Przemyślenia “obudzone” na Wzgórzu Gellerta – Budapeszt 2018 r – odsłona pierwsza

P

Cześć moi drodzy!


Wróciłem z kolejnej tegorocznej (2018 r.) wyprawy. Jak co roku, udałem się do Budapesztu. Była to moja piąta wyprawa na Węgry i jeśli ktoś z Was zastanawia się, dlaczego wciąż tam wracam, odpowiedź jest prosta – zakochałem się. W każdym możliwym miejscu, widoku, przestrzeni i tym co to miasto oferuje. 

Na łamach bloga, podzieliłem się każdą poprzednią wycieczką, zatem wiecie jak wspaniałym miejscem jest Budapeszt. Dzisiejszy wpis i kolejne będą tego potwierdzeniem. 

Do stolicy Węgier udałem się Flix Busem z Gdańska z przesiadką w Warszawie. Łącznie 17 h w autokarze w jedną stronę. Na miejscu zameldowałem się kilka minut po 6:00 rano, obok końcowej stacji pierwszej linii metra – Mexikoi utca. W zeszycie widniał z grubsza zapisany plan, który już w czasie wypisywania kolejnych punktów, wrył mi się w głowę, zatem w ogóle do niego nie zaglądałem.

Na start METRO!


Zakupiwszy dobowy bilet na komunikacje miejską (zawsze to robię, bowiem odległości są na tyle znaczące, że pieszo człowiek nie da rady, a i tak swoje przejdzie), odjechałem pierwszą linią metra, powoli wczuwając w klimat miasta. Głosowe zapowiedzi przystanków, tak normalna rzecz, a tam w Węgierskim języku są tak bardzo charakterystyczne, podobnie jak wyłożone kafelkami stacje. Owa linia metra jest najstarszą na kontynentalnej części europy, robi za atrakcję turystyczną, jednocześnie będąc normalnym środkiem komunikacji miejskiej. 

Na Deak Ferenc Ter przesiadłem się do trzeciej linii metra, podjeżdżając na Kalvin Ter, skąd jedną stację przejechałem czwartą linią metra. W ten sposób trafiłem w okolicę Hali Targowej, w której zrobiłem małe zakupy na plenerowe śniadanie. Wróciłem do podziemnej kolejki, przejechałem pod Dunajem i na Szent Gellert Ter zacząłem właściwą (tą zapisaną w zeszycie) podróż po Budapeszcie. 


Tutaj wcześniej mnie nie było – genialna uliczna perspektywa!



Chcąc wgryźć się w tę część miasta, przy pierzei pokaźnych kamienic, wszedłem na Budafoki utca. Niedługo później odbiłem do Bartok Bela utca, która okazała się być jedną z ciekawszych ulic jakie oglądałem! Rzędy bogato zdobionych, różnorodnych kamienic a przy nich szpalery drzew, środkiem jedni pędzące tramwaje – uwielbiam tego typu ulice. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, kiedy dochodziłem do Hotelu Gallert, bowiem z zacienionego tunelu, jaki tworzą drzewa, w oddali ukazały się lśniące w słońcu tramwaje, Most Wolności i zabudowa po drugiej stronie rzeki – genialna perspektywa, pokazująca jak miasto może być ciekawe. 

Budafoki utca


Bartok Bela utca


Genialna perspektywa

Jeden z moich ulubionych placów Budapesztu


Przeszedłem przez Szent Gellert ter, który od mojej drugiej wizyty w Budapeszcie jest jednym z ulubionych placów, spojrzałem na pełen majestatu i jednocześnie cudnie lekki most, pędzące nim tramwaje, wapienną górę i wtem zniknąłem w zieleni. 




Śniadanie z pięknym widokiem



Podejście na Wzgórze Gellerta od strony Mostu Wolności jest krótsze, ale strome. Jednak kto by się tym przejmował, skoro na górze czekają widoki, za którymi tęskniłem cały rok? Powoli, krok po kroku byłem coraz wyżej. Niemal na samej górze, wybrałem jeden z punktów widokowych z ławeczką, gdzie przy wspaniałym widoku na Dunaj, pałaszowałem śniadanko. To niesamowite, można jeść śniadanie tak jak zawsze, rano w domu, lub w drodze do pracy, a można siedząc na Wzgórzu Gellerta w Budapeszcie 😉 




Przemyślenia “obudzone” na Wzgórzu Gellerta



Posilony, pełny energii, wszedłem na górę. Ludzi co nie miara, każdy tak jak i ja, mimo zmęczenia, podziwiał widoki. To jeden z tych miejskich krajobrazów, który na długo zapadł mi w pamięci. Od lewej wzgórza Budy, Zamek, wzgórze zamkowe, po prawej pełen zabudowy Peszt, z wyróżniającym się nad Dunajem Parlamentem, a wszystko łączy wstęga Dunaju i przerzucone nad nim mosty. 






Podziwiając pejzaż miasta, wpadło mi do głowy pewne porównanie. Otóż nasze życie jest jak takie miasto, bardzo skomplikowane, pełne zaułków, perspektyw, przepięknych miejsc, jak i tych nad którymi trzeba pracować. Również mamy całą masę rzeczy do zrobienia i odkrycia. I zdaje się, że wielu z nas trzyma się kurczowo pewnego kwartału ulic, ogląda wciąż podobne sceny i mówi – jakie to życie jest nudne, przecież w tym moim życiu nic się nie dzieje! Niewielu z nas wchodzi “poziom wyżej”, czytaj na takie wzgórze, które pozwala na inną, szerszą perspektywę. Bo z góry widać inaczej, nie zawsze lepiej, ale inaczej, więcej myśląc o ogóle. I warto sobie czasami na taką “górę” wejść i popatrzeć, że to nasze życie nie kończy się na tym jednym kwartale, że jest tego wieeeeeele więcej. A co najważniejsze, później zejść i nigdy zapomnieć o tym co się widziało. 




Czas iść dalej…



Patrząc na panoramę Budapesztu ze Wzgórza Gellerta, jakże szybko ogarniamy coś, co jest tak skomplikowane, że dopiero na dole, między budynkami, zdajemy sobie z tego sprawę. Chłonąłem wspaniały krajobraz, jak dla mnie najpiękniejszy miejski pejzaż z tych miast, które odwiedziłem. Obszedłem cytadelę, trafiając do pięknego, pełnego kwiatów i spokoju parku. Zszedłem z powrotem na Szent Gellert Ter i Mostem Wolności udałem na drugą stronę rzeki. 




Kilka (ważnych) słów na koniec


O tym co widziałem w dalszej kolejności, jakimi ulicami poszedłem, przekonacie się w kolejny wtorek (2 kwietnia). 

Odkrywajcie świat, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Dodaj komentarz

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Najnowsze wpisy

Archiwa