Cześć moi Drodzy!
Mój ostatni zagraniczny wyjazd w 2025 roku, był nie tylko zwykłym wypadem, ale powrotem do kraju, który naładował mnie mocą przygód, świetnymi smakami i energią płynącą z gór Kaukazu.
To były co prawda tylko trzy dni, niemniej tak PIĘKNE, INTENSYWNE i BARWNE, że czuje się spełniony. Po 6,5 roku wróciłem do Gruzji!
Gruzja to piękny i szalony kraj, żyjący własnym tempem, więc szybko się okazało, że założony przed wyjazdem plan działania, owszem zrealizujemy, ale z małymi perturbacjami. Właśnie za to kocham to miejsce.
Z racji stosunkowo krótkiego pobytu, ograniczyliśmy się do miast, odkrywając uroki Kutaisi, Gori i Tbilisi. Kutaisi i Tbilisi odwiedziłem już w 2019 roku, starałem się więc niejako ujrzeć je na nowo. Natomiast Gori widziałem po raz pierwszy i bardzo się z tego faktu cieszę.
W cyklu artykułów przeprowadzę Was przez każde z owych miast, pokażę jak wyglądają, co ciekawego kryją, zdradzę naszą trasę zwiedzania i miejscówki, w których dobrze zjecie.
Zapraszam serdecznie do lektury!
Podróż z Bydgoszczy do Kutaisi
Podróż wraz z kumplem rozpoczęliśmy po 1:30 w Bydgoszczy, skąd FlixBusem udaliśmy się do Poznania. W stolicy Wielkopolski zameldowaliśmy się około 3:30. Po 4:00 złapaliśmy autobus na lotnisko, gdzie dotarliśmy przed 5:00. Do Kutaisi wylecieliśmy około 8:45, zaś na miejscu wylądowaliśmy przed 14:00 miejscowego czasu (+2h) 21 października. Gruzja przywitała nas IDEALNĄ pogodą – słoneczko, w dużej mierze niebieskie niebo i około 22 stopnie.

Jak dostać się z lotniska do centrum Kutaisi?
Niewielki, aczkolwiek ładny terminal lotniska usytuowany jest 26 km od ścisłego centrum Kutaisi. Niestety między lotniskiem a miastem NIE KURSUJE komunikacja miejska. Zaraz po kontroli paszportowej (lub dowodowej, bowiem do Gruzji można podróżować na podstawie dowodu osobistego) i wyjściu do głównej części terminala, kilku taksówkarzy zaproponowało nam transfer. W takim wypadku lepiej ODMÓWIĆ, ponieważ taksówkarze zawyżają stawkę za przejazd, tymczasem Bolt ma jedną, niezależnie od pory, i wynosi ona 25 lari (około 34 zł).
Jeśli chcecie dostać się do Batumi lub Tbilisi, to już inna bajka. W terminalu kupicie bilety na odpowiedni autobus, a te stoją na placu przed wejściem.

Kilka godzin i jestem w “innym świecie”
Przejazd Boltem do centrum Kutaisi trwał niecałe 30 minut. Patrząc na krowy przechodzące przez jezdnie, bezpańskie psy, budki z gastronomią i sklepiki, sporo chaosu przy drodze i na to, jak jeżdżą miejscowi, wróciły wspomnienia. Przez niemal 7 lat pewne szczegóły mi uleciały, by w ciągu kilku chwil na nowo obudzić się w mojej głowie. Kiedy minęliśmy okolice Dworca Kolejowego i McDonalda, spod którego odjeżdżają marszrutki w różnych kierunkach, zacząłem się baczniej przyglądać miastu. Uwielbiam to uczucie, kiedy po kilku godzinach lotu jestem w “innym świecie” i nagle mogę być niejako jego częścią.

Kutaisi – krótka charakterystyka miasta
Kutaisi to miasto w zachodniej Gruzji, położone nad rzeką Rioni, pośród wzgórz na wysokości od 125 do 300 metrów n.p.m. Na powierzchni 70 km2 mieszka niemal 150 tysięcy osób, czyniąc ośrodek trzecim największym w kraju. Kutaisi, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z VI-III wieku p.n.e., od dawna pełniło istotną rolę w Gruzji. Od 806 roku było stolicą Imperium Abchaskiego, zaś do 1122 roku znajdowała się tam rezydencja władców gruzińskich. W XV wieku miasto było stolicą Królestwa Imeretii, w XVIII stuleciu w znajdowało się w rękach Turków, następnie Rosjan. W latach 2012-2018 znajdowała się tam siedziba Parlamentu Gruzji. Obecnie znane w dużej mierze ze względu na Port Lotniczy, gdyż najczęściej to tutaj rozpoczyna się przygoda z Gruzją.
Kutaisi to miasto dobrze wprowadzające w Gruziński klimat. Położone na wzgórzach domy, charakterystyczne dla tej części świata świątynie, pachnące bazary, dzika rzeka, bezpańskie pieski, dobre restauracje – to wszystko pozwala poczuć ducha tego kraju. W moim przekonaniu WARTO dać Kutaisi szanse, otworzyć głowy i poczuć jego urok.
Wspaniały zabytek i widok na miasto
Kierowca z Bolta dowiózł nas stromymi uliczkami pod Katedrę Bagrata i życzył miłego czasu w Gruzji. Ukontentowani, ruszyliśmy pod słynną świątynię. Katedra Zaśnięcia Bogurodzicy usytuowana jest na szczycie wzgórza Ukimerioni, dominując ponad miastem.
Została zbudowana na początku XI wieku, za panowania króla Bagrata III, niszczona w 1692 roku przez Turków osmańskich oraz w 1770 roku przez wojska rosyjskie i odbudowywana przez kilkadziesiąt lat po II Wojnie Światowej. W 1994 roku Katedra Bagrata została wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO, usunięta natomiast w 2017 roku, ze względu na rekonstrukcję wbrew opinii UNESCO. Tak czy inaczej mamy do czynienia ze wspaniałym zabytkiem wzniesionym w systenie krzyżowo-kopułowym.
Katedra Bagrata ze względu na lokalizacje i otoczenie – zieloną polanę i kamienne murki – prezentuje się podobnie jak wieki temu. Jaśniejące w słońcu ściany katedry wraz z kopułą prezentują się świetnie na tle błękitnego nieba.






Wspomniałem o wzgórzu, a więc musi być też widok. Tak się składa, że polanka obok Katedry Bagrata jest najlepszym punktem widokowym w mieście. Niewidoczna z tej perspektywy rzeka, domy nakryte blaszanymi namiotowymi dachami przeplatające się z drzewami plus zielone wzniesienia w tle – oto Kutaisi, oto Gruzja.




Gruzji nie można pomylić z innym miejscem, gdzie bowiem znajdziecie tak WAŻNY zabytek (wpisany swego czasu na listę UNESCO), do którego wejście jest darmowe, a okoliczne polanki usłane krowimi plackami? To jest właśnie koloryt tego kraju. Mnie to ujmuje.
Skromne uliczki z widokami i Cerkiew Św. Jerzego
Schodząc w kierunku rzeki Rioni, obeszliśmy kilka pobliskich uliczek, zwracając uwagę na rury z gazem i zbiorniki na wodę przy domach. Obejrzeliśmy przez płot Cerkiew Św. Jerzego, zaś przy kolejnych ulicach starałem się złapać w kadrach piękno tego miejsca. Dość proste i skromne domostwa, strome uliczki, stare auta, okazałe wzgórza w tle.








Nadrzeczny krajobraz w Kutaisi – jaki jest?
Uliczka Bagrati lekkim slalomem doprowadziła nas nad rzekę. Uważam, że nadrzeczny krajobraz w sercu miasta, pozwala ocenić w jakiej części Europy lub świata jesteśmy. Dzika, nieco mętna, falująca po skałach rzeka Rioni ze swoimi stromymi, naturalnymi brzegami i w większości prostą zabudową jest ZUPEŁNIE inna, aniżeli np. Ren w Bazylei, który oglądałem dwa miesiące wcześniej.
Krajobraz nad Rioni jest kwintesencją Gruzji – pełen natury, z domieszką budowanych nieco bez ładu domów i ładną (dawniej katolicką) świątynią. Spacer przy starych platanach z widokiem na Most Łańcuchowy oraz widok z mostu, przyniosły kilka kolejnych miłych dla oka obrazów. Piękno, ale też specyficzna dzikość Gruzji. To lubię! Nierzadko pejzaże nad rzeką w Gruzińskich miastach kojarzą się bardziej z obszarami typowo dzikiej natury, niekoniecznie ośrodków miejskich.






Ciekawa zabudowa, miłe uliczki, świątynie i widok nad rzeką
Po przejściu mostem, skręciliśmy w ulicę Varlamishvili, przy której zobaczyłem mural przedstawiający starszą Panią wyrabiającą ciasto. Piękna praca!

Kutaisi oferuje kilka ładnie zabudowanych uliczek nieopodal głównego placu, a jedną z nich jest ulica Newport. Znalazłem przy tejże ulicy, jak również innych, np. Varlamishvili, przykłady historycznej zabudowy okraszonej bujną uliczną zielenią.
Odbiliśmy w drugą z wymienionych ulic, gdzie ładnym brukiem, przy zdobnych fasadach, doszliśmy pod Kościół Zwiastowania Pańskiego, czyli dawną katolicką świątynie. To ten sam kościół, który mogliście zobaczyć na zdjęciu zrobionym z drugiej strony rzeki.







Apropo rzeki, niemal nad Rioni ulokowana jest jeszcze inna świątynia – Kościół Ormiański. Wystarczy przejść kawałek za kościół, aby dostać się nad rzekę, za którą dostrzegliśmy klif z bujną zielenią i Katedre Bagrata stojącą na górze.




Bez tego Gruzja nie byłaby tym samym miejscem
Jeśli jednak nigdy nie byliście w Gruzji, a Wasze destynacje ograniczają się do popularnych turystycznie krajów i miast, weźcie pod uwagę fakt, iż Gruzja wygląda nieco inaczej. Niewątpliwe piękno zabudowy i krajobrazów poprzecinane jest skleconymi z różnych materiałów domów, wysokimi krawężnikami i krzywymi chodnikami, dużą ilością wiszących swobodnie kabli, sforami dziko żyjących psów. Proszę o jedno, nie skreślajcie Kutaisi i innych miast na samym starcie, bowiem taki jest urok tego kraju. To jego nieodłączna część, bez której Gruzja nie byłaby tym samym miejscem.




Plac Davida Agmashenebeliego – serce Kutaisi
Wróciliśmy na ulicę Newport i ponownie przyglądając się historycznej tkance miasta, doszedłem do wniosku, że te 6,5 roku dużo mi dało. W 2019 roku doceniłem Kutaisi, ale obecnie widzę to miasto jako JESZCZE CIEKAWSZE. Ciekawe jak będzie za kilka lat? Bo już wiem, że chciałbym ponownie odwiedzić cudowną Gruzję.
Sercem Kutaisi jest niewątpliwie Plac Davida Agmashenebeliego. Wszędzie stąd blisko, a obok zlokalizowane są istotne z punktu widzenia zarówno mieszkańców jak i turystów miejsca. Sam plac ma kształt prostokąta i ograniczony jest różnoraką architekturą.
Od północy mamy gmach Teatru Dramatycznego im. Lado Meskhishvili. Obecny budynek wzniesiono w latach 50-tych XX wieku, lecz historia teatru w Kutaisi sięga XIX stulecia. Od wschodu i południa mamy historyczne kamienice i współcześne nawiązanie do dawnej stylistyki, natomiast od zachodu plac sąsiaduje z Parkiem Centralnym.
Środek Placu Davida Agmashenebeliego zajmuje stosunkowo nowa Fontanna Kolchidy. Wodotrysk ozdobiony jest 30 figurami. Są to powiększone repliki znalezisk archeologicznych z Niziny Kolchidzkiej. Zajmując miejsce na środku centralnego placu w mieście, fontanna stała się jednym z jego symboli.




Park Centralny – zielone centrum miasta
Od Placu Davida Agmashenebeliego na zachód odchodzą dwie ulice – Zakharia Paliashvili i Shota Rustaveli – zaś między nimi znajduje się Park Centralny. Park został założony w XIX wieku i od początku stanowił ważne miejsce życia publicznego, co można zaobserwować i dzisiaj. Mieszkańcy spędzający czas na ławeczkach lub grając w szachy to normalny, choć dla nas (Polaków) coraz rzadszy widok.
Park Centralny jest bardzo ładnym i estetycznym miejscem. Środek zajmują dwa baseny z fontannami i szeroka aleja z ławeczkami, przy innych ścieżkach stoi kilka pomników. Dużym jego walorem jest ilość okazałych, często egzotycznych drzew. Rośną tutaj: cis pospolity, sekwoja wiecznie zielona (najwyższe drzewo na świecie), cis japoński i wiele innych. Z perspektywy gęstej zieleni i ładnie urządzonych przestrzeni rekreacji, miło podglądać otaczające park miasto: pobliskie kamienice, jak również widoczną z tego miejsca Katedrę Bagrati.





Przechodzenie przez pasy
Kutaisi to miasto głośne i szalone, bardzo fajnie wprowadzające w ten nieco inny świat. Jednym z mierników owego szaleństwa jest przechodzenie przez jezdnie. Gruzini raczej nie zwalniają (a jeśli chcą nasz puścić to zauważyłem, że włączają awaryjne światła), zatem trzeba szukać możliwości, by przebiec choćby jeden pas, potem drugi, trochę poczekać i wreszcie dostać się na drugą stronę jezdni.

Zielony Bazar? Oj tak!
Wspomniałem o dwóch ulicach – Zakharia Paliashvili i Shota Rustaveli – obie łączą Plac Davida Agmashenebeliego z rzeką Rioni. Udaliśmy się pierwszą z nich, a to z tego powodu, iż tuż obok znajduje się Zielony Bazar. Miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Zapach przypraw, słynne czurczchele, warzywa i owoce, wino i czacza prosto z butelek po coca-coli, a nade wszystko lokalni mieszkańcy jako sprzedawcy. Piękna sprawa i możliwość zapoznania się z dobrami tej ziemi. Zapach swańskiej soli i adżyki przez całą podróż intensywnie wydobywał się z mojego plecaka i nawet teraz, gdy chcę wrócić myślami do Gruzji, wącham swańską sól. No i te ceny… Za 3 szklaneczki soli zapłaciłem około 7 zł! Zdecydowanie warto się zaopatrzyć w różne produkty na Zielonym Bazarze w Kutaisi, gdyż już w Tbilisi w sklepach z pamiątkami zapłacicie dużo więcej.
Generalnie Kutaisi jest tańsze, dla przykładu pamiątki takie jak skarpetki z pierożkami chinkali kosztują 5 lari, zaś w Tbilisi między 10 a 16 lari.

Okazała płaskorzeźba i skwer Przyjaźni Gruzińsko-Polskiej
Wychodząc z bazaru, przeszliśmy obok okazałej płaskorzeźby z lat 1979-1980 autorstwa gruzińskiego rzeźbiarza Bernarda Nebieridze i przez Skwer Przyjaźni Gruzińsko-Polskiej im. Prezydenta RP Władysława Raczkiewicza z Jego popiersiem.



Kolejką linową z 1961 roku ponad rzeką i miastem
Świetną atrakcją jest kolejka linowa z 1961 roku. Stare ośmioosobowe wagoniki przewożą chętnych między brzegiem rzeki a Górą Gabaszwilego. Niezła frajda skorzystać z tego typu kolejki, tym bardziej, że widoki są niczego sobie. Wartka rzeka i wystające z wody kamienie, dużo wzgórz i zieleni, domy i gęsta zabudowa centrum, mosty, świątynie, bloki – świetny miejski pejzaż.





Przenosząc się w czasie…
Park na Górze Gabaszwilego istniał już w XIX wieku, dopiero w czasach sowieckich przebudowano to miejsce na lunapark. Spacerując po lunaparku przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz za sprawą starych karuzel, koła młyńskiego i innych. Niesamowite doświadczenie!

Biały Most jako punkt widokowy
Wróciliśmy kolejką linową nad rzekę i udaliśmy przez Skwer Veriko Anjaparidze na Biały Most. Przeprawa okazała się dobrym punktem widokowym na kotłującą się rzekę i wyglądające trochę jak zalegający śnieg głazy, Most Rustavelego, Górę Gabaszwilego i mknące to w górę to w dół staromodne wagoniki.
Patrząc z kolei na drugą stronę, na pierwszym planie nad samą rzeką widać zbite z różnych materiałów domy, dalej bloki i między nimi sporo drzew, a w tle okazałe góry. Kilka poniższych fotek dobrze oddaje to, jakie jest Kutaisi i jaka jest Gruzja.





Zagłębiając się w uliczki Kutaisi
Nad rzekę dobiega kilka uliczek, a jedną z nich – Pushkini II – postanowiliśmy się przejść. Brukowana jezdnia i ładne stare domy zaprowadziły nas nad samą wodę, dając możliwość zrobienia zdjęć z innej perspektywy.



Najokazalsza historyczna zabudowa w Kutaisi znajduje się przy ulicach Alexander Pushkin oraz Tsereteli i Tamar The Queen. Kamienice z ryzalitami, pilastrami i hełmami ukazują obraz nieco poważniejszego pod względem architektury miasta.




W ciągu 3 godzin przeszliśmy około 7,5 kilometra, zrobiłem 137 zdjęć i odwiedziliśmy najważniejsze miejsca w Kutaisi. Nie oznacza to, że miasto kończy się na tym, o czym przeczytaliście w ramach mojej relacji, tylko zwyczajnie dzień dobiegał końca, robiło się ciemno i udaliśmy się na obiado-kolacje.
Gdzie zjeść w Kutaisi? Jak z cenami?
Wybraliśmy się do polecanej restauracji Magnolia. Smak pierożków chinkali i chaczapuri po adżarsku to Gruzińska klasyka. Ceny też są bajeczne, bowiem za 5 pierogów zapłaciłem 10 lari (13,5 zł), a w Polsce, np. w Gdańsku, za tą samą ilość trzeba oddać niemal 50 zł! Podobnie jest z chaczapuri – w Magnolii zapłaciłem 16 lari (21,5 zł), z kolei w Gdańsku owo danie kosztuje 45 zł.
Byliśmy świadkami pięknej uczty i słynnych toastów, bowiem przy dłuuuuugim stole blisko nas zasiadło między 20 a 30 osób. Stół cały zastawiony jadłem i piciem, gwar rozmów i co jakiś czas toast. Cała Gruzja!
Gdzie nocować w Kutaisi?
Posileni mieliśmy do przejścia kilka kilometrów poza centrum miasta, gdzie czekał na nas nocleg. Zależało mi na prostym domu, nie na hotelu i jeśli też czegoś podobnego szukacie, to sprawdźcie sobie Nino & Irodi’s Guest House. Nocleg ogarnięty, zatem mogliśmy odpocząć i nacieszyć się tym, co zobaczyliśmy.
Gdybym miał okazje, poleciałbym do Gruzji, do Kutaisi, nawet na jeden dzień
Kutaisi to miasto często pomijane, ale warte uwagi. Dzień w Kutaisi pozwoli zapoznać się z kolorytem Gruzji, kupić pamiątki w niższej cenie, poczuć smak znakomitych potraw i zobaczyć jakże ciekawe zakątki miasta. Jestem nawet zdania, że jeśli trafi się na tanie bilety do Gruzji i mielibyście jedynie jeden bądź półtora dnia na zwiedzanie – WARTO przyjechać do samego Kutaisi. Gruzja to kraj na pograniczu Europy i Azji, a jednak trochę inny niż wszystkie – z własnym alfabetem, cudownymi krajobrazami, wyjątkowym jedzeniem, długą historią. Jeśli miałbym tylko okazję, poleciałbym do Gruzji nawet na dzień, by choćby trochę zasmakować lokalnego klimatu.
Kilka (istotnych) słów na koniec
Jestem szczęśliwy, że po niemal 7 latach wróciłem do Kutaisi, zobaczyłem miejsca już mi znane, ale też takie, które oglądałem po raz pierwszy. W ciągu tych kilku lat odbyłem wiele podróży, co sprawiło, że mam większe doświadczenie i potrafię głębiej spojrzeć na miasto. Obcowanie z tymi ludźmi, smak potraw, widoki, zabytki, ogólny chaos i dzikość miejsca. Możliwość poczucia tego ponownie – bezcenna.
A tutaj możecie dobrowolnie wesprzeć mą działalność i pomóc rozwijać treści na blogu, stawiając mi kawkę ☕ Dziękuję!
Zachęcam również do zaglądania i śledzenia mnie na FB – Miejski Wojażer i IG – miejskiwojazer. Dziele się tam na bieżąco miejscami, które odwiedzam. Załączam zdjęcia, piszę na żywo z danego miejsca i dodaje relację.
Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!