Jak spędzić dzień w Zakopanem, by poczuć jego czyste piękno?

J

Cześć Moi Drodzy!

Trzymajcie kolejny wpis, opisujący i pokazujący moją letnią wyprawę do Krakowa.

Czwarty dzień spędziliśmy poza Krakowem. Bowiem już o 7:40 siedzieliśmy w autobusie do Zakopanego. Na miejscu zameldowaliśmy się przed 10:00 i zaczęliśmy zwiedzanie. 

Ważna sprawa! Niżej macie odnośniki do pozostałych wpisów z wizyty w Krakowie, Zakopanym i Koniecpolu w czasie podróży w 2017 roku.

-> Kraków w deszczu? Równie piękny! Sprawdźcie (klik)

-> To miasto ma bogate wnętrze (klik)

-> Kraków – miejsca, gdzie warto się udać (klik)

-> Kraków to wiele więcej niż Stare Miasto i Wawel (klik)

-> Z pełnego bodźców Krakowa do spokojnego Koniecpola (klik)

Najbardziej zróżnicowane wysokościowo miasto

W pierwszej kolejności, ul. Kościuszki udaliśmy się na Górną Rówień Krupową. To spora polana, poprzecinana alejkami przy których można usiąść. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że rozciąga się stąd piękny widok na bliższe i dalsze szczyty Tatr. 

Spacerując po Zakopanem góry towarzyszą w zasadzie na każdym kroku. Miasto położone jest na wysokości od 750 do 2301 metrów n.p.m. Można zatem sądzić, iż to najbardziej zróżnicowane wysokościowo miasto w Polsce. 

Ulica Kościuszki.
Patrząc na Giewont.

Zadbane ulice i urocza polanka


Wkrótce dotarliśmy w okolice styku Krupówek oraz ul. Zamoyskiego. Weszliśmy na chwilę na Krupówki, lecz cel był inny. Tym razem pragnąłem mniej czasu spędzić w mieście, tj. na dole, a raczej w miejscach widokowych. A przecież tutaj takich nie brakuje. 

Ulicami Zamoyskiego i Chałubińskiego, przeszliśmy w okolicę ronda Jana Pawła II i dalej ul. Przewodników Tatrzańskich do Kuźnic. Trzeba przyznać, że ulice są zadbane. Podobnie rondo, gdzie jest oczko wodne, fontanna i miła dla oka zieleń. Idąc ulicą Przewodników Tatrzańskich, człowiek powoli wczuwa się w inny klimat. Góry są coraz bliżej, wystarczy się rozejrzeć. Po lewej stronie, przed Kuźnicami, zobaczyłem polankę, na której stało kilka krów, dalej bystry potok i góry. Wspaniałe miejsce. 

Zabudowa Krupówek.
Rondo Jana Pawła II.
Ulica Przewodników Tatrzańskich.
Polana.
Oraz jej mieszkańcy.
Potok.

Wejście na nosal – widok nr jeden


Już wcześniej wybraliśmy, że wejdziemy na Nosal. Stosunkowo bliski i niski szczyt (1206 metrów n.p.m.), choć i tak daje w kość. Pierwsza część szlaku prowadzi po niezbyt zgrabnie ułożonych kamlotach. Mało wygodnie, ale kto obiecywał, że będzie inaczej? Idziemy. Po kilku chwilach zauważam, iż po lewej stronie jest jakoś mniej niż wcześniej drzew. Skoro tak, zdaje się, będzie widok! Stanęliśmy uchwycić ów krajobraz, gdzie teren opada w dół, po prawej mamy skaliste skały i dalej niżej położone obszary. Nie czekaliśmy dłużej, bowiem już po chwili spotkaliśmy kolejny widoczek. Szeroki, z łagodnymi, zielonymi górami w rolach głównych. Lecz wciąż czekaliśmy na prawdziwy boom! 

Pierwsza część szlaku.

Wejście na nosal – widok nr dwa


Drugi, trudniejszy etap na szlaku to schody. Kiedy już je pokonaliśmy, ukazał się nam wspaniały krajobraz… Prócz zielonych, również skaliste szczyty, duża rozpiętość, poczuliśmy przestrzeń. 

Wejście na nosal – widok kulminacyjny


Ostatni etap przed szczytem Nosalu, wiódł kamiennymi schodami oraz przy skalnej ścianie. Lecz kiedy już usiedliśmy na skale na samej górze, poczułem się niesamowicie. Genialna przestrzeń, jakieś 200 metrów w dół, w górę wiele więcej. Mnóstwo szczytów, dróg, dolin, załamań… Cudna sprawa. Z drugiej strony więcej adrenalinki, gdyż zaraz obok mamy wysoki spad a za nim skały. 

Ostatnie podejście.
Szczyt zdobyty. Rozejrzymy się?
Widok na Kuźnice.

Nosal – zejście drugą stroną


Zejście zapewniło nam jeszcze więcej wrażeń… Mnóstwo cudnych krajobrazów, głównie ze skałami na pierwszym planie i zielonymi górami w tle. Widoki robią wrażenie! Szlak prowadzący w dół to głównie nieregularnie położone kamienie, zatem konieczna jest wytężona uwaga. Po zejściu chwila odpoczynku nad potokiem i tą samą drogą ruszyliśmy na Krupówki. 

W drodze na Krupówki.

Krupówki – klimat, którego trzeba poszukać


Krupówkami “trzeba się przejść” to i od samego początku lawirujemy między tłumami ludzi. Muzyka, mnóstwo reklam, sprzedawców, szyldów. Wszystko atakuje, a architektura i klimat miejsca są jakby wycofane. Gdzieś pod spodem. Mimo tego lubię tę ulicę. Stoi tutaj kilka ciekawszych kamienic, drewniane domy, z restauracji dobiega góralska muzyka, idąc w jedną czy drugą stronę, widać góry, Panów ubranych “po góralsku”, bystry potok, uderzający kamienie i płynący w stronę Gubałówki, wysokie i spadziste dachy domów. Staram się szukać klimatu, czegoś co jest WYJĄTKOWE tylko dla danej miejscowości. 

Pieszo na Gubałówkę. Oglądając piękno.


Jak napisałem wcześniej, chcieliśmy by ta wizyta w Zakopanem była inna, aniżeli poprzednie. Zatem postanowiliśmy, że na Gubałówkę nie wjedziemy… a WEJDZIEMY. Warto to zrobić, bowiem wjechanie zajmuje ledwie kilka chwil, obrazki przemykają tak prędko, że już jesteśmy na górze. Pełnej ludzi i hałasu. 

Za to idąc pieszo… To jest bajka. Możesz kiedy uznasz za stosowne usiąść w trawie, urwać źdźbło, wziąć w zęby i wpatrywać się w pasmo gór. Oddychać głęboko jak jeszcze nigdy, wczuć w klimat Zakopanego. Tak zrobiliśmy. No może gdyby nie zmęczenie kolegi, nie doszłoby do tego 😀 Ale wszystko, jak widać, ma swój sens. 

Podobnie usiedliśmy nieco wyżej, nie tylko my… Spójrzcie na jedno ze zdjęć niżej. Ludzie stawali, wypatrywali gdzieś w dal, jakby mogli czegoś tam dostrzec, jakby to było możliwe. A może zobaczyli… piękno? Piękno, które w sobie noszą? W końcu dotarliśmy na samą górę. 

Pod Gubałówką.
Pierwszy przystanek.

Warto to przeżyć


W dół chcieliśmy zjechać wyciągiem przy Polanie Szymoszkowej. Spokojnym krokiem, kierowaliśmy się w odpowiednią stronę. Ale… spóźniliśmy się na ostatni zjazd. 

O całe 2 minuty. 

Co dalej? 

Brak jednej możliwości, otworzył inną. Przeszliśmy dalej, na wzniesienie “Butorowy Wierch”, skąd w dół jechaliśmy zbudowaną w 1978 roku koleją krzesełkową. Myślę, że przejazd takim wyciągiem to dobry sposób na ćwiczenie uważności. Wszystko dookoła jest tak piękne, że ciężko to opisać. W dole zabudowa skupiona przy drogach, dalej góry. Wspaniałe krajobrazy. Warto samemu to przeżyć. Myślę, że zdjęcia mówią wszystko. 

Wyjątkowość tego regionu


Wracając do centrum Zakopanego, zachwycaliśmy się tym wszystkim, co stanowi o wyjątkowości tego regionu. Góry z jednej strony, a z drugiej na pagórku stado owiec przy zachodzącym już słońcu. 

Wróciliśmy na Krupówki, dalej przez Górną Rówień Krupową, przeszliśmy na Dworzec. Do Krakowa przyjechaliśmy ok. 22:00. To był najbardziej intensywny z pięciu dni wyprawy – 28,9 km jednak trzeba pamiętać o różnicach wysokości, 235 zdjęć, lecz w zupełnie innych okolicznościach. 

To nie o “TO” chodzi


Bo Zakopane to miejsce, które “trzeba” zobaczyć i “każdy” tam był. A kiedy już się tam jest, można zrozumieć, że nie o ten przepych, hałas i kolorowe reklamy chodzi. Że to klimat jedyny w swoim rodzaju – ludzie, budownictwo, zwierzęta, genialne krajobrazy i piękno w czystej postaci.

Mam nadzieję, że choć kapkę tego piękna Wam przekazałem.


Kilka (ważnych) słów na koniec.

Za tydzień udostępnię ostatni dzień wyprawy na południe Polski, kiedy zwiedzaliśmy kolejną część Krakowa oraz niewielkie miasteczko w woj. Śląskim. Linki do pozostałych wpisów macie na początku tego.

Dołącz do innych na mój fanpage MIEJSKI WOJAŻER (klik) 🙂


Odkrywajcie, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć! 

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Dodaj komentarz

Kamil Sulewski

Cześć moi drodzy!

Uwielbiam podróżować, zwiedzać, rozgryzać miasta i kraje, sprawdzać czym się różnią w zakresie architektonicznym i społecznym. Kocham miasta, jednakże nie zapominam o naturze, którą znajduje i w miastach i totalnie poza nimi.

Ostatnie wpisy

Archiwa