Trzy dni w Norwegii. Spacer po Krokkarvik z naturą w tle.

T

Dobry wieczór kochani!

Drugi dzień w Norwegii to przede wszystkim spokojna, pełna zieleni, skał i wody okolica miejsca zamieszkania, obserwacja zachowań ludzi i przemyślenia dotyczące tego jak środowisko na nas wpływa. Poza tym wizyta przy promie, spacer po Klokkarvik oraz wędkowanie na “skałkach”.

Co ważne! Czytacie DRUGI wpis z pobytu w Norwegii. Pozostałe macie niżej:

Musicie to zobaczyć 😉 Zapraszam serdecznie!


Ćwiczę wdzięczność za granicą 😉

Drugi dzień w Norwegii, piątek 28 sierpnia, wstałem koło 9:00, zjadłem śniadanie, poczytałem co nieco w necie, by być na bieżąco z Gdańskimi/trójmiejskimi sprawami i wyszedłem przed dom, dosłownie na chwile, ale to starczyło. Na co? Na to by ujrzeć jak piękne widoki się stąd roztaczają. Dom jest położony na górce, wyżej względem wody. Mamy więc jak na dłoni wodę, statki właśnie przepływające, skalne wyspy, przeciwległy brzeg. Wszedłem na ulicę, skąd też widać na końcu wodę, cudnie! Gdybym tutaj mieszkał, dziękowałbym codziennie za taki widok, za takie możliwości.

Widoczek spod domu.
Taki krajobraz uliczny… 😉
Nieco niżej, za wodą widać zarys gór.

Spacer po Klokkarvik, czyli dużo wody, zieleni, skał i pięknych krajobrazów.



Mniej więcej w południe wyszedłem już nie sam, a z Ciocią, na spacer. Najpierw skierowaliśmy się do miejsca, gdzie odchodzi prom do Hejlestad. Po drodze prócz zjawiskowych krajobrazów, spotkaliśmy dwóch starszych Panów, którzy jako pierwsi zakrzyknęli – “Hi!”. To my automatycznie machnęliśmy ręką i również odpowiedzieliśmy tym samym, uśmiechając się przy tym do owych Panów oraz do siebie. Dla nas, Polaków, to było dość oryginalne. W Polsce młodszy zawsze musi powiedzieć pierwszy dzień dobry starszemu co ma oznaczać szacunek. W Norwegii jak zauważyłem oraz powiedzieli mi Ciocia i Wujek – jest równość. Nikt nie myśli, żeby czekać aż ktoś kto niby “powinien” coś zrobić. Nie przepuszcza się kobiet przodem, nie całuje je w dłonie, ani nie mówi jako pierwszy dzień dobry. Oczywiście można. To już zależy od nas.

Idziemy dalej, oglądam jak ulicę wchodzą niemal do wody, jak skaliste wybrzeże powoli się unosi i wyżej jest porośnięte drzewami, jak przy skromnych, często drewnianych domach łopoczą Norweskie flagi, jak genialnie wygląda opadający w stronę wody teren z bajkowym budownictwem, jak łączy się to z przystanią, łódkami i jachtami, jak dalej roztacza się wielka woda. 

Wychodzimy na spacer 🙂
Schodzimy do “głównej” ulicy 🙂
Flaga musi być.
Marina i zabudowa wspinająca się na wzgórze 🙂
Już przy promie, siadamy.

Dom z widokiem “w ramce”, krówki, owce, wspomnienia.



Jesteśmy przy promie. Idziemy nabrzeżem tuż przy wodzie z prawej strony mając skały. Usiedliśmy, oglądając co nas otacza. Cudne miejsce i widoki! Można tak siedzieć i siedzieć, podziwiać, zachwycać się, ale… No tak, warto iść dalej. Więc poszliśmy.

Poszliśmy w stronę “skałek”. Prom odpłynął, po drodze dojrzeliśmy na górce brązowo-białe krowy i byki, które leżały na skałce. Wszędzie dookoła są skały, bujna zieleń i drewniane domy. Pod koniec tejże ulicy, która jakby wpada do wody, można było zaobserwować wodę, nacieszyć się widokiem oraz być szczęśliwym, ze względu na to, iż ludzie tutaj mieszkający każdego ranka cieszą się mając za oknem taki krajobraz. Wówczas nie potrzeba wielkich obrazów w ramach ze złota, by zrobić sobie na ścianie “domową Holandie”, “piękne Tatry” lub “Nowojorski Manhattan”. Wystarczy wyjrzeć za okno… 😉 To jest zasób!

Wracamy tą samą uliczką, ponownie przyglądając się krówkom, które odwdzięczyły się tym samym. Wyszliśmy na główną ulicę, którą jeździ nawet linia autobusowa i po chwili skręciliśmy w prawo. Urocza okolica, po prawej stronie trawkę gryzły owce lub barany, niestety się nie znam ;p Ładną mają polankę.

Uliczka wiedzie pod górkę, co za tym idzie widać coraz więcej. Odsłaniają się kolejne góry, które nawet dwa lata temu z Wujkiem zgłębiałem, a obecnie razem z Ciocią zastanawialiśmy się i podziwialiśmy roślinność. Wchodząc jeszcze dalej, po obróceniu się, daleko widać wodę i góry za nią. Wróciliśmy do domku. Za niedługo zjedliśmy dobry obiad, Wujek już wrócił, więc wieczorkiem postanowiliśmy wyjść na ryby, na wspomniane już wcześniej “skałki”. 

Zbliżenie na domy, jachty i zieleń 🙂
Patrzymy w dal… Typowy krajobraz Norwegii, jednak jak nietypowy dla Polaków.
Prom odpłynął, a my mkniemy dalej 🙂
Po lewej widać dom, o którym pisałem.
A takie mają widoczki i okolicę… 😉
Wracając przyglądamy się krówkom 🙂
Będąc w Norwegii normalnym staje się oglądanie skał na każdym kroku 😉
Oraz flag oczywiście 🙂
Więcej zwierzaczków 😀
Wracając inną drogą do domu zachwycaliśmy się przyrodą.
Oraz widokami 🙂

“Skałki” – miejsce magiczne!



Wieczorkiem widoczność była świetna, robiłem więc zdjęcia zaraz po wyjściu z domu, mimo, że już dwa razy wcześniej to robiłem 😉 Podobną drogą jak wcześniej z Ciocią dotarliśmy do domku z “widokiem w ramce” i kawałek za nim skręciliśmy w lewo, po czym przedzierając się przez zarośla, doszliśmy na “skałki”.

Niesamowite, magiczne miejsce… Jedno z takich, które mnie najbardziej zachwyciły. Są to szare skały wychodzące na wodę, porośnięte mchem, kwiatkami i trawą. Na skałkach utworzyło się wodne oczko, które przypomina mi nieco “księżycowe jeziorko” z serialu “H2O – wystarczy kropla”. I choć tam jeziorko było w kraterze wulkanu, to lubię to w ten sposób porównywać. Z lewej do wody opadają skały, wyżej zaś stoi kilka domów, jaki maja widok? Na pewno genialny, ale jak na razie się tego nie dowiemy :> Patrząc naprzód i w prawo ciągnie się woda, dość spokojna, którą czasem wzburzy przepływający statek. Za wodą skały, góry, zieleń… Bajkowe widoki! 

No to jesteśmy… Bajka..
Czyż nie jest cudownie…?
Aż ciężko mi wybierać zdjęcia… Każde jest niesamowite.
Mógłbym tutaj siedzieć do rana…
To jedno z piękniejszych, a może najpiękniejsze miejsce w jakim byłem.

O tym jak środowisko wpływa na człowieka



Łowiliśmy rybki i naszło mnie na przemyślenia. Złowiłem 6 makrel i 2 ostroboki, pod butami skałki, przede mną fiordy, woda głęboka na co najmniej kilkadziesiąt metrów, łowie na 4 haki, zupełnie innymi sposobami. Dlaczego o tym pisze? Ponieważ w zależności od środowiska, człowiek inaczej funkcjonuje i się przystosowuje. Do tego środowisko wymusza pewne zachowania oraz zupełnie różnie na nas wpływa. U siebie w Gdańsku, gdy łowie nad stawem, mam pod butami trawę i siedzę na krzesełku, łowie z gruntu bądź na spławik, grunt ma góra 2 metry, łapie karasie, płotki czy liny a dookoła mam pole lub osiedle mieszkaniowe. Wszystko zależy od otaczającego nas środowiska. Po zrobieniu niesamowitych moim zdaniem zdjęć i nacieszeniu się tym bajkowym miejscem, gdy się ściemniło udaliśmy się do domu. Niosłem torbę z wyczyszczonymi już rybami, a ważyła spokojnie 7-8 kg. Było co jeść 😉 Tak powoli drugi dzień chylił się ku końcowi, ale to nie wszystko! 🙂 Zwróciliśmy po drodze uwagę, że mało kto ma w Norweskich domach firanki czy tym bardziej zasłonki. Okna są duże, wszystko widać, ale najwyraźniej nikomu z Norwegów to nie przeszkadza. U nas zakrywa się okna jak tylko można, dlatego ciekawie było obejrzeć takie odkryte.

Tym widoczkiem się z Wami żegnam 🙂

Kilka (istotnych) słów na koniec





Wielkie dzięki za przeczytanie opisu o obejrzenie zdjęć 😉 Co sądzicie o Norwegii? Takiej poza miastem, spokojniej, pełnej zieleni, skał i wody? 

Zapraszam na facebook’a na Miejski Wojażer (klik), gdzie znajdziecie zdjęcia i opisy moich podróży.

Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

komentarzy

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Najnowsze wpisy

Archiwa