“Zanurkowałem” w miejskiej przestrzeni – Budapeszt 2018 r – odsłona druga

&

Cześć moi drodzy!


Kontynuuje relacje ze swojej zeszłorocznej wyprawy do Budapesztu. Była to moja piąta wyprawa na Węgry i jeśli ktoś z Was zastanawia się, dlaczego wciąż tam wracam, odpowiedź jest prosta – zakochałem się. W każdym możliwym miejscu, widoku, przestrzeni i tym co to miasto oferuje. Na łamach bloga, podzieliłem się każdą poprzednią wycieczką, zatem wiecie jak wspaniałym miejscem jest Budapeszt. Dzisiejszy wpis i kolejne będą tego potwierdzeniem. 

Pierwszą część możecie zobaczyć TUTAJ (klik).

Dzisiaj ruszamy rozgryźć część miasta, której wcześniej nie widziałem.


Zapraszam serdecznie na spacer 🙂


Most Wolności – moim zdaniem najładniejszy w mieście


Zszedłem z powrotem na Szent Gellent Ter i Mostem Wolności udałem na drugą stronę rzeki. Jeśli miałbym wybrać jeden most w Budapeszcie, którym polecałbym się przejść, byłby to właśnie Most Wolności. W moim odczuciu żaden inny nie ma w sobie tyle piękna. A widać je dopiero z bliska! 




Miejsce, od którego zacząłem zwiedzać Budapeszt w 2016 roku



Przedostawszy się na Fovam Ter, postanowiłem choćby na chwilę zajść na Kalvin Ter. Fovam Ter, jest kolejną wspaniałą miejską przestrzenią. Z jednej strony pokaźna zabudowa, z drugiej wspaniała Hala Targowa, do tego tramwaje, trolejbusy, masa ludzi. 

Dalej szedłem Vamhaz Korut, która łączy widokowo Most Wolności z zabudową Kalvin Ter. Mamy więc w perspektywie ulicy świetną konstrukcję mostu z tramwajami i Wzgórzem Gellerta. Kalvin Ter jest miejscem, od którego zacząłem zwiedzanie miasta kiedy byłem w Budapeszcie po raz pierwszy z kolegami – zatem lubię sobie tutaj usiąść i popatrzeć na życie całego placu, zabudowę, ludzi. Nie wspominając o tym, że mimo wzmożonego ruchu kołowego, to całkiem przyjemne miejsce. 





Bulwar między Mostem Wolności a Mostem Petofi



Aby nie tracić niepotrzebnie sił, podjechałem jedną stację metrem, aby wrócić do Mostu Wolności. W tym miejscu zacząłem spacer na południe od mostu nad Dunajem i odkrywanie tej części Budapesztu, której wcześniej nie widziałem. Bulwar jest bardzo ładnie urządzony, wyłożony niedużymi płytkami, obok ciągnie się dłuuuuuuuga ławka, z drugiej strony ozdobna barierka a dalej widok na Dunaj i to co zostawiłem za sobą – Hotel Gellert, Most Wolności i Wzgórze Gellerta z Pomnikiem Wolności. 

Zaraz za charakterystycznym budynkiem pełniącym funkcje kulturalne a zwanym “wielorybem”, tuż obok nabrzeża rozpościera się park. W taką pogodę jak znalazł! Ludzie wylegiwali się na trawce, szukając choć chwili odpoczynku od palącego słońca. Mnie to miejsce bardzo się spodobało, połączenie zieleni, wody, miasta, coś pięknego. 







“Zanurkowałem” w miejskiej przestrzeni – “Wielki Bulwar”


Nadszedł czas na stopniowe i coraz głębsze “nurkowanie” w miejskiej przestrzeni. W tym roku postanowiłem przyjrzeć się bliżej “wielkiemu bulwarowi” – to ciąg wielkomiejskich alei, ciągnących się od Mostu Petofi do Mostu Małgorzaty. 

Szedłem więc przy kipiących detalem fasadach wysokich kamienic przy Ferenc Korut, patrząc jednocześnie na pierzeję z drugiej strony ulicy. W tym miejscu spodobała mi się kamienica z wysokim hełmem na rogu i przejeżdżającym akurat tramwajem! 


Wyjątkowo uroczy Bakats ter


Z jednej strony poszukiwanie cienia, zaś z drugiej ciekawość, poprowadziły mnie przez Tompa utca na Bakats ter. Mijałem stare kamienice, których każdy detal “spoglądał” na przechodniów, a stojące obok drzewa “tuliły” uczestników tego miejskiego spektaklu. Plac wyjątkowo uroczy, co jest zasługą połączenia pięknych kamienic z zielenią. 



Raday utca – jedna z bardziej interesujących


To za co lubię, a wręcz kocham spacery po Budapeszcie, kryje się w takich ulicach jak Raday utca. Ruch samochodowy ograniczony jest do jednego, wąskiego pasa drogowego wyłożonego płytkami. Przestrzeń dla pieszych, wygrodzona zielenią, ławkami, drzewami w zielonych donicach i słupkami. Człowiek od razu czuje się przyjemniej, ma więcej luzu, może na spokojnie obserwować otoczenie. Przy ulicy mamy sporo urodziwych kamienic, mnie zainteresowały dwie bliźniacze, z czego jedna jest po remoncie, zaś druga na remont czeka. Można sobie porównać stan przed -> po na miejscu. Nieco dalej zobaczyłem białą kamienice z półokrągłymi wykuszami z balkonikami i boniowaniem u dołu. Na Raday utca nie brakuje lokali gastronomicznych, ulica nie jest szeroka, wręcz wąska, niełatwo tutaj podziwiać architekturę, ale właśnie to tworzy specyficzny klimat okolicy. 

Będąc coraz bliżej Kalvin Ter (czyżby wszystkie drogi prowadzą na ten plac? ;)), skręciłem w stronę Ulloi utca. Spod drzew wypatrywałem ciekawych miejskich perspektyw, z sukcesami, co możecie oglądać niżej na zdjęciach. 






Ulloi utca

Kwintesencja miejskości 


Wróciłem do “wielkiego bulwaru”, a dokładniej na Jozsef Korut. Przywitał mnie taki obrazek – przejście dla pieszych, zatrzymani w kadrze przechodnie, jadący długi żółty tramwaj, kamienica z boniowaniem i kolumnami, drzewa, słup ogłoszeniowy, ciągnąca się dalej ulica. Spacerowałem, wczuwając się w Budapeszt, który właśnie tutaj daje każdemu chętnemu zaznać wielkomiejskości. Mijałem witryny sklepów, szyldy restauracji, przyglądałem każdej kolejnej fasadzie kamienic, cieszyłem cieniem jaki dają gęsto posadzone drzewa, oglądałem stojącą z drugiej strony piękną pierzeję kamienic i zielony szpaler koron drzew, cieszyłem każdym kolejnym przejeżdżającym tramwajem. Kwintesencja miasta – tak to czułem. 




Śliczne miejskie wnętrze


Po kilku chwilach, odbiłem w Krudy Gyula utca, gdzie zobaczyłem przepiękną kamienice! Na niemal całej fasadzie boniowanie, niżej potężniejsze, wyżej imitujące płytki, płaskorzeźby, balkony. Obok urocza zielonkawa kamienica, co razem daje super wrażenie. Skręciłem w prawo w Horanszky utca, która jest jednym z kolejnych ślicznych miejskich wnętrz, ukrytych dla tych, którzy lubią “grzebać w mieście”. Przestrzeń jest jasno uporządkowana, chodniki oddzielone słupkami (zielonymi, które widziałem w wielu miejscach w Budapeszcie), jest pas do parkowania równoległego oraz jezdnia. Zabudowa jak zawsze nie zawodzi, szczególnie kilka fasad godnych jest uwagi. 

Piękne kamienice przy Krudy Gyula utca 



Horanszky utca



Wracając do “Wielkiego Bulwaru”



Opuszczając Horanszky utca, udałem się w stronę placu Gutenberga, który otaczają spore, robiące wrażenie kamienice. Już patrząc z perspektywy Brody Sandor utca, pokazuje się solidna jasna kamienica, dalej jest coraz ciekawiej, bowiem odsłaniają się kolejne ulice i perspektywy. W ten sposób wróciłem na Jozsef Korut i kierowałem do Rakoczi utca. 


Kazynczy utca – klimatyczne miejsce


Obie aleje zrobiły na mnie duże wrażenie! Ale… jeszcze ciekawsze okazało się przejście do zupełnie innego klimatu. Otóż z wielkomiejskich, głośnych i pełnych patosu przestrzeni, wszedłem na uliczkę będącą jakby przeciwwagą tego co widziałem wcześniej. Kazinczy utca jest jedną z bardziej klimatycznych w okolicy, wąska, pełna ciekawych lokali, budzących zainteresowanie kamienic. 



Liszt Ferenc ter – takie miejsca można oglądać na okrągło!



Skierowałem swoje kroki w stronę Andrassy utca i po krótkim spacerze trafiłem na Liszt Ferenc ter! Plac rozpoczyna się stojącym na jego środku pomnikiem Endre Ady’ego, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku Węgierskiego poety i dziennikarza. Plac ma ciekawy kształt, jest dość wąski i stosunkowo długi. Po obu stronach stoją dostojne kamienice, zaś środek wypełniony jest uczciwą porcją zieleni. Zjawiskowo ładnie jest na końcu od strony Kiraly utca, gdzie miejskie wnętrze zamyka wspaniały gmach Akademii Muzycznej Ferenca Liszta oraz kilka kamienic – takie miejsca można oglądać na okrągło. 







Docierając do Mostu Małgorzaty


Dalej poszedłem Terez Korut w stronę dworca Nyugati. Przechodząc tunelem, nabrałem ochoty na kawałek pizzy, ale odpuściłem, póki co 😉 Szent Istvan korut prowadzi wprost do Mostu Małgorzaty, lecz nim doszedłem w okolice Dunaju, oglądałem przepiękną miejską scenerię. M.in. gmach Teatru Komediowego z końca XIX wieku, z dostojnym frontem ujętym w dwie kolumny z każdej strony i potężny tympanon. W miejscach, gdy zjawiskowej zabudowy jest cała masa, nie sposób wszystkiego spostrzec, do oczu przedostają się najciekawsze (dla każdego mogą to być inne) budynki. Mnie wpadła w oko kamienica z subtelnym detalem, jak gdyby utkanym przez zręczne dłonie. Przy Moście Małgorzaty to co kocham w Budapeszcie najbardziej, połączenie gęstego miasta z otwarciem na Dunaj. Tramwaje wyjeżdżające z wielkomiejskiej alei wprost na most i odwrotnie.






Kilka (ważnych) słów na koniec


Dziękuję za uwagę. Przypominam Wam, że TUTAJ (klik) znajdziecie pierwszy wpis z owej wyprawy do Budapesztu. Warto przeczytać jeśli nie mieliście okazji, bowiem cały dzień zwiedzania i całą trasę dzielę na kilka wpisów. 

Odkrywajcie świat, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!





O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Dodaj komentarz

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Najnowsze wpisy

Archiwa