ci-budapeszt-czesc-piata.html


Część szósta – http://resztapolskiiswiata.blogspot.com/2016/07/chodz-pokaze-ci-budapeszt-czesc-szosta.html


Odkrywajcie, pokazujcie innym i cieszcie się tym ! Pozdrawiam, Cześć ! 😉

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

komentarzy

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Ostatnie wpisy

Archiwa