Cześć moi Drodzy!
Drugi dzień w krajach nadbałtyckich, spędziliśmy w przepięknym Tallinie! Planując ów wypad postanowiłem, że co jak co, ale będąc w Rydze, nie mogę nie pojechać do Tallina.
Skorzystałem z oferty firmy przewozowej Lux Express i za jedyne 23 euro (od osoby), udaliśmy się z kumplem do stolicy Estonii. 300 km i ponad 4 h jazdy minęły nam jak z bicza strzelił.
Zwiedzenie Tallina od dawna chodziło mi po głowie. Miasto stosunkowo dobrze zachowało swój historyczny klimat i od 1997 roku wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Mówi się, że to perełka państw nadbałtyckich i coś w tym jest – potrafi oczarować.
Tallin jest jak wehikuł czasu. Spacerując wokół Starego Miasta, jak i po jego uliczkach, nie można oprzeć się wrażeniu, że cofnęliśmy się w czasie. Pokażę Wam jak PIĘKNIE dawniej budowano, jak IMPONUJĄCE są zabytki Tallina, jak POTĘŻNE mury obronne posiada. Zdradzę liczne szczegóły i szczególiki, na które zwróciłem uwagę, a które mocno wpływają na odbiór miasta oraz podziele zdjęciami, które wierze, choć w 7 % oddadzą urok tego miasta.
Zapraszam serdecznie do zwiedzania Tallina – jednego z PIĘKNEJSZYCH zabytkowych miast Europy!
Tallin – krótka charakterystyka i rys historyczny
Tallin jest stolicą i jednocześnie największym miastem w Estonii. Na powierzchni 159 km2 mieszka około 450 tysięcy osób, a więc 1/3 wszystkich mieszkańców Estonii. Miasto położone jest na północy kraju, nad Zatoką Tallińską (Morze Bałtyckie), vis-a-vis Helsinek (około 80 km w linii prostej). Historia Tallina sięga X wieku – już wtedy miasto było silnym ośrodkiem gospodarczym. W XIII wieku Tallinem władali Duńczycy (swoją drogą nazwa Tallin językach fińskim i estońskim tłumaczy się na “miasto duńskie” (taani linn)). W 1285 roku stolica Estonii stała się członkiem Ligi Hanzeatyckiej, co pozwoliło jej prosperować jako miasto handlowe. Właśnie wówczas, w okresie największego rozkwitu – w czternastym i piętnastym stuleciu – wzniesiono większość zabytkowych budowli. W XVI wieku Tallin wpadł w ręce Szwecji, później, na początku XVIII wieku, Rosji. Przez krótki okres czasu – od 1918 do 1940 – miasto było stolicą niepodległej Republiki Estońskiej. Od 1940 roku znajdował się ponownie pod okupacją radziecką, rok później niemiecką i od 1944 roku znów radziecką. Dopiero po upadku Związku Radzieckiego i odzyskaniu przez Estonie niepodległości, Tallin stał się ponownie jej stolicą.
Początek dnia w Rydze i podróż do Tallina
Dzień rozpoczęliśmy z samego rana w hotelu w Rydze. Musieliśmy dotrzeć na 7:00 na dworzec autobusowy, gdyż właśnie o tej porze ruszał nasz autokar do Tallina. Przejazd minął sprawnie i przyjemnie, a na miejscu zameldowaliśmy się o 11:20. Posępna aura nie ustępowała, jedynie na trasie, na dosłownie pięć minut, pokazało się słońce.
Od razu wspomnę, że na zwiedzanie Tallina nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu. Powrotny autobus był o 18:00, a do tego o tej porze roku już po 16:00 robiło się ciemno. Weźcie to proszę pod uwagę przy ocenie tego ile zobaczyliśmy. Rzecz jasna, gdybyśmy mieli trochę więcej czasu, ruszylibyśmy w inne miejsca poza Starym Miastem.

Pierwsze wrażenia? Tallin to miasto kontrastów
Dworzec autobusowy w Tallinie ulokowany jest na południowy-wschód od Starego Miasta. To jakieś 2 km, zatem 25 minut spaceru. Z jednej strony, ze względu na ograniczenia czasowe, wolałbym od razu penetrować Stare Miasto, z drugiej, dzięki temu mogliśmy zapoznać się z nieco inną częścią Tallina. Idąc ulicami Juhkentali, Liivalaia i Tatari, przyglądałem się otaczającej owe drogi zabudowie. Z tej perspektywy stolica Estonii jest zdecydowanie miastem KONTRASTÓW. Liczne urocze drewniane domy stoją obok postsowieckich szarych bloków, a wszystkiemu przyglądają się dość liczne nowoczesne realizacje (wysokościowce). Niektóre z budynków, np. przy ulicy Tatari, wyglądały na mocno zmęczone życiem, a to przecież “rzut beretem” od wpisanego na listę UNESCO, lśniącego Starego Miasta. Każde miasto ma jednak swoje “trupy w szafie”, czasami na wyciągnięcie ręki przez turystów. Żeby nie było, nie krytykuje Tallina, bowiem uważam takie miejsca za autentyczne i ciekawe, a na pewno dodające pieprzu i smaku całości.








Plac Wolności – przedpole najstarszej części miasta
Wtem trafiliśmy na przedpole najstarszej części miasta – Plac Wolności (Vabaduse väljak). Rozglądając się wokół, zauważyłem WIELE ciekawego! Na samym placu najważniejszy jest Kościół Św. Jana zbudowany w latach 1862-1867, to wieża tej świątyni dominuje nad jego posadzką, stanowiąc punkt odniesienia.
Lecz to nie wszystko, ponieważ naprzeciw kościoła rozciągają się tereny rekreacyjne, założone na obszarze byłych fortyfikacji, widoczne się też potężne baszty – średniowieczne umocnienia Starego Miasta. Południową stronę Placu Wolności zajmuje pierzeja kilku budynków, w tym jeden szczególny, mieszczący urząd miejski. Dlaczego szczególny? Spójrzcie tylko na te ceglaną elewacje <3 Nie znalazłem informacji, ale jestem niemal pewien, że gmach prezentuje styl ceglanego ekspresjonizmu, znany szczególnie w Niemczech.



Dawny bastion, obecnie punkt widokowy i teren zielony
Ruszamy dalej, mijając Kolumnę Zwycięstwa Wojny o Niepodległość i wchodząc na Harjumägi. Wzniesienie pozwala spojrzeć z wysokości na Plac Wolności i stojące w oddali biurowce, z drugiej strony jest świetnym (szczególnie o tej porze roku, gdy opadły liście z drzew) punktem widokowym na Stare Miasto i widniejącą w tle Zatokę Tallińską.
Dawniej był tu bastion, co zdradza widziany z lotu ptaka kształt owego wzgórza. Jesień ubarwiła zieleńce i po raz kolejny przekonałem się, że warto wyjeżdżać nie tylko latem. Cały czas oglądaliśmy pokaźne baszty i stojące w tle wieże kościołów. Jeszcze nie byliśmy na Starym Mieście, a ono już zrobiło na nas wrażenie.







Cudna drewniana zabudowa dzielnicy Kassisaba
Nim jednak udaliśmy się na penetrowanie tego co w Tallinie najwartościowsze, podeszliśmy zobaczyć dzielnicę Kassisaba. Właściwie jest to fragment większej dzielnicy o nazwie Kesklinn i liczy sobie ponad 4 tysiące mieszkańców.
Właściwie po co tutaj przydreptaliśmy? Ze względu na cudną drewnianą architekturę. Sprawdźcie sami jak wygląda Tallin tuż obok średniowiecznego Starego Miasta. Drewniana architektura w Tallinie zaskoczyła mnie mocno na plus.






Jeden z symboli Estonii
Wracamy pod średniowieczne umocnienia, które właśnie tutaj są najbardziej IMPONUJĄCE. Nic dziwnego, gdyż w południowo-zachodniej części Starego Miasta, ulokowano Zamek Toompea. Surowa bryła warowni stoi na wzgórzu Toompea. Od razu czuć niedostępność owego założenia, co musiało odstraszać potencjalnych agresorów. Wysokie mury zamku zakończone krenelażem, nieliczne okna, a do tego najwyższa z Tallińskich baszt – Pikk Hermann (Wysoki Hermann). Wieża zamku Tompea została wzniesiona w latach 1360-1370 i przebudowana w XVI wieku, kiedy to uzyskała 48 metrów wysokości.
Wieża wraz z flagą narodową Estonii na samym szczycie, stanowi jeden z wymowniejszych symboli kraju.


Stare Miasto w Tallinie dzieli się na Miasto Górne i Miasto Dolne. Dość łatwo je rozróżnić, otóż Miasto Górne położone jest na wysokim, wapiennym wzgórzu, natomiast Miasto Dolne, rozciąga się u jego stóp. Penetrowanie staromiejskich skarbów rozpoczęliśmy od Miasta Górnego.
Charakterystyczny dla miast wschodu krajobraz
Zaczęliśmy od podejścia w górę ulicą Tommpea z widokiem na bajkową architekturę Soboru Św. Aleksandra Newskiego. Prawosławny sobór został wzniesiony w latach 1893-1900 w stylu bizantyjsko-rosyjskim. Posiada trzy absydy i pięć cebulastych kopuł, tworzących charakterystyczny dla miast wschodu krajobraz. Sobór został bowiem wzniesiony w okresie, kiedy Estonia, a tym samym Tallin, była pod panowaniem carskiej Rosji. Świątynia miała nawiązywać wyglądem do moskiewskich cerkwii z XVII wieku.
Wnętrze, do którego można wejść za darmo, jest w stanie pomieścić 1500 osób. Warto zwrócić uwagę na mozaiki umieszczone nad wejściami, których łączna powierzchnia wynosi czterdzieści metrów kwadratowych. Interesująco wygląda zestawienie Soboru Św. Aleksandra Newskiego z Kościołem Św. Mikołaja. Obie świątynie dzieli mur, pokazujący granice między miastem górnym i dolnym.





Zamek Toompea
Naprzeciw prawosławnego soboru rozciąga się rozległy plac, przy którym stoi Zamek Toompea. XVIII-wieczna barokowa fasada jest jedną z kolejnych zmian w wyglądzie Zamku, bowiem jego historia sięga średniowiecza, co pokazałem na poprzednich zdjęciach. Obecnie mieści się tutaj Parlament Estonii.




Uliczki jak malowane
Ruszyliśmy na północ w świat brukowanych uliczek i zgrabnych kamieniczek. Ulica Toom-Kooli oddaje atmosferę czasów minionych. Połączenie kamiennej nawierzchni, pastelowych barw niewysokich kamieniczek z jasną bryłą Katedry NMP jest genialne.
Katedra została zbudowana w XIII wieku, następnie wielokrotnie przebudowana, o czym świadczy np. barokowy hełm.






Kawałek dalej, przy zakręcie w ulicę Kiriku, poczułem się jak w starym, pełnym historii miasteczku. Niskie, piętrowe domy, nakryte spadzistymi dachami pokrytymi dachówką, nieco niechlujnie ułożony bruk, stare latarnie. Jakbyśmy przenieśli się w czasie. Świetne uczucie.
Tallin zachował MASĘ uroku, a co istotne, Górne Miasto nie jest (a na pewno nie było w listopadzie) zadeptane przez turystów.






Punkty widokowe – Patkuli i Kohtuotsa
Kolejnymi pełnymi stonowanych barw i małomiasteczkowego klimatu uliczkami, doszliśmy na punkt widokowy Patkuli. Z tej perspektywy najlepiej widać różnice wysokości między jedną a drugą częścią Starego Miasta. Widok na fragment Miasta Dolnego jest zaiste WSPANIAŁY. Wieże i wieżyczki, czerwone dachy, a w tle, oddalona o około kilometr Zatoka Tallińska. Niesamowite jak smukłe i zgrabne są Tallińskie wieże – chociażby Kościoła Św. Olafa – CUDO. Podobny, choć nieco inny staromiejski krajobraz, roztacza się z punktu widokowego Kohtuotsa.







Miasto Górne mocno mnie zauroczyło
Szwendając się uliczkami Górnego Miasta byliśmy zachwyceni. Liczne sklepiki z uroczymi pamiątkami, kamienne ściany domów, kolorowe drzwi, magiczne, niemal puste zaułki, ukryte kawiarenki, punkty widokowe i monumentalne zabytki. A to tylko początek, idziemy bowiem zobaczyć jak wygląda, kilka razy większe od górnego, Miasto Dolne.




Zapraszam do NAJPIĘKNIEJSZEJ części Tallina
Wracając na Plac Wolności, minęliśmy fragment murów obronnych i dwie baszty. Wzniesiona w 1475 roku baszta o nazwie Kiek in de Kok, a w zasadzie jej wielkość – 38 metrów wysokości, 17 metrów średnicy i grubość murów od 3 do 4 metrów – pokazuje jak solidnie broniony był w średniowieczu Tallin. A było czego bronić! Wspaniały zespół staromiejskiej zabudowy można oglądać do dzisiaj, zapraszam więc na spacer po Mieście Dolnym.


Ulica Harju łączy Plac Wolności z Placem Ratuszowym. Idąc w kierunku Placu Ratuszowego, nie można nie zauważyć monumentalnego Kościoła Św. Mikołaja. Zbudowany w XIII wieku (w kolejnych stuleciach rozbudowywany) jest jednym z tych zabytków, które mocno oddziałują na panoramę Tallina. Szczególną uwagę zwraca zbudowana na planie kwadratu, zwieńczona barokowym hełmem i latarnią wieża o wysokości 105 metrów!


Plac Ratuszowy – widok jak 600 lat temu
Dochodząc na głównej przestrzeni Starego Miasta – Placu Ratuszowego – stanęliśmy na jego środku i rozglądaliśmy wokół siebie. Każda z pierzei ma w sobie dużo piękna! Pierzeje historycznych fasad są bardzo różnorodne architektonicznie, wszak miasto przez lata się zmieniało, chcąc nadążyć za trendami. Mimo wszystko całość prezentuje się harmonijnie i estetycznie. Uwielbiam stare miasta właśnie za to, że mimo zmian w architekturze, budynki do siebie pasują, nie gryzą się, są różne, ale podobne.





Jedna z najstarszych aptek w Europie
Mnie spodobała się wschodnia pierzeja Placu Ratuszowego, dość skromna, a jednak mająca DUŻO UROKU. Pierzeja północna kryje natomiast wyjątkową, bo jedną z NAJSTARSZYCH nieprzerwanie działających aptek w Europie. Od początku XV wieku mieści się pod tym samym adresem. Przyjmuje się, że Raeapteek, czyli Apteka Ratuszowa, została otwarta w 1415 roku.

Jedyny gotycki ratusz w północnej Europie
Odwiedzając Plac Ratuszowy, nie można zapomnieć o… Ratuszu! Dawna siedziba władz Tallina jest unikalna, bowiem to jedyny zachowany gotycki ratusz w północnej Europie. Wspaniałą budowlę wzniesiono na początku XV wieku. O gotyckim charakterze świadczą widoczne z Placu Ratuszowego podcienia (ostre łuki), blanki i niewielkie okna. Smukła, ośmioboczna wieża o wysokości 64 metrów, nakryta jest od 1628 roku późnorenesansowym hełmem.
Przyglądając się Ratuszowi zdałem sobie sprawę, że podobny widok oglądali mieszkańcy Tallina już 600 lat temu. Niezwykły wehikuł czasu.


Jak w bajce
Tallińskie Stare Miasto ma to do siebie, że właściwie gdzie się nie zajrzy, tam jest CUDNIE. Weszliśmy chociażby w zaułek Saiakang znajdujący się przy Placu Ratuszowym, zastając domek jak z bajki o czerwonej fasadzie (piętrowy, jednoosiowy, dwuspadowy dach, ozdobne drzwi wejściowe i jedno okienko na piętrze) i górującą nad nim smukłą wieże Kościoła Św. Ducha.
Swoją drogą, Tallin posiada kilka takich wież i wierzajcie mi, budują one unikalną staromiejską panoramę.



W tym miejscu poczujecie średniowieczny klimat
Następnie przeszliśmy w kierunku ulicy Vene, blisko której znajduje się Stary Rynek. Ta nieregularna przestrzeń zrobiła na mnie spore wrażenie! Właśnie tutaj, poprzez architekturę, można poczuć średniowieczny klimat.
Ważną rolę grają gotyckie domy, których szczyty ozdobione są blankami, kotwami, jak również belkami wystającymi przez lico fasady. Kamienne portale wejściowe, drewniane okiennice, przypory, to wszystko dodaje średniowiecznego smaczku. Widok w kierunku Ratusza jest jedyny w swoim rodzaju! Przestrzeń Starego Rynku płynnie przechodzi w okoliczne uliczki, gdzie widać inne wspaniałe budynki. Mamy do czynienia z plątaniną świetnie zachowanych dróg i zabudowy rodem z XIV-XV wieku.
Zgrabne gotyckie kamienice ciągną wzrok ku górze, w końcu to styl cechujący się wertykalizmem. Gotyckie (i nie tylko) domy tworzą tutaj bogate, historyczne i pełne znaczenia wnętrze urbanistyczne. Dodając do tego szczegóły, o których wspomniałem wyżej i atmosferę, którą można poczuć na miejscu, mamy przestrzeń nasączoną historią i zwyczajnie piękną. Szczególnie dla kogoś, kto jest “miejskim świrem” i zwiedził już niejedno stare miasto.









Fotogeniczny staromiejski pejzaż
Jednym z bardziej fotogenicznych miejsc w Tallinie jest Brama Viru. Wprost ze Starego Rynku prowadzi do owej furty ulica Viru, aczkolwiek wybraliśmy nieco bardziej pokrętną drogę. Boczne uliczki skrywają wiele ciekawostek, jak chociażby zdobione drzwi wejściowe do kamienic lub liny wiszące ze szczytów domów.


Brama Viru jest elementem zbudowanych w XIV wieku murów obronnych. Z biegiem czasu, chcąc poszerzyć wjazd do Starego Miasta, środkową część bramy rozebrano. Zostały dwie narożne wieże/baszty, które są jak ramka dla krajobrazu ulicy Viru. Pocztówkowy widok, czego byliśmy świadkami, uwieczniany jest na fotografiach każdego odwiedzającego to miejsce w Tallinie. I nie ma się co dziwić, baszty wzniesione z wapienia, stanowią swego rodzaju przejście do innego, starego i historycznego świata. Widoczna na drugim planie zabudowa ulicy Viru z widoczną w oddali wieżą Ratusza, dopełniają całości.



Kilka słów o ROBIĄCYCH WRAŻENIE murach obronnych
Müürivahe – ulica biegnąca wzdłuż murów obronnych, była naszym następnym celem. I tutaj warto wspomnieć o umocnieniach Tallina. Mury obronne zaczęto budować już w XIII wieku na rozkaz królowej Małgorzaty Sambirii. W następnym stuleciu, według projektu fortyfikatora Johannesa Kannego, zmodernizowano miejskie umocnienia, jednakże dopiero w XV wieku, osiągnęły docelową wielkość. 16 metrów wysokości i 3 metry grubości – to ROBI WRAŻENIE. Podobnie jak ilość baszt, których było 46 (przetrwały 22).

Spacerując wzdłuż murów zauważyliśmy, że jest możliwość wejścia na górę! Kosztem 4 euro wdrapaliśmy się na jedną z baszt i przeszliśmy galeryjką z widokiem na miasto. Utarło się, że to te najwyżej położone punkty widokowe są najciekawsze. Niekoniecznie! Bywa, że i te niżej ulokowane, kapkę ponad okoliczną zabudową, pozwalają spojrzeć na miasto z innej, jakże ciekawej perspektywy. Niech zdjęcia mówią same za siebie.






Miejsce, pozwalające poczuć zapach historii…
Nieopodal odnaleźliśmy jedno z PIĘKNIEJSZYCH miejsc w Tallinie – Pasaż Św. Katarzyny. Zaułek dosłownie przenosi do średniowiecza, pozwalając poczuć zapach historii. Wąska brukowana uliczka, kamienne ściany, okiennice, kamienne łuki łączące budynki po obu stronach, małe sklepiki z rękodziełem – to i jeszcze więcej składa się na jedno z przytulniejszych miejsc, jakie miałem okazje zobaczyć.



Pod Bramę Zakonnic
Planując zwiedzanie Tallina, pragnąłem zajrzeć w możliwie każdy fragment Starego Miasta. Wiedziałem bowiem, że wszędzie czekają cudne zaułki. Byliśmy przy wschodniej flance Miasta Dolnego, czas więc za część zachodnią i północno-zachodnią. Przeszliśmy niejako w poprzek Starego Miasta, przecinając kilka ładnych ulic, w tym słynną ulicę Pikk, dostając się pod Bramę Zakonnic. Skręciliśmy w prawo tuż przed bramą, kierując się uliczkami wzdłuż murów obronnych na północny-wschód.





Takie uliczki mają swoją siłę, siłę historii i spokoju
Ależ tu jest UROKLIWIE! Uliczki niezadeptane przez turystów mają swoją magiczną moc. Niska, skromna, ale PIĘKNA zabudowa, okiennice, cudne drzwi, stary bruk, wysokie baszty, wapienne mury, a to wszystko ulokowane wzdłuż spokojnych, stosunkowo wąskich uliczek. Liczne perspektywy i zamknięcia osi widokowych przez obiekty monumentalne, wnoszą powiew dużego miasta. Chodząc takimi uliczkami można zapomnieć, że jest się w środku stolicy kraju.






Najwyższy w Europie?
Jednym z takich obiektów monumentalnych jest Kościół Św. Olafa. Pierwsza wzmianka o świątyni pochodzi z 1267 roku, jednakże dopiero w XV stuleciu uzyskała obecną wielkość. Wieża kościoła około 1500 roku została zwieńczona wysokim hełmem i przypuszcza się, że mierzyła 159 metrów! Jeśli to prawda, była najwyższa w Europie. Niestety w 1625 roku spłonęła od uderzenia piorunem. Obecnie podziwiać można odbudowaną w 1820 roku wieżę o wysokości 123 metrów. To najwyższa budowla na Starym Mieście w Tallinie, bardzo ważna w panoramie miasta.

W trakcie spaceru kumpel popchnął drzwi jednej z kamienic i… weszliśmy na podwórze. Niby nic, a jednak poczuliśmy, że zobaczyliśmy “zakulisowy” Tallin.

Ulica Pikk – wisienka Tallińskim na torcie
Znaleźliśmy się w wysuniętej najbardziej na północ części Starego Miasta, gdzie znajduje się Paks Margareeta, a więc konstrukcja obronna o wymownej nazwie – Gruba Małgorzata. Wybudowana w latach 1511-1530 wieża ma 20 metrów wysokości, ale aż 25 metrów średnicy. Grubość jej murów sięga aż 5 metrów.
Wieża zamyka od północy ulicę Pikk – główny trakt Starego Miasta, łączący okolice portu z Zamkiem Toompea. Ulica Pikk biegnie po skosie z północnego-wschodu na południowy-zachód, skupiając liczne pełne pastelowych barw i uroczych detali kamienice.

Kamienice Trzy Siostry
Stare domy świadczą o długiej historii miasta, chociażby Kamienice Trzy Siostry (Kolm Õde) z XIV wieku. Proste, trójkątne szczyty, wystające z nich belki, blendy i nieregularnie rozmieszczone okna, cofają zwiedzających jakieś 650 lat wstecz.




Dom Bractwa Czarnogłowych
Spacer ulicą Pikk jest jedną z tych rzeczy, które zostawiliśmy sobie na deser. Przyglądanie się wiekowym kamienicom było jak spacer po galerii sztuki pod chmurką. Co i raz zwracałem uwagę na wszelakie zdobienia, jak chociażby te z Domu Bractwa Czarnogłowych. Choć kamienica została wzniesiona w XIV wieku, jej fasada reprezentuje styl renesansowy, będący wynikiem przebudowy w XVI stuleciu. Stojący przez zabytkiem przewodnik wskazywał na liczne sceny, płaskorzeźby i herby, wszystko ma bowiem znaczenie.





Oddech dawnych dziejów
Pod adresem Pikk 17 stoi z kolei budynek pozbawiony tego typu rzeźb – zbudowany na początku XV wieku dom Wielkiej Gildii. Posiada on fasadę z typowymi dla gotyku zdobieniami jak: blendy, okna zwane wieloliśćmi, ostre łuki i kamienny portal wejściowy. Tę część ulicy Pikk uważam za świetną ze względu na ducha historii i oddech dawnych dziejów. A to wszystko dzieje się na naszych oczach.
Naprzeciw Wielkiej Gildii wznosi się Kościół Św. Ducha. Wzniesiona w XIV wieku świątynia charakteryzuje się smukłą wieżą dobudowaną w XVII wieku i wyróżniającym się na białej elewacji zegarem z 1684 roku. Jedna z kolejnych prostopadłych uliczek prowadzi wzrok na gotyki Ratusz, zaś dalej, na końcu ulicy Pikk, stoi kolejna z bram.




Posiłek i spacer po zmroku
Powoli zapadał zmrok. Po 4 h jazdy autobusem i 6 h wędrowania po mieście, całkiem solidnie zgłodnieliśmy. Wstyd się przyznać, ale nie zamówiliśmy nic lokalnego. Udaliśmy się do jednej z licznych pizzerii, ale takiej z na prawdę ŚWIETNYM włoskim plackiem. Jeśli lubicie pizze, polecamy La Pizzeria di Orm Oja przy ulicy Vene 1. Ceny nie są najniższe (14 euro za margheritę), ale jakość najwyższych lotów.

Po posiłku mieliśmy jeszcze około godziny wolnego czasu, który wykorzystaliśmy na obserwacje Tallina pod osłoną nocy. Po zmroku, w iluminacjach, niektóre z miejsc stały się jeszcze bardziej czarujące. Nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy w 2024 roku, czy może przenieśliśmy się do XV wieku?


Jestem wdzięczny
Wtem nadszedł czas na 30 minutowy spacer na Dworzec Autobusowy. Równo szósta wyjechaliśmy do Rygi, gdzie dotarliśmy po 22:00. Kolejne 1,5 km i mogliśmy odpocząć w hotelowym pokoju. Łącznie tego dnia przeszliśmy około 15 km, cyknąłem ponad 200 zdjęć i doświadczyliśmy średniowiecznego klimatu. Cieszę się mocno. I jestem wdzięczny.

Podsumowując wizytę w Tallinie
Tallin szczerze polecam każdemu, a szczególnie tym, którym nie jest obojętna historia, dawna architektura i fantastyczny klimat rodem ze średniowiecza.
Rzecz jasna zobaczyliśmy ledwie kawałek miasta (właściwie tylko turystyczne Stare Miasto, choć dość dokładnie) i wiem, że MNÓSTWO nas ominęło. Ważna jest jednak świadomość, że to nie tylko gotyckie zabytki, ale też Zatoka Tallińska, drewniana zabudowa w różnych częściach miasta, cudowny Park Kadriorg, zjawiskowe muzea, mało oczywista Linnahall, Creative City, ZOO bądź ruiny klasztoru Pirita. Wówczas, zwiedzając tylko Stare Miasto, zdajemy sobie sprawę, iż Tallin to coś więcej, to pewna całość, a nie wybrany fragment.
Jaki jest Tallin? Jak zapamiętam miasto?
Mieliśmy jednak tyle czasu ile mieliśmy i powiem Wam, że mimo tego, WARTO do Tallina przyjechać! Liczne, dobrze zachowane gotyckie zabytki, budują atmosferę i opowiadają o dawnych dziejach miasta. Brukowane ulice, pastelowe fasady, kolorowe drzwi to stały element ulic Dolnego i Górnego Miasta. Potężne świątynie i ich charakterystyczne wieże kontrastują ze skromnymi, acz ŚLICZNYMI zaułkami. Tallińskie Stare Miasto ma to do siebie, iż łączy główne trakty, place i deptaki z nieodkrytymi, niewielkimi uliczkami. Z jednej strony obrazki typowe dla sporego, ważnego na turystycznej mapie miasta, z drugiej miejsca pasujące bardziej do małego, zapomnianego miasteczka. Fascynujące są również mury obronne i bramy – uważam, że NALEŻY dbać o zachowane zabytki i tutaj wychodzi to genialnie. Potężne, wapienne mury, wysokie i grube baszty, stanowią stały element pejzażu miasta. Niewątpliwie wartym odnotowania jest podział na Miasto Dolne i Miasto Górne – są one bowiem nieco inne, ale każde ma swój wyjątkowy klimat. W tym krótkim czasie zajrzeliśmy również na kilka uliczek w okolicy Starego Miasta z zachwycającą architekturą drewnianą! Bo Tallin niejedno ma imię. Po więcej imion Tallina chętnie tu wrócę. Zdecydowanie warto.







Kilka (istotnych) słów na koniec
Dziękuję za wizytę na blogu i lekturę artykułu o Tallinie. Mam nadzieję, że wpis wniósł wartość i pomoże Wam lepiej zaplanować wizytę w stolicy Estonii. Zdecydowanie WARTO się tam wybrać.
A tutaj możecie dobrowolnie wesprzeć mą działalność, stawiając mi kawkę ☕ Dziękuję!
Zachęcam również do zaglądania i śledzenia mnie na FB – Miejski Wojażer i IG – miejskiwojazer. Dziele się tam na bieżąco miejscami, które odwiedzam. Załączam zdjęcia, piszę na żywo z danego miejsca i dodaje relację.
Odkrywajcie Europę, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!